Cannes 2019: W dobrym kierunku
i
"Pewnego razu… w Hollywood", reż. Quentin Tarantino, zdjęcie: materiały promocyjne
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Cannes 2019: W dobrym kierunku

Mateusz Demski
Czyta się 9 minut

To była dzika, ale udana przygoda. Mnóstwo filmów widziałem podczas tegorocznej edycji festiwalu w Cannes i stwierdzam, że miały one niewiele ze sobą wspólnego. Ich rozbieżność i zamaszystość wyceniam na co najmniej frapującą. Oto subiektywne zestawienie tych, o których jeszcze nie napisałem, których moja pamięć skutecznie nie wyparła, które błysnęły, zagrały wyśmienicie i ocalały w procesie selekcji.

Zacznę od tytułu autentycznie pierwszorzędnego – arcydzieła w dziedzinie reżyserii, aktorstwa i inscenizacji. Od opowieści o pozbawionej środków do życia rodzinie, która opracowuje szwindel, by dostać się do willi prezesa firmy informatycznej. Intrygujące? To mało powiedziane. Parasite – jestem o tym przekonany – zyska status dzieła kultowego.

Twórczość wszelakiego rodzaju

Jeśli reżyser utożsamiany ze skandalem, od którego zaczęła się w Cannes walka z Netfliksem, kręci film o nierówności ekonomicznej w swoim kraju, można przypuszczać, że ugiął się pod wielkimi oczekiwaniami środowiska. Jeśli jednak w rzeczonym filmie diagnoza społeczna wiedzie przez obłąkane gatunkowe przewrotki i niespodzianki, które z każdą minutą zaczynają coraz bardziej przypominać wykres EKG, trudno zarzucać mu granie pod publiczkę. Bong Joon-ho wrócił do Cannes z dziełem życia – bezdyskusyjnym opus magnum, totalnym podsumowaniem własnej twórczości, za które otrzymał Złotą Palmę. I słusznie. Akademicka definicja pojęcia filmu „Bongańskiego” mogłaby brzmieć: „Odnosi się do czarnego koreańskiego komediodramatu, w którym opowieść o rodzinie rozumianej jako azyl przed światem płynnie porusza

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Cannes 2019: Opowieść na wagę złota
i
"Lux Æterna", reż. Gaspar Noé
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Cannes 2019: Opowieść na wagę złota

Mateusz Demski

Tilda Swinton ścinająca głowy żywym trupom, Udo Kier polujący na Bogu ducha winnych Brazylijczyków. Jakby tego było mało – łebki z francuskiego blokowiska, uzbrojone w butelki z benzyną i kamienie, sir Elton John w odrzutowych butach. Poznajcie bohaterów pierwszego tygodnia festiwalu w Cannes.

Nie da się nie zauważyć, że ten, kto układa program festiwalu w Cannes, zrobi wszystko, by uprzykrzyć życie człowiekowi. Filmy z Brazylii, Korei, Rumunii, Islandii, Francji, Birmy, Meksyku, Chin, Maroka, Stanów Zjednoczonych. W jednych cofamy się do czasów podlanych vintage’owym sosem, w drugich rzecz dzieje się współcześnie. Jedne to spektakularne fantazje pęczniejące od publicystycznych alegorii, drugie to chłodne rejestracje tego, co parszywie rozciąga się za oknem. Żeby było ciekawiej, stara zasada canneńskiego konkursu głównego powiada: zagadkowe filmy debiutantów kontra nazwiska uznanych weteranów, takich jak Ken Loach czy bracia Dardenne. Niełatwo jest to wszystko ze sobą porównywać. Jeśli będziemy próbowali wyznaczyć jeden wspólny mianownik, okaże się, że większość z tych filmów opowiada kompletnie inną historię, oferuje odległą tematycznie i estetycznie wizję świata. „To nie może się skończyć dobrze” – mówi Ronnie Peterson (tym razem nie Paterson), bohater nowego filmu Jima Jarmuscha, który zobaczyliśmy na otwarcie. Zupełnie jak dziennikarz, który w połowie maja przyleciał na Lazurowe Wybrzeże i zasiadł do pisania.

Czytaj dalej