Ballada o śmierci i miłości Nan Goldin
i
Zdjęcie dzięki uprzejmości Millennium Docs Against Gravity / fot. Nan Goldin
Doznania

Ballada o śmierci i miłości Nan Goldin

Mateusz Demski
Czyta się 7 minut

Kobieta ociera łzy przy barze. Młody mężczyzna leży na masce samochodu. Pary kochają się w niezasłanej pościeli, rozbierają, ubierają, poprawiają makijaż przed lustrem.

Ponad 700 – z tylu zdjęć składa się podobno młodość Nan Goldin.

Każda scena jedyna i niepowtarzalna.

Większość ludzi na zdjęciach już nie żyje, głównie z powodu AIDS.

Fotografie pochodzą ze zbioru The Ballad of Sexual Dependency [Ballada o zależności seksualnej]. To jeden z najpotężniejszych, najbardziej konsekwentnych i kanonicznych cykli w historii fotografii. Do tego zbioru weszło ponad pół tysiąca zdjęć, pochodzących z lat 1979–1986. Nan Goldin, zaliczana do grona najwybitniejszych współczesnych artystek, przez prawie dekadę cierpliwie tworzyła kronikę ludzi i wnętrz sobie bliskich. Na zdjęciach widać jej przyjaciół uchwyconych w niepozornych, spontanicznych sytuacjach; wszyscy pozwalali jej fotografować się w bardzo intymnych przestrzeniach. Dla niej samej fotografia miała działać jak balsamowanie czasu, szukała w niej ocalenia – usiłowała utrwalić tych, których kochała, a którzy byli skazani na szybką śmierć. Chwycić wszystko, co się zmienia i co może niedługo będzie już niemożliwe do wyobrażenia.

Autorka pisze w jednym z autokomentarzy:

„Zawsze myślałam, że jeśli sfotografuję kogoś lub coś, nigdy nie stracę tej osoby, miejsca. Ale fotografia nie zachowuje tego wszystkiego tak skutecznie, jak sądziłam. […] Odeszli ludzie, którzy znali mnie najlepiej. Którzy mnie rozumieli. Ludzie, którzy nosili w sobie moją historię, z którymi dorastałam i zamierzałam się zestarzeć.

Cookie nie żyje.

Kenny nie żyje.

Mark nie żyje.

Max nie żyje.

Nie ma już Vittoria…”.

Na pozostałych zdjęciach piękne twarze ludzi ‒ pokazane tak naturalnie, tak blisko i z taką czułością, że wydają się ciągle na wyciągnięcie ręki. Jest w nich kruchość, a jednocześnie niezwykła siła. Jest smutek i zarazem – mimo choroby, nieszczęść, strat, sinych śladów pod oczami – jakaś radość, intensywność, żywiołowość. Ludzie toczą bujne życie towarzyskie. W klubach i otwartych mieszkaniach, które stają się rozrywkowymi centrami Nowego Jorku; spotykają się artyści, poeci, drag queens, aktywiści. Dyskusje, mnóstwo alkoholu, papierosów, narkotyków, seksualna swoboda i brak ograniczeń.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Millennium Docs Against Gravity / fot. Nan Goldin, 1985 r.

Zabawy trwają przez całą noc.

Pozostał zapis utraty.

A jednocześnie ballada o miłości, której nikt nie&nb

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Radość najbardziej zapada w pamięć
i
mat. prasowe M2Films, dystrybutora filmu „Aftersun”
Doznania

Radość najbardziej zapada w pamięć

Mateusz Demski

To film o dorastaniu, pamięci i wspomnieniach, które czasem zwodzą na manowce, a czasem są jedyną rzeczą, która nam pozostała. Kameralny „Aftersun”, autorski film debiutantki Charlotte Wells, głęboko dotyka emocji widza. O filmie i o swoim spotkaniu ze szkocką reżyserką pisze Mateusz Demski. 

Na co dzień się tam nie zagląda. Albumy zwykle leżą na dnie szuflady, tylko czasem ktoś sobie o nich przypomni i wyciągnie je na wierzch, żeby przenieść się w czasie.
Moje dzieciństwo zamknięte jest w kilku albumach.

Czytaj dalej