Religia jako źródło endorfin
i
rys. Marek Raczkowski
Wiedza i niewiedza

Religia jako źródło endorfin

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 7 minut

Robin Dunbar przekonuje, że religijność jest wytworem ewolucji i ma wielkie znaczenie dla przetrwania ludzkiego gatunku.

Badacze i badaczki, którzy próbują wyjaśnić fenomen religii z perspektywy ewolucyjnej, twierdzą, że nie ma ona sensu adaptacyjnego – jest raczej czymś w rodzaju błędu, skutku ubocznego jakichś mechanizmów, w które wyposażyła nas ewolucja. Życie religijne homo sapiens wiąże się przecież – także dosłownie – ze znacznymi kosztami. Poza tym religijne praktyki często nie przyczyniają się do przekazania genów (asceza, celibat), a w niektórych przypadkach wręcz utrudniają trwanie jednostek i społeczeństw, np. dźinijska sallekhana, czyli rytualne zagłodzenie się, czy zbiorowe samobójstwa członków rozmaitych sekt.

W książce Religijni (wyd. Copernicus Center Press, 2023) Robin Dunbar mierzy się z wielkim

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Służba duchom
i
Hector Hyppolite, „Damballah La Flambeau”, ok. 1945–1948; źródło: Wikipedia; domena publiczna
Wiedza i niewiedza

Służba duchom

Pierwsza część cyklu o haitańskim systemie religijnym
Tomasz Wiśniewski

W kulturze zachodniej opętanie postrzegamy raczej w kategoriach psychopatologicznych. Tymczasem w społeczności Haitańczyków to fundamentalny element życia społecznego.

Według badań etnograficznych – prowadzonych przez Erikę Bourguignon w latach 70. XX w. – obejmujących 488 społeczeństw z całego globu 437 spośród nich miało zinstytucjonalizowane wzorce osiągania odmiennych stanów świadomości. Z tego aż 252 przypadki polegały na opętaniu: nawiedzeniu przez bóstwo, duchy, duchy zmarłych czy zwierząt. Rezultaty tych badań dają do myślenia, bo wskazują na pewną stałą, uniwersalną psychobiologiczną skłonność człowieka. Z porównań wynika, że to raczej nasza kultura, w której podobne zjawiska zostały zanegowane i zmarginalizowane – przynajmniej statystycznie rzecz biorąc – wyłamuje się z normy.

Czytaj dalej