Gdzie rzeka ma barwę błękitną… Gdzie rzeka ma barwę błękitną…
i
ilustracja: Igor Kubik
Doznania

Gdzie rzeka ma barwę błękitną…

Italo Calvino
Czyta się 4 minuty

…tam, wśród natury nietkniętej ręką człowieka, bohater tej opowieści zamierza znaleźć szczęście i zdrową żywność. Czy mu się to uda?

Był czas, kiedy najprostsze potrawy kryły w sobie niebezpieczeństwa, podstępy i nadużycia. Nie było dnia, aby jakiś dziennik nie donosił o strasznych odkryciach dokonanych podczas zakupów na targu: ser był z plastiku, masło ze świec stearynowych, w owocach i jarzynach – arszenik pochodzący ze środków owadobójczych skoncentrowany był w procencie wyższym niż witaminy, kurczaki tuczono specjalnymi syntetycznymi pigułkami, które mogły przekształcić w kurczaka każdego, kto zjadł choćby tylko udko. Świeże ryby

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Uzdrowisko i letnisko Uzdrowisko i letnisko
i
Pensjonat Abrama Gurewicza w Otwocku, 1918–1939 r./NAC (domena publiczna)
Promienne zdrowie

Uzdrowisko i letnisko

Renata Senktas

Zbawienny, nizinny i swojski – tak w skrócie cnoty otwockiego klimatu określił w 1935 r. pisarz Cezary Jellenta. Nie zawsze jednak bywał tak lakoniczny, miastu-uzdrowisku, w którym spędził ostatnie lata życia, poświęcił książkę Sosny otwockie. Paradoksalnie, mieszkając dziś w Warszawie, można nie mieć pojęcia o tym, że na „kopnych piaskach przedstołecznej Gobi” rozwinęła się niegdyś jedna z najbardziej znanych polskich stacji klimatycznych. Albo że Świder był, a może i cały czas jest, dobry na wszystko, jak mówił poeta Gałczyński: „na złe kompleksy / na artretyzm, eklektyzm, / na miłość, / na samotność”.

Ponadstuletnią uzdrowiskowo-letniskową historię Otwocka i Świdra, dwóch podwarszawskich miejscowości, można rozpisywać na literackie głosy, które współbrzmią w sposób organiczny. Te dwa miejsca – dziś administracyjna jedność – miały bowiem równolegle dwóch ojców, lekarza i artystę, ale zacznijmy od początku. A na początku, zupełnie tak, jak w pierwszej linijce Pensjonatu Piotra Pazińskiego, książki o podotwockim Śródborowie, „na początku były tory kolejowe.”

Czytaj dalej