Kim jest słomiany wdowiec? Kim jest słomiany wdowiec?
i
rys. Joanna Grochocka
Przemyślenia

Kim jest słomiany wdowiec?

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 1 minutę

Na ile się orientuję, literatura światowa milczy, jeśli chodzi o problem słomianego wdowca: nie znam tekstów psychologicznych ani nawet prozatorskich, które podjęłyby wyzwanie wnikliwego wniknięcia w głąb tej osobliwej postaci. Od razu podkreślam jednak, że moja chęć zmiany tego stanu rzeczy jest skromna, a ambicja ogranicza się do tego, aby ta krótka notatka, oparta na własnych doświadczeniach, stała się zarówno rodzajem propedeutyki, jak i punktem wyjścia dla innych zainteresowanych problemem, którym w przyszłości uda się zbudować bardziej zadowalające uogólnienia.

Otóż pierwszą rzeczą, jakiej doświadczyłem w okresie słomianego wdowieństwa, był rodzaj nieokreślonego niepokoju i lęku. Pamiętam, że po przebudzeniu rozglądałem się po pokoju z dość tępym wyrazem twarzy (informowało mnie o tym lustro).

Po jakichś dwóch godzinach, kiedy wydobyłem się z szoku i paraliżu woli, uległem złudzeniu wolności absolutnej, o której niespełna dwa stulecia temu pisał Max Stirner – czułem się anarchistycznym i wszechmogącym podmiotem wszelkiego działania, niekwestionowanym środkiem świata.

Złudzenie trwało kilka godzin, ale miało swoje liczne konsekwencje, nade wszystko dietetyczne. Gwoli przykładu, pamiętam, że natychmiast na stole pojawiło się białe pieczywo. Liczba warzyw gotowanych została zredukowana właściwie do minimum; podkreślam zdecydowaną dominację dań smażonych, niskowartościowych oraz tanich cukrów.

Informacja

Z ostatniej chwili! To druga z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Ponadto równocześnie drastycznie spadło moje zainteresowanie jakością noszonej odzieży. Jest także pewne, że z biegiem czasu zwiększa się obojętność wobec kwestii estetycznych, a nawet higienicznych (oczywiście znajdą się czytelnicy, którzy stwierdzą, że to banalna uwaga, ale uczciwość nakazuje mi ją odnotować).

Wieczorem kończyło się owo złudzenie: wrażenie nieskończonej wolności znikało z mego horyzontu podobnie jak słoneczne światło.

Razem ze zmierzchem pojawiał się ów początkowy lęk, przy czym nie tylko nie skończył się z nocą, ale w ogóle nie miał końca.

Resztę dni spędziłem w szafie, skulony i drżący.

Szczęśliwie po niespełna tygodniu moja Joanna wreszcie wróciła i odnalazła mnie, prawie odwodnionego.

Ufam, że ta garść opisanych powyżej faktów i spostrzeżeń przyczyni się do lepszego poznania specyficznego stanu duszy, jaki charakteryzuje postać słomianego wdowca.

Czytaj również:

Święty z Góry Płomienia Święty z Góry Płomienia
i
Ramana Mahariszi; żródło: Wikipedia (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Święty z Góry Płomienia

Tomasz Wiśniewski

W autobiograficznej książce Ścieżkami jogów z 1934 r. Paul Brunton, angielski pisarz i poszukiwacz duchowy podróżujący po Indiach, opisuje fascynujący przykład moralnej wielkości.

Pewnego dnia grupa rozbójników napadła na pustelnię znanego w okolicy mędrca. Sądzili, że musiał otrzymywać dary od czczącej go lokalnej społeczności i że ukrył gdzieś pieniądze. Niczego jednak nie znaleźli. W gniewie dotkliwie pobili ascetę. Po całym incydencie, gdy opadły emocje, Ramana Mahariszi – bo o nim mowa – namówił napastników, żeby nie uciekali, tylko zostali u niego, odpoczęli i poczęstowali się jedzeniem. Potem pozwolił im odejść; surowo zakazał wszelkiego pościgu i karania sprawców napaści. Otrzymane ciosy nie zrobiły na nim wrażenia. Jego jedyną refleksją było współczucie wobec duchowej ignorancji tych ludzi.

Czytaj dalej