Mroki trygonometrii
Doznania

Mroki trygonometrii

Marcin Wroński
Czyta się 4 minuty

Zaczęły się wakacje 1935 roku, lecz profesor Adam Prawdzic, postrach maturzystów, i tak każdą chwilę poświęcał na ćwiczenie umysłu. Nawet gdy mył zęby, nie ruszał ręką, tylko głową. Poruszył nią także, gdy wrócił do gabinetu i zauważył, że z jego biurka zginął belferski notes. Zszywane ze sobą zeszyty z latami osiągnęły grubość Biblii, a w nich można było znaleźć złoś­liwe zadania przygotowane na poprawki i materiały kompromitujące posłów oraz ministrów, bo również takich tępaków profesor miał przykrość kiedyś edukować. Zdaniem Prawdzica celująco matematykę znał Pan Bóg, nieźle on sam, ludzkość zaś najwyżej dostatecznie. Wśród tych, którzy osiągali aż 3–, był Zygmunt Maciejewski, obecnie kierownik wydziału śledczego policji. Jego więc zawezwano, lecz w salonie zastał awanturę.

– Zobaczycie! Ucieknę… na wieś! – Córka profesorostwa Celina wybiegła z płaczem.

– Żeby do Ameryki! Nigdy nie miała ambicji. – Prawdzic wzruszył ramionami. – To po tobie! – zawyrokował na widok żony, która przyniosła kawę i czułym gestem poprawiła paprotkę. Potem

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Trup w płytkiej wodzie
Rozmaitości

Trup w płytkiej wodzie

Marcin Wroński

– Jezus Maria, policja! Kobietę zabili! – takie krzyki pewnego jesiennego przedwojennego wieczoru rozległy się na przedmieściu rozpełźniętym za rzeczką Czechówką. Czechówka wiosną podtapiała piwnice, latem dzieci grzecznie bawiły się nad jej brzegiem zdechłymi szczurami, niestety jesienią nie dostarczała żadnych atrakcji. Aż do teraz. Dlatego gdy posterunkowy Wójcik zaczął tłumaczyć gapiom, że nie zabili, tylko ukradli, i nie kobietę, ale tak zwany manekin damski, oczywiście nie dano mu wiary i zaraz doniesiono redakcji „Expressu”.

TRUP W PŁYTKIEJ WODZIE.* bm. elegancko, na czarno ubraną kobietę leżącą w rzece odkryli mieszkańcy przedmieścia Czechówka Górna. Tragedja! Kobieta nie żyła także dlatego, że jak ustaliło błyskawiczne dochodzenie policyjne, z zawodu była manekinem sklepowym w salonie mody „Paryżanka” przy Krak. Przedm. 18. Nieszczęsną, nie udzieliwszy pierwszej pomocy, funkcjonarjusze P. P. odwieźli do Wydziału Śledczego.

Czytaj dalej