Pająk z dobrego snu
i
Pająk pawi/ Creative Commons
Ziemia

Pająk z dobrego snu

Mikołaj Golachowski

Myśląc o niektórych zwierzętach, czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że kiedy Darwin je stwarzał, nie był do końca trzeźwy. Przynajmniej ja mam z tym problem. Przy niektórych musiał być pobudzony, przy innych miał halucynacje, jeszcze inne powstawały w stanach szczęśliwego wyluzowania, ale są też takie, przy których musiał być strasznie na coś wkurzony i efekt jego działań przypomina wcielone zło z męczącego koszmaru. Nie będę dociekał, jakie substancje mogły na niego wpływać, ale sądzę, że różnych rzeczy możemy się domyślać. Czasem bowiem łatwo zgadnąć, o co chodzi. Pomyślmy o leniwcu. Wystarczy spojrzeć na jego twarz i porośnięte glonami ciało, żeby pomysł na to, co palił jego twórca, był dosyć banalny.

To oczywiście tylko takie tanie metafory. Jestem pewien, że Darwin zawsze był przytomny i sumienny, a inspiracje pojawiały się u niego wyłącznie legalnie. Na przykład stwarzając kota, musiał być niewątpliwie u szczytu swych możliwości. Kot stanowi ewolucyjne arcydzieło, połączenie niezwykłej gracji i urody ze śmiertelną skutecznością zabójcy. Albo inaczej – ciepła i mrucząca kula futra rozkosznie uniemożliwiająca mi teraz sprawne operowanie klawiaturą potrafi w jednej chwili zmienić się we wcielenie

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pura vida
i
zdjęcie: Kleber Varejão Filho / Usplash
Wiedza i niewiedza

Pura vida

Mikołaj Golachowski

W Kostaryce najpopularniejszy zwrot to „pura vida”, czyli „czyste, dobre życie”. Tak mieszkańcy tego kraju się witają, żegnają, pozdrawiają i tak sobie dziękują. Nieniepokojone leniwce są dla mnie żywą ilustracją tej maksymy.

Możliwe, że trochę was rozdrażnię, ale jestem akurat na wakacjach w tropikach. Za oknem mam środkowoamerykański las deszczowy, wrzeszczący, wyjący, kwiczący i śpiewający miejscową fauną, głównie ptasią, ale i ssaki nie siedzą cicho. Chyba najbardziej niesamowity dźwięk to wycie wyjców, największych z okolicznych małp. Nie brzmi jak głos jakiegokolwiek zwierzołka, raczej jak głośne rozdzieranie kurtyny oddzielającej nas od innych wszechświatów. Aż ciarki przechodzą. Pełno tu inspiracji do rozważań nad stanem umysłu i ulubionymi używkami „ojca ewolucji”, zwłaszcza że bardzo wielu miejscowych wygląda jak inwazja kosmitów. Ale jeden temat narzuca mi się nieodparcie. Może niezbyt szybko, ale nieubłaganie. A kim ja jestem, żeby sprzeciwiać się woli Przyrody? Zatem dzisiaj będzie o liściożerach.

Czytaj dalej