Jak znienawidzić piosenkę?
i
aboodi vesakaran / Unsplash
Doznania, Sztuka + Opowieści

Jak znienawidzić piosenkę?

Iza Smelczyńska
Czyta się 3 minuty

Lubimy piosenki, które kiedyś już słyszeliśmy. Ciało zalewają endorfiny, gdy z głośników dobiega utwór przywołujący miłe wspomnienia. Bo generalnie lubimy to, co znamy. Tak jesteśmy skonstruowani i tak działa nasz mózg. Ale każdy kij ma dwa końce.

Najpierw przesłuchujemy cały album, piosenka po piosence. Czasami zniecierpliwieni przełączamy kolejne utwory, niektóre pomijamy po pierwszych taktach, do innych wracamy. I wracamy, i wracamy… I tak niepostrzeżenie stajemy się niewolnikami jednej piosenki, którą katujemy (ku niezadowoleniu i protestom

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Zagraj to jeszcze raz, smutno
i
Avi Naim / Unsplash
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Zagraj to jeszcze raz, smutno

Iza Smelczyńska

Sugerowana piosenka w tle: Elton John – Sad Songs*

Opublikowane w ubiegłym roku badania naukowców z University of California w San Francisco dają nadzieję masochistom, którzy w gorszych chwilach lubią się dobić składanką smutnych piosenek. Tym razem badacze prześwietlili (dosłownie) grupę muzyków jazzowych. Najpierw artystom pokazano wizerunki uśmiechniętej i smutnej kobiety, a później poproszono, aby odzwierciedlili uczucia bohaterek przez muzykę. Nad wszystkim czuwał rezonans magnetyczny i oczywiście amerykańscy naukowcy. Zaobserwowali, że wariacja muzyczna na temat strapionej damy wywołuje inną aktywność mózgu wykonawców niż odgrywanie nastroju szczęśliwej kobiety. W obu przypadkach improwizacja wyłączała grzbietowo-boczną część kory przedczołowej, która na co dzień kontroluje abstrakcyjne myślenie i wykonawstwo muzyki, tzn. wie, gdzie należy się zatrzymać, gdzie zawiesić frazę i odejść od pianina. Muzycy bez partytury mogą więc zanurzyć się głębiej w świat dźwięków. Co ciekawe, większą swobodę i „strefę komfortu” czuli podczas grania durowych (wesołych) melodii. Za to granie na molowo (smutno) bardziej zadziałało na część zwaną istotą czarną śródmózgowia – największe źródło dopaminy, hormonu szczęścia. Czyli, paradoksalnie, wyrażanie smutku przez muzykę sprawiło, że muzycy czuli się lepiej.

Czytaj dalej