Cannes 2019: Opowieść na wagę złota
i
"Lux Æterna", reż. Gaspar Noé
Opowieści

Cannes 2019: Opowieść na wagę złota

Mateusz Demski
Czyta się 10 minut

Tilda Swinton ścinająca głowy żywym trupom, Udo Kier polujący na Bogu ducha winnych Brazylijczyków. Jakby tego było mało – łebki z francuskiego blokowiska, uzbrojone w butelki z benzyną i kamienie, sir Elton John w odrzutowych butach. Poznajcie bohaterów pierwszego tygodnia festiwalu w Cannes.

Nie da się nie zauważyć, że ten, kto układa program festiwalu w Cannes, zrobi wszystko, by uprzykrzyć życie człowiekowi. Filmy z Brazylii, Korei, Rumunii, Islandii, Francji, Birmy, Meksyku, Chin, Maroka, Stanów Zjednoczonych. W jednych cofamy się do czasów podlanych vintage’owym sosem, w drugich rzecz dzieje się współcześnie. Jedne to spektakularne fantazje pęczniejące od publicystycznych alegorii, drugie to chłodne rejestracje tego, co parszywie rozciąga się za oknem. Żeby było ciekawiej, stara zasada canneńskiego konkursu głównego powiada: zagadkowe filmy debiutantów kontra nazwiska uznanych weteranów, takich jak Ken Loach czy bracia Dardenne. Niełatwo jest to wszystko ze sobą porównywać. Jeśli będziemy próbowali wyznaczyć jeden wspólny mianownik, okaże się, że większość z tych filmów opowiada kompletnie inną historię, oferuje odległą tematycznie i estetycznie wizję świata. „To nie może się skończyć dobrze” – mówi Ronnie Peterson (tym razem nie Paterson), bohater nowego filmu Jima Jarmuscha, który zobaczyliśmy na otwarcie. Zupełnie jak dziennikarz, który w połowie maja przyleciał na Lazurowe Wybrzeże i zasiadł do pisania.

W oparach absurdu

Jak co roku plan pokazów ułożył się tak, że było z czego wybierać i było nad czym się głowić. I tak na początek trafiliśmy do miasteczka Centerville, gdzie wszyscy zmarli wstali nagle z grobu i zepchnęli społeczeństwo

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Palcami po piasku
i
Kadr z filmu "Ulica" (1976)
Przemyślenia

Palcami po piasku

Mateusz Demski

Filmy Caroline Leaf uchodziły za najprawdziwsze szczyty i kamienie milowe amerykańskiej animacji. Ba, uznaje się ją za ewenement na skalę światową, jedną z największych wizjonerek w historii – mówi Jerzy Kucia, wybitny reżyser filmów animowanych. – Wielu producentów zachodziło w głowę, dlaczego nigdy nie dostała Oscara. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, to wcale się nie dziwię. Dla mnie Caroline zawsze miała w sobie coś z outsidera. Nie realizowała filmów świadomie pod gusta jurorów. Nie goniła za sukcesem, sławą. Trzymała się na uboczu. To twórczość leżąca poza głównymi traktami.

Stała się klasykiem współczesnego kina, choć określenie to nie pasuje do kogoś, o kim niemal nikt nie słyszał. Aż trudno uwierzyć, że artystka, która przez blisko pół wieku tworzyła kanon światowej animacji, była nominowana do Oscara i nagród Brytyjskiej Akademii Filmowej, wciąż żyje w cieniu. Jak to możliwe, że o Leaf nie piszą podręczniki i encyklopedie? No cóż, czasem zdarzają się enigmatyczne przypadki, małe perełki do zbadania i do odkrycia.

Czytaj dalej