Człowiek, który znał mowę węży
i
„Zaklinaczka węży”, Henri Rousseau, 1907 r., Musée d’Orsay/Wikimedia Commons (domena publiczna)
Sztuka + Opowieści, Doznania

Człowiek, który znał mowę węży

Andrus Kivirähk
Czyta się 28 minut

Zachód Europy z tym całym rycerstwem i zamkami jest przereklamowany. Szczególnie dla prawdziwych Estończyków, którzy żyją w lasach, pielęgnują przyjaźń z wężami, piją wilcze mleko i karmią się łosiną.

Tak naprawdę urodziłem się we wsi, nie w lesie. To mój ojciec zdecydował o przenosinach. Wszyscy już poszli, lub prawie wszyscy, i moi rodzice byli wśród tych ostatnich. Pewnie z po­wodu matki, bo jej nie podobało się życie we wsi: nie pociągała jej uprawa zboża, no i nie smakował jej chleb.

– Obrzydlistwo – mówiła mi zawsze. – Wiesz, Leemet, nie wierzę, by komuś smakował. To całe jedzenie chleba to tylko przechwałki. Ludzie chcą wydać się tacy wytworni i żyć na obcą modłę. Dobrze upieczony udziec łosia to zupełnie inna sprawa. Chodź, synku, jedz. Dla kogo się tak staram?

Ojciec chyba miał inne zdanie. On chciał być człowiekiem nowych czasów, a człowiek nowych czasów musiał mieszkać we wsi, pod jasnym niebem i w świetle słońca, a nie w mroku lasu. Musiał uprawiać żyto, męczyć się całe lato jak marna mrówka po to, by móc jesienią z ważną miną żreć chleb i upodabniać się przez to do cudzoziemców. Człowiek nowych czasów musiał mieć sierp, którym potem zgięty do ziemi żął zboże. Musiał mieć też żarna, na których, dysząc i sapiąc, mielił ziarno. Wuj Vootele opowiadał, że mój ojciec – żyjąc jeszcze w lesie – ze zniecierpliwienia i zazdrości niemal nie pękł na samą myśl, jakie to ciekawe życie prowadzą ludzie ze wsi i jakie zajmujące wynalazki mają w swoich chatach.

– Musimy jak najszybciej przenieść się do wioski – pokrzykiwał. – Życie przecieka nam przez palce! W obecnych czasach wszyscy normalni ludzie mieszkają pod otwartym niebem, a nie w krzakach! Ja też chcę orać i siać, jak to się robi w postępowym świecie! Dlaczego mam być gorszy? Nie chcę żyć jak nędzarz! Spójrzcie tylko na tych rycerzy i mnichów – od razu widać, że wyprzedzają nas o stulecie! Musimy się wysilić, by im dorównać!

I zmusił matkę do przenosin. Postawili sobie we wsi małą chatę, ojciec nauczył się orać i siać, i zdobył w końcu swój własny sierp i żarna. Zaczął chodzić do kościoła i uczyć się niemieckiego, by rozumieć mowę rycerzy i podłapać od nich jeszcze więcej porywających i modnych nowinek. Jadł chleb, cmokał i chwalił jego smak, a gdy zdobył jeszcze umiejętność gotowania brei z jęczmienia, jego zachwyt i duma nad sobą nie miały granic.

– Była gorsza od wymiocin – przyznała kiedyś matka, ale ojciec jadał to trzy razy dziennie. Co prawda nieco się przy tym krzywił, lecz twierdził niezmiennie, że to wyjątkowo pyszne danie i po prostu należy nauczyć się je doceniać.

– To nie nasze ochłapy mięsa, w które każdy głupiec potrafi się wgryźć, lecz pożywienie przybyszów z Europy, tych, co mają bardziej wyrafinowane podniebienia – mówił. – Nie za ciężkie, nie za tłuste, a łagodne i lekkie. A jakie pożywne! Pokarm królów!

Gdy ja się urodziłem, zażądał, by karmić mnie tylko tym, bo jego dziecko musi dostać to, co najlepsze. Postarał się też dla mnie o maleńki sierp, bym od razu, gdy tylko stanę na nogi, mógł razem z nim mozolić się w polu.

– Sierp to oczywiście cenna rzecz i można by sądzić, że nie ma sensu dawać go niemowlęciu do ręki, ale ja się z takim postawieniem sprawy nie zgadzam. Nasze dziecko musi już od pierwszych dni przyzwyczajać się do nowoczesnych narzędzi – mawiał z dumą. – W przyszłości bez sierpa nie da sobie rady, niech od początku uczy się wielkiej sztuki żęcia żyta!

Wszystko to słyszałem od wuja Vootelego. Ja ojca nie pamiętam. A matka nie lubiła o nim mówić, stawała się wtedy nieswoja i zazwyczaj zmieniała temat. Pewnie do końca obwiniała się o jego śmierć, bo miała w nią przecież swój wkład. Matce się we wsi nudziło, nie dbała o pracę na polu i gdy ojciec szedł na tę swoją ważną orkę, wymykała się w znajome leśne ostępy, gdzie poznała pewnego niedźwiedzia. Co było dalej, to chyba jasne, opowieść stara jak świat. Tylko nieliczne kobiety umieją oprzeć się niedźwiedziom, które są w końcu ogromne, miękkie, bezbronne i mają taką gęstą sierść. Przy tym to urodzeni uwodziciele i ludzkie samice bardzo im się podobają, nie ominą więc żadnej okazji, by zbliżyć się do niewiasty i szeptać jej kusząco do ucha. Dawniej, gdy większość naszego ludu żyła w lesie, wciąż

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Mowa pogrzebowa
i
zdjęcie: Javad Esmaeili/Unsplash
Doznania, Sztuka + Opowieści

Mowa pogrzebowa

Giedra Radvilavičiūtė

O zmarłych albo dobrze, albo prawdziwie.

Zacznę od informacji przeznaczonej w zasadzie dla wszystkich: na dwadzieścia minut proszę wyłączyć telefony. Konsolacja odbędzie się w kebabiarni Interpol na starówce, ewentualni cudzoziemcy trafią po zapachu.

Czytaj dalej