Literatura w czasach postprawdy
i
Kapitol Narodowy w Bogocie. Zdjęcie: Juan Carlos Pachón/Flickr (CC BY-SA 2.0)
Opowieści

Literatura w czasach postprawdy

Rozmowa z Juanem Gabrielem Vásquezem
Aleksandra Lipczak
Czyta się 17 minut

O dziedziczeniu przemocy, korzystaniu z autobiograficznych doświadczeń podczas pisania powieści i rosnącej popularności teorii spiskowych z Juanem Gabrielem Vásquezem, autorem głośnej również w Polsce powieści Kształt ruin, rozmawia Aleksandra Lipczak.

Aleksandra Lipczak: Pisarz Juan Gabriel Vásquez, narrator Kształtu ruin, poznaje w Bogocie człowieka, który ukrywa w domu kości słynnych kolumbijskich polityków zamordowanych w zamachach. Stopniowo odkrywa, że spory kawał historii Kolumbii to fikcja. Na wszystko są dowody: zdjęcia, dokumenty, wycinki prasowe. Nie mogę nie zapytać: co z tej historii przydarzyło się prawdziwemu Juanowi Gabrielowi Vásquezowi?

Juan Gabriel Vásquez: Na przykład narodziny córek, od których zaczyna się powieść. Ich przyjście na świat w 2005 r. było dziwnym momentem w moim życiu, bo zbiegło się ze spotkaniem z pewnym lekarzem, przyjacielem przyjaciół moich rodziców. Wiedział, że interesuję się zabójstwem Jorge Eliécera Gaitána, lewicowego polityka zastrzelonego na ulicy w Bogocie pod koniec lat 40. i powiedział: „Mam coś panu do pokazania”. Następnie zabrał mnie do siebie do domu i zaprezentował mi jego czaszkę ze śladami po trzech kulach. Na każdym, kto jest podatny na urok historii, zrobiłoby to piorunujące wrażenie. A tu na dodatek zbiegło się to z narodzinami moich córek w bogotańskim szpitalu, co napełniło mnie szeregiem pytań i niepokojów. 

Zacząłem zastanawiać się, w jaki sposób dziedziczona jest przemoc i jak taki spadek może wpłynąć na życie tych maleństw, które dopiero przyszły na świat. Czy zabójstwo mężczyzny z 1948 r. warunkuje życie dziewczynek urodzonych w tym samym kraju 57 lat później? Jeśli miałbym określić moment, w którym narodziła się ta powieść, to była to właśnie ta chwila, ta refleksja. Wkrótce okazało się, że mój znajomy ma też w domu fragment czaszki Rafaela Uribe Uribe, innego polityka zamordowanego w 1914 r. Powieściopisarz we mnie zaczął tropić związki między tymi dwiema zbrodniami. Okazało się, że całą historię Kolumbii można zobaczyć jako serię powtarzalnych zbrodni i działania opresyjnych, reakcyjnych sił, które za wszelką cenę próbują wyeliminować zagrażające im idee postępu.

Kulisy tej powieści są nieprawdopodobne.

To dlatego przybrała taką, a nie inną formę, którą teraz nazywa się autofikcją i którą jesteśmy już chyba trochę zmęczeni, choć dała nam też mnóstwo dobrej literatury. Właśnie dlatego narrator Kształtu ruin nazywa się Juan Gabriel Vásquez. Jedynym sposobem, żeby uchwycić i opisać te przerastające najśmielsze wyobrażenia zbiegi okoliczności, było wprowadzenie opowiadacza o moim

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pogoda dla Bogoty
i
ilustracja: Cyryl Lechowicz
Opowieści

Pogoda dla Bogoty

Maciej Wesołowski

Czy superman, cyklista z wyobraźnią i jedna nieustraszona dziennikarka to dość, by zrobić rewolucję? Tak, ale będzie to przewrót pokojowy. Jego ofiarą padnie przemoc, a zwycięży stolica Kolumbii, która ma szczęście do burmistrzów.

W niedzielę około południa centrum Bogoty nie przypomina innych wielkich miast Ameryki Południowej. Na chodnikach zamieszkanej przez 8 mln ludzi stolicy Kolumbii – i wprost na ulicach – kwitnie handel. Ktoś tańczy, ktoś grilluje. Starsi panowie grają w szachy, młodzi przyjmują zakłady w wyścigach pędzących gryzoni – kawii domowych. Na asfalcie ćwiczą miłośnicy jogi, a tuż obok wielbiciele aerobiku. Tu trupa teatralna, tam klaun czy żongler. Przede wszystkim jednak wszechobecni rowerzyści. Wokół także: deskorolkarze, hulajnogiści, biegacze, ludzie na wózkach inwalidzkich. A przy tym żadnych samochodów! Nazywa się to ciclovía i jest prawdziwym świętem bicykla. W każdą niedzielę, między godziną 7.00 a 14.00, burmistrzyni Bogoty zamyka większość głównych arterii – w sumie blisko 300 km. Zdarza się, że na drogach jest wtedy równocześ­nie 1,7 mln ekologicznych jednośladów. To rekord, żadna masa krytyczna w innych zakątkach Ziemi nie może pochwalić się takim wynikiem.

Czytaj dalej