Dogonić wiatr
i
Fotos z filmu "Wiatr"
Sztuka + Opowieści, Opowieści

Dogonić wiatr

Joanna Rożen
Czyta się 19 minut

Rozmową Joanny Rożen z Michałem Bielawskim, autorem i reżyserem powstającego właśnie filmu dokumentalnego Wiatr, otwieramy cykl wywiadów o micie zakopiańszczyzny we współczesnej kulturze.

Pomysł rozmów o tym, czy Podhale wciąż urzeka i, jeśli tak, to dlaczego, narodził się w trakcie zwiedzania wystawy Relacja Warszawa–Zakopane. Ekspozycję zorganizowaną przez Muzeum Narodowe i Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem widziałam w warszawskiej Królikarni. Można ją oglądać w zakopiańskiej willi Oksza jeszcze do września 2018 r. Tymczasem, zainspirowana motywem zauroczenia kulturą zakopiańską, zamierzam zbadać, jak wyglądają związki współczesnych artystów, zwłaszcza filmowców, z mitem Zakopanego. Czy nadal czerpią z tatrzańskich źródełek? Będę sprawdzać, czy we współczesnym kinie i kulturze zakopiańszczyzna nadal w modzie.

Spotykam się więc w upalny letni dzień z Michałem Bielawskim, autorem i reżyserem filmu dokumentalnego Wiatr. Tematem przewodnim obrazu jest halny – szkodnik i sprawca wielu zniszczeń, ale i wielki mit Zakopanego, wokół którego krążą rozmaite wyobrażenia i skojarzenia.

„Gdyby zacząć od tego, co mnie skierowało w góry, to właśnie mit Zakopanego. I jeszcze mit, który nakłada się na mit Zakopanego, czyli halny jako siła sprawcza, która dewastuje życie ludziom na Podhalu. Znasz powiedzenie, że na halny gorzkie żniwa będą mieli ci, którzy odcinają wisielców?” – zagaja Michał Bielawski.

Joanna Rożen: Obrazowe. Czy to ta wizja nasunęła Ci myśl, żeby zrobić Wiatr?

Michał Bielawski: Pomysł, aby zbadać wyobrażenia i skojarzenia krążące wokół zjawiska halnego, wyszedł od Maćka Kubickiego, doświadczonego producenta dokumentalnego i fabularnego z firmy Telemark. On zaraził mnie tematem. Jesteśmy już na zaawansowanym etapie procesu przygotowawczego, nadal dokumentujemy bohaterów, ale jakiś czas temu rozpoczęliśmy zdjęcia. Najciekawsze w jeżdżeniu tam i w obserwowaniu pod kątem poszukiwań do Wiatru jest ciągłe zderzanie się z mitem Zakopanego. Na przykład pod postacią napływowych Uruk-hai, czyli tych szerokobarczystych przybyszów

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Bal w Jaszczurówce
i
„Autoportret na tle drzwi”, Stanisław Ignacy Witkiewicz, ok. 1910 r., Muzeum Narodowe w Poznaniu (domena publiczna)
Sztuka + Opowieści, Doznania

Bal w Jaszczurówce

Irena Krzywicka

Chodził po ulicach Zakopanego olbrzymi, piękny, nasępiony – takiego zobaczyłam po raz pierwszy jako dziewczynka.

Przede wszystkim widziało się jego chmurne, wspaniałe oczy, nie patrzące na nikogo, a zaraz potem, bo szedł szybko, olbrzymie łydy, opięte w grube wełniane pończochy. Była widocznie zima, ho pamiętam jeszcze bardzo grubą, watowaną kurtkę, futrzaną czapę, nasuniętą na zmarszczone brwi, krótkie „sportowe” spodnie i narciarskie buciory, z których wystawały owe heroiczne łydy, dające pojęcie o reszcie struktury ich właściciela. Nosił sławne imię i nazwisko: Stanisław Witkiewicz, po ojcu, znakomitym malarzu i krytyku, jednym z „odkrywców” Tatr i twórcy „stylu zakopiańskiego”, ale nosił jeszcze drugie imię – Ignacy. Zresztą, bawiąc się kapryśnym słowotwórstwem zarówno w twórczości swojej, jak w życiu, sam sobie nadał mnóstwo nazwisk: Witkacy, Witkasiewicz itd. Z pierwszych, na pół dziecięcych wspomnień pamiętam jeszcze jakieś mętne słuchy, jakoby ojciec nie kazał mu się wcale uczyć, jakoby wychowywał go zdała od książek, na „łonie” natury, niemal, jak pierwotnego człowieka. Nie wiem skąd się te słuchy wzięły i w jakiej mierze odpowiadały prawdzie, w każdym razie, jeśli coś było w nich rzeczywistego, to rezultat takiego prymitywnego wychowania okazał się dość osobliwy.

Czytaj dalej