Kino nie daje się złamać – relacja z Berlinale 2021 Kino nie daje się złamać – relacja z Berlinale 2021
i
Fotos z filmu „Babardeală cu bucluc sau porno balamuc”, zdjęcie: Silvu Ghetie/Micro Films
Przemyślenia

Kino nie daje się złamać – relacja z Berlinale 2021

Jan Pelczar
Czyta się 14 minut

Z poprzedniego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie wpadliśmy niemal prosto w lockdown. Tegoroczne wydarzenie pandemia podzieliła na dwie części. W pierwszym tygodniu marca branża obejrzała filmy online. Jurorzy przyznali nagrody. Statuetki zostaną wręczone w czerwcu, kiedy w stolicy Niemiec filmy z tegorocznej selekcji doczekają się projekcji w kinach, festiwalowych pałacach, na pokazach plenerowych. Warto wtedy znaleźć się w Berlinie, bo poziom festiwalowych premier był na tyle wysoki, że można sformułować wniosek: „kino nie daje się złamać”. Filmowcy radzą sobie nawet w trudniejszych warunkach. Dają do myślenia i przykuwają uwagę. Co ciekawe, na Berlinale znów triumfuje film podzielony na trzy części. Przed rokiem Zło nie istnieje – irańskie trzy nowele o konsekwencjach stosowania kary śmierci. W tym roku Babardeală cu bucluc sau porno balamuc (Bad Luck Baging or Loony Porn) – rumuński tryptyk, satyra na ludzką zdolność do uprzykrzania sobie życia.

Laureat Złotego Niedźwiedzia to film o nauczycielce, która staje przed grupą rozwścieczonych rodziców. Dyrektorka szkoły zwołuje zebranie, gdy do Internetu trafia sekstaśma z udziałem pani od historii. Rumuński reżyser Radu Jude (Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy) stworzył bezkompromisowe arcydzieło. Punkt wyjścia nie jest specjalnie oryginalny – dobrych siedem lat temu domowe porno wymknęło się do sieci bohaterce Cameron Diaz w popularnej komedii. Ale Jude nie tworzy dla Hollywood, nie tyle o czymś opowiada, ile chce być szczery w tym, co pokazuje. Od pierwszej sekundy dostajemy więc po oczach rzeczoną sekstaśmą, bez upiększeń. Domowe porno wygląda jak domowe porno, a ulice Bukaresztu, jak ulice Bukaresztu. Bad Luck Baging… nakręcono w czasie pandemii – na ekranie najpierw będą opadać maseczki, a na sam koniec opadnie maska. A widzom szczęka.

Wcześniej wędrujemy za główną bohaterką przez miasto na zebranie rodziców. W sklepowych witrynach plastikowe Elsy, na betonowym parkingu przed centrum handlowym pstrokaty dmuchaniec z Psim patrolem. Na ulicach tłoczno, na chodnikach zacięta walka o miejsca parkingowe. W cieniu brzydkich płacht wielkoformatowych reklam, przemawiających seksistowskim językiem, nieśmiało przebijają się przez beton pojedyncze kwiaty. W ponurym pejzażu kipi od wzajemnej agresji. Większe szanse, by się przebić, mają owe kwiaty niż jakikolwiek odruch empatii. Ludzie wyzywają się w każdej spornej sytuacji, ewidentnie mają dosyć. Nauczycielka jest coraz bliżej konfrontacji ze społecznością…

Fotos z filmu "Babardeală cu bucluc sau porno balamuc", zdjęcie: Silvu Ghetie/Micro Films
Fotos z filmu „Babardeală cu bucluc sau porno balamuc”, zdjęcie: Silvu Ghetie/Micro Films

I wtedy reżyser robi cięcie. Między drogę do szkoły a scenę osądu wprowadza przywołujący konteksty przerywnik pełen obrazów i aforyzmów. Są to niby rzucone luźno myśli, które jednak uderzają jak obuchem w głowę, szczególnie w zestawieniu z późniejszą sceną obłudnej i nienawistnej „rozprawy”. Rodzice są niby

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Rdzenne kino Rdzenne kino
i
zdjęcie: archiwum Eriki Tremblay
Przemyślenia

Rdzenne kino

Artur Zaborski

Kiedy odbierała nagrodę za poprzedni film, na statuetce zobaczyła swoje imię w męskiej formie. O tym, dlaczego nie poprosiła o zmianę, o sytuacji autochtonów w USA i potrzebie nakręcenia rdzennie amerykańskiej komedii, z reżyserką Ericą Tremblay rozmawia Artur Zaborski.

Kiedy Erica Tremblay pojawia się w hotelu The Lodge w zaśnieżonym Park City w stanie Utah, gdzie odbywa się Sundance – festiwal filmowy stworzony przez Roberta Redforda – dziennikarze mają wątpliwości, czy to na pewno ona jest reżyserką zbierającego świetne recenzje Little Chief (polska premiera na American Film Festival w listopadzie 2020 r.). Powód? Zupełnie nie wygląda na przedstawicielkę plemienia Seneca-Cayuga, z którego się wywodzi. Tylko co to właściwie znaczy? Na to pytanie odpowiada już sama artystka, która w swojej twórczości zadaje kłam przekonaniu, że rasa to coś, co mamy wypisane na twarzy.

Czytaj dalej