Z wizytą w kosmicznym uchu
i
rys. Marek Raczkowski
Wiedza i niewiedza

Z wizytą w kosmicznym uchu

Paweł Górecki
Czyta się 15 minut

Turyści spacerujący po placu Cudów w Pizie nie zdają sobie w większości sprawy, że Krzywa Wieża nie tylko się przechyla, lecz także czasem rozszerza się i kurczy – choć nie sama, ale wraz z całą czasoprzestrzenią.

Owych skurczów, w przeciwieństwie do spektakularnej krzywizny wieży, nie widać gołym okiem, trudno więc wymagać od typowego turysty, aby rozmyślał o nich podczas odwiedzin w malowniczej Toskanii. Ja jednak typowym turystą nie jestem i zaraz po zwiedzeniu Pizy jadę do laboratorium Virgo, które znajduje się 20 km za miastem. Tam właśnie działa jeden z trzech największych na świecie interferometrów laserowych, czyli urządzeń do badania skurczów czasoprzestrzeni (fal grawitacyjnych) i odczytywania niesionych przez nie informacji na temat kosmicznych zdarzeń, takich jak zlanie się czarnych dziur czy gwiazd neutronowych.

Droga do EGO

Interferometr mieści się w pobliżu miejscowości Cascina pod Pizą, na rozległej równinie, praktycznie na odludziu. Wąska asfaltowa droga, która do niego prowadzi, lekko wije się wśród łąk, pól i pojedynczych zabudowań. Na horyzoncie góry. Uwagę zwraca niepokojący, wbity w ziemię ogon samolotu – pozostałość po wypadku lotniczym. Gdyby ktoś chciał zaprojektować rzeźbę ilustrującą potęgę grawitacji, tak właśnie mogłaby wyglądać.

Choć droga się nie rozwidla, wszędzie widać drogowskazy z napisem EGO (European Gravitational Observatory). Jednak nawet bez nich detektor można dostrzec z dużej odległości. Od pokaźnego białego budynku centralnego w kształcie kwadratowej kostki mydła odchodzą pod kątem prostym dwa niebieskie tunele wysokości mniej więcej 3 m i długości 3 km. Jeden biegnie na zachód, a drugi na północ. Kiedy trwają pomiary, w nich właśnie, szybują laserowe wiązki – tam i z powrotem, odbijając się od umieszczonych na obu końcach tuneli zwierciadeł.

Przed budynkiem wita mnie ­­dr

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Narcyz przegląda się w matrixie
i
Adam Macedoński
Wiedza i niewiedza

Narcyz przegląda się w matrixie

Tomasz Stawiszyński

Tekst, który teraz przeczytacie, został automatycznie wygenerowany przez komputerową symulację właśnie po to, żeby przekonać was do jej przyjęcia. Tomasz Stawiszyński nie jest jego autorem. Ktoś taki nie istnieje.

Do dziś jestem przekonany, że Matrix – legendarny film braci (a obecnie sióstr) Wachowskich z 1999 r. – co najmniej połowę swojego gigantycznego sukcesu zawdzięczał hasłu, którym promowano go na billboardach i plakatach, jeszcze zanim pojawił się na ekranach kin. To wcale nie przełomowe, jak na tamte czasy, efekty specjalne, nie mistrzowsko skonstruo­wana fabuła i nawet nie znakomite role Carrie-Anne Moss, Laurence’a Fishburne’a czy Keanu Reevesa uczyniły z tego dzieła najczystszą klasykę. Stawiam tezę, że gdyby nie myśl wyrażona w intrygującym pytaniu, które miało nas do obejrzenia tego filmu zachęcić, nie wykupywalibyśmy tak gremialnie biletów na wszystkie dostępne seanse.

Czytaj dalej