Zazdrosny Bóg
i
ilustracja: Marek Raczkowski
Wiedza i niewiedza

Zazdrosny Bóg

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 14 minut

Bliskowschodnia wiara w jedynego Boga to córka największej rewolucji w historii religii. I choć od czasu tamtego przewrotu świat zmienił się nie do poznania, to biblijny Bóg wciąż przypomina starożytnego despotę.

W 1883 r. w czasopiśmie „Jour­nal of the Anthropological Institute” ukazał się artykuł, który wstrząsnął ówczes­nym środowiskiem naukowym. Autorem był misjonarz Alfred W. Howitt. Opisał on wierzenia południowo-wschodnich Aborygenów. Według jego świadectwa australijskie plemiona wierzyły w Istotę Najwyższą o cechach ojca i władcy świata. Rewelacja ta budziła zdumienie, gdyż wywracała do góry nogami XIX-wieczny sposób myślenia o religii.

Zgodnie ze schematem opracowanym przez antropologa Edwarda B. Tylora – od dawna przestarzałym, ale wciąż kuszącym dla niektórych amatorów i amatorek historii religii – religia zaczyna się od animizmu, czyli wiary w duchy. Następnie przechodzi w politeizm, by przerodzić się w monoteizm. Wraz z kolejnymi doniesieniami o kulcie Istoty Najwyższej wśród kultur niepiśmiennych tę ewolucyjną teorię poddano krytyce, co doprowadziło do powstania nowej, odwrotnej koncepcji, jaką jest teoria pierwotnego monoteizmu.

Jej głównym propagatorem był Wilhelm Schmidt. W wielotomowych, erudycyjnych dziełach badacz, posiłkując się niezliczonymi relacjami etnografów i racjami językoznawczymi, argumentował za istnieniem prehistorycznej prakultury, która czciła Istotę Najwyższą. Bóstwo to miało stworzyć świat oraz ustalić jego prawa i reguły moralne. W czasach Schmidta zakładano, że im kultura „prymitywniejsza”, tym starsze przechowuje zwyczaje. A skoro w Istotę Najwyższą wierzyły „prymitywne” plemiona łowiecko-zbierackie Afryki i Australii, to wywnioskowano, że korzenie tego kultu sięgały paleolitu. W przeciwieństwie do wcześniejszych teoretyków Schmidt twierdził, że wszelkie inne formy religii, takie jak animizm czy politeizm, są jedynie późniejszymi, w dodatku zdegenerowanymi wariantami monoteistycznej prareligii.

Niektórzy krytycy dopatrywali się w tej teorii wyłącznie próby etnologicznego uzasadnienia dla katolicyzmu i prawdy biblijnej. Schmidt był wszak zakonnikiem werbistą. Oddając sprawiedliwość badaczowi, trzeba zauważyć, że nie jest to do końca słuszna krytyka, bo nawet

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Tylko jedno słońce
i
Sofie Ribbing, „Rysujący chłopcy” (fragment), 1864 r., Göteborgs Konstmuseum/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Opowieści

Tylko jedno słońce

Camille Bordas

Opowieść o śmierci, sztuce i dzieciach, które nie zawsze są takie, jak chcieliby ich rodzice.

To nie jest jedna z tych opowieści, w których rośliny, zwierzęta i ludzie umierają jedno po drugim w trakcie roku szkolnego, ale ponieważ zaczyna się podobnie, głupio byłoby tego nie odnotować, więc to zrobię. Właśnie to zrobiłem. Śmierć goniła śmierć. Najpierw, w czerwcu, umarł mój ojciec, potem szczeniak, którego moja była żona przygarnęła, by pocieszyć dzieci po stracie dziadka, a na koniec szkolny woźny Lane. Ta ostatnia śmierć wydarzyła się tuż po Halloween, w stołówce, podczas przerwy obiadowej, na oczach dzieci. Atak serca. Kilka tygodni później mój syn Ernest wrócił ze szkoły i powiedział mi, że ma nadzieję, że nie istnieje życie wieczne.

Czytaj dalej