Meksykańska fajterka
i
Aura Xilonen/ fot. Luis Mauleon
Opowieści

Meksykańska fajterka

Aleksandra Lipczak
Czyta się 18 minut

Aura Xilonen przyjeżdża do Polski w aurze sensacji. “Literacka petarda z Meksyku” – zapowiada wydawca. Jej debiutancka powieść, “Jankeski fajter”, którą napisała w wieku 19 lat, zapewniła jej miano nadziei meksykańskiej literatury.  W sopockiej kawiarni – Aura jest gościem Festiwalu Literackiego Sopot – czekam na literacką gwiazdę. Zamiast niej pojawia się jednak drobna, uśmiechnięta 21-latka w trampkach, która na wstępie przeprasza mnie za mocny makijaż. “Miałam nagranie dla telewizji” – tłumaczy.

Aleksandra Lipczak: Xilonen to Twoje nazwisko?

Aura Xilonen: Wszyscy tak myślą, ale nie. To moje drugie imię, w języku nahuatl [azteckim – przyp. red.]. Moje dwa nazwiska są dość pospolite, więc kiedy zapytano mnie, jakie imię ma się pojawić na okładce, pomyślałam, że Xilonen to lepszy pomysł – bo ich z kolei nie ma w Meksyku zbyt wiele.

To imię bogini słodkiej kukurydzy. Wybrała je dla mnie moja mama. Kiedy była przed porodem w szpitalu, zasnęła. Przyśniło jej się pole bardzo szybko rosnącej kukurydzy. Kiedy się obudziła, postanowiła: moja córka będzie się nazywać Xilonen.

Piękna historia.

Aurę wybrał z kolei mój tata – z powodu powieści Carlosa Fuentesa o tym samym tytule.

Kiedy czyta się coś tak brawurowego językowo, jak Twoja debiutancka powieść Jankeski fajter, ma się ochotę zapytać: co Ty brałaś, kiedy to pisałaś…

…ten narkotyk nazywa się literatura.

No właśnie, ja chciałam Cię zapytać, co się czyta, żeby napisać taką książkę? Napisaną ingleñol, mieszanką hiszpańskiego z angielskim, barokową, zabawną. Na dodatek miałaś tylko 19 lat, kiedy ją wydałaś.

To jest powieść Frankenstein. Zostawiły w niej ślad różne książki, filmy i filmiki z Internetu, opowieści rodzinne, historie, które przydarzyły się mnie, historie, które przydarzyły się innym ludziom. Przemyciłam tam wiele zaszyfrowanych informacji. Wszystkie daty, które się w niej pojawiają, to na przykład ważne dni z życia mojego albo moich bliskich.

Ale nie jestem stuknięta, choć mogłoby się tak wydawa

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Manolo, sam dziś sobie robisz kolację!
i
"Ulica w Madrycie", 1916-1918, Józef Pankiewicz; źródło: zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie
Opowieści

Manolo, sam dziś sobie robisz kolację!

Zuzanna Bukłaha

W Europie mamy wszystkich siebie nawzajem rozpracowanych, poszufladkowanych, ze spokojem twierdzimy: Niemcy są tacy, Brytyjczycy tacy. Hiszpanie owacy. Unia Europejska nie przeżywa najlepszego momentu, więc to dobry czas na cenne ćwiczenie, żeby się sobie nawzajem bliżej i z większą empatią przyjrzeć. Wszyscy targamy na plecach jakieś ciężary, wszyscy możemy siebie nawzajem zaskoczyć – mówi Aleksandra Lipczak. 

Zuzanna Bukłaha: Napisałaś książkę o Hiszpanii. To kraj, o którym każdy ma jakieś wyobrażenie. A Ty na te wyobrażenia rzuciłaś cień.

Czytaj dalej