Legenda o Yaa-świni
i
ilustracja: Igor Kubik
Opowieści

Legenda o Yaa-świni

Joanna Rudniańska
Czyta się 12 minut

Chłopiec o imieniu Yaa podróżuje między światem a zaświatami. Kiedy zmienia się w świnię, zaczyna przeżywać typowe dla świń przygody: ucieka przed myśliwymi, trafia do warszawskiego zoo, a w końcu znajduje kryjówkę w Lesie Kabackim.

Yaa był czarownikiem. Inni chłopcy nie przeszli Próby, tylko on, Yaa. Kiedy odcinano mu głowę, nawet nie pisnął. Głowę wrzucono do dołu z głowami, a Yaa poszedł dalej bez głowy. Najpierw, przez drzwi wypełnione mgłą, wszedł do pierwszego zaświata. Zobaczył tam swoją babkę, jak czesała się, przeglądając w kałuży.

– Jesteś najlepszy, Yaa – powiedziała babka. – Wchodzisz do zaświatów jak do siebie. Ale nie myśl, że tu jest przyjemnie. Na szczęście udało mi się przemycić ten grzebień z kości świni. Mogę się czesać. Zawsze to jakieś zajęcie, chociaż mam coraz mniej włosów.

– A co będziesz robiła, jak skończą ci się włosy?

– Wtedy skończą się zaświaty, Yaa – powiedziała babka i wyrwała sobie garść włosów.

Potem Yaa poszedł dalej i zwiedzał inne zaświaty, te ciemne i te jasne, ale one już go nie ciekawiły. Wciąż widział swoją babkę wyrywającą sobie włosy. W którymś z ciemnych zaświatów zaatakowała go dzika świnia, cała biała i wielka jak słoń. Yaa włożył jej rękę do paszczy i szybko wyjął z niej wszystkie wnętrzności. Wtedy świnia dała mu spokój, zdziwiona, że nie ma już żołądka, który woła: „Jeść!”.

Yaa wrócił do swojej

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Nuda
i
„Młodość”, Frederick Carl Frieseke, 1926 r., Los Angeles County Museum of Art/Rawpixel (domena publiczna)
Opowieści

Nuda

Łukasz Nicpan

Prawdziwą nudę poznałem w Radomsku, w ceglanym domu dziadków, u których co roku spędzałem wakacje. Całe dwa miesiące w czteroizbowym domu z gankiem pośród ogrodu pełnego kwiatów, malin, jaśminów, krzewów porzeczek i agrestu. Codziennie te same lwie paszcze, malwy, maliny, jaśminy, porzeczki i agrest. W sadzie dojrzewały renklody, węgierki, klapsy, papierówki, czereśnie i wiśnie. Codziennie te same renklody, węgierki, klapsy, papierówki, czereśnie i wiśnie.

W biblioteczce dziadka stały cztery książki po niemiecku, bez obrazków, a po polsku – tylko dwa tomy encyklopedii Orgelbranda. Jedyną książeczkę, jaką przywiozłem ze sobą z Łodzi, rymowaną opowiastkę o amerykańskim milionerze, umiałem już na pamięć. Miała tytuł Mister Twister. Na pamięć znałem nawet nazwisko jej autora. Nazywał się S. Marszak.

Czytaj dalej