Czajka i Gombro
i
Daniel Mróz, ilustracja z archiwum, nr 589/1956 r.
Doznania

Czajka i Gombro

czyli pojedynek na 
(artystyczne) miny
Izabela „Czajka” Stachowicz
Czyta się 28 minut

Muza artystów z międzywojnia Izabela „Czajka” Stachowicz w latach 50. pojechała do Argentyny i opisała w „Przekroju” swoje spotkanie z Witoldem Gombrowiczem. Kiedy pisarz to przeczytał, wpadł w szał. I odpisał.

Coraz więcej świateł, coraz piękniejsze ulice, coraz więcej aut, neony, reklamy świetlne, szum, gwar, tłumy ludzi. Ogłuszona, oślepiona, z płaszczem na ramieniu, z neseserem i torebką w ręku, wykaraskałam się z autokaru, bo stop, bo dojechaliśmy. Stanęłam na trotuarze i myślę: Bella, spokojnie, nie ruszaj się i nie kręć… już się zagubiłaś, już cię nie ma. Stałam aż przyszedł Olaf i objął mnie i powiedział:

– Czekam już przeszło półtorej godziny. 

Olaf miał taką samą twarz, jak wtedy, kiedy chodził ze Zbyszkiem Uniłowskim i Kociem Gałczyńskim, tylko tyle, że wyglądał, jak swój dziadek, bo włosy na głowie miał jak mleko białe. Pocałowałam go i powiedziałam:

– Ani trochę się nie zmieniłeś. 

A on popatrzył na mnie i powiedział:

– Ale ty kolosalnie, siwa jesteś, gruba jesteś, chyba tylko oczy ci się nie zmieniły. 

I zaraz odebrał jedenaście moich walizek, policzył wszystkie i powiedział: – Już więcej walizek nie mogłaś zabrać? 

Za nic nie chciałam się narazić, bo co bym bez niego zrobiła, co by się ze mną stało, więc pokorną i cichą przybrałam postawę. Wsadził mnie do taksówki, załadował część walizek do bagażnika, część wzięliśmy do środka, część przy szoferze. 

Miał dwa pokoje, łazienkę i kuchnię. W tym większym były półki, dużo książek, stolik, fotele, a w małym, jego małżeńskim – sypialnia. Do jego żony przyjechała siostra z Warszawy i obie wysłał do jakiejś nadmorskiej miejscowości.

Ustawiliśmy wszystkie walizki w tym większym pokoju i Olaf powiedział, żebym sobie umyła ręce, to zjemy kolację. Umyłam ręce, upudrowałam nos, poprawiłam włosy i powróciłam do niego. 

I znowu trudna historia, i znowu coś, co ma posmak obrzydliwej niewdzięczności, widocznie jest jednak coś plugawego w moim charakterze… Olafa szanuję, cenię, uważam za arcy-porządnego człowieka, skłaniam głowę przed jego lojalnością, uczciwością i dobrocią, wiernością przyjaźni, ale od pierwszego wejrzenia, od chwili, kiedy z łazienki wyszłam z tym upudrowanym nosem czułam, że nie jest dobrze, a znając siebie wiedziałam, że będzie gorzej.

Olaf powiedział:

– Nazywam się teraz Jan Wolski.

Odpowiedziałam:

– Jestem Czajka. 

***

Poszliśmy pieszo do polskiego konsulatu. Szło się ścieżkami wśród trawników. Wspaniałe kępy drzew ombu. Olbrzymie pąsowo kwitnące „pallo buraccio”, eukaliptusy, palmy niskie i palmy wysokie, kaktusy kolczaste, kaktusy żółto kwitnące, a wśród nich rzeźby Rodina. Tak, prawdziwego Rodina rzeźby, ustawione pod gołym niebem na trawniku. 

Konsulat polski znajduje się właśnie w tej najpiękniejszej dzielnicy. Prześliczny biały pałacyk. Olaf się złośliwie uśmiechał, wskazując mi jeszcze jedną rzeźbę Rodina. 

Poszliśmy na obiad do rodaków, do&nbs

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Niesamowita przygoda
i
ilustracja: Daniel de Latour
Doznania

Niesamowita przygoda

Stefania Grodzieńska

Na kierowców pędzących zakopianką od zawsze czyhają najrozmaitsze niebezpieczeństwa. Jednak to, co przydarzyło się Stefanii Grodzieńskiej…

W jaki sposób to się stało? W bardzo dziwny sposób.

Czytaj dalej