Mimo rozwoju nauki wciąż potrafimy uwierzyć naprawdę we wszystko. I to jest, wbrew pozorom, całkiem dobra wiadomość.
Nauka często postrzegana jest jako ostateczny arbiter prawdy, a jej ustalenia traktuje się jako niepodważalne (kto śmiałby dyskutować z odkryciami naukowców?). Jednak jak zauważa niderlandzki historyk Rienk Vermij w książce A History of Western Science: The Basics (Historia nauki zachodniej. Podstawy), nie zawsze tak było, a co więcej – wcale tak nie musiało się stać. Obecna hegemonia nauki to produkt długiego i burzliwego procesu historycznego, w którym inne systemy wiedzy były stopniowo wypierane lub pozbawiane wiarygodności.
Rozwój współczesnej nauki to nie tylko pasmo przełomowych odkryć porządkujących nasz obraz świata. To także proces selekcji i hierarchizacji różnych metod zdobywania wiedzy, spośród których zaledwie nieliczne – te najbardziej uprzywilejowane przez państwo i pieniądz – zyskały status naukowych. Jak pisze Vermij:
„Od końca XVIII wieku i przez cały wiek XIX metoda naukowa miała wiatr w żaglach, ponieważ idealnie wpasowywała się w racjonalny, biurokratyczny model ówczesnego państwa. Państwo, dążąc do rozszerzenia swoich wpływów, gromadziło wiedzę i wymagało specjalistycznego wykształcenia urzędników. Panowało przekonanie, że chłodne, biznesowe nastawienie i racjonalne badania pozwolą rozwiązać każdy problem” (tłum. K.K.).
Wielka