Narzekać jak Fin
i
„Po śniadaniu”, Elin Danielson-Gambogi, 1890 r./WikiArt (domena publiczna)
Przemyślenia

Narzekać jak Fin

Rozmowa z Aleksandrą Michtą-Juntunen
Stasia Budzisz
Czyta się 15 minut

Słona lukrecja, dowcipy ze Szwedów i sisu – fiński styl życia. O smakach Finlandii, równouprawnieniu i tym, co kryje się w saunach, z Aleksandrą Michtą-Juntunen rozmawia Stasia Budzisz.

Stasia Budzisz: W swojej książce Finlandia. Sisu, sauna, salmiakki piszesz, że Polacy mają coś wspólnego z Finami, mianowicie: narzekamy. Na co mogą narzekać mieszkańcy kraju postrzeganego za raj na ziemi?

Aleksandra Michta-Juntunen: Na wszystko! Zresztą sami o sobie mówią, że potrafią narzekać najbardziej na świecie. I rzeczywiście tak jest. Pięciominutowe spóźnienie autobusu jest powodem do rozmów albo to, że sąsiad o 22.10 będzie robił coś trochę głośniej w swoim mieszkaniu. Każda drobnostka może urosnąć do rozmiarów wielkiego problemu wartego narzekania. Taki głośny sąsiad na drugi dzień najprawdopodobniej znajdzie kartkę u siebie pod drzwiami z uwagą albo, jak będzie ją pisał ktoś mniej odważny, to powiesi ją na tablicy ogłoszeń przy drzwiach.

A jakby zareagował Fin, gdybyś do niego zapukała i powiedziała, by zachowywał się ciszej?

No najpierw musiałby otworzyć mi drzwi.

No faktycznie. Ile czasu zajęło ci wejście w życie towarzyskie Finów i Finek?

Jeszcze wrócę do sąsiadów, bo tak się składa, że zawsze dobrze trafiałam, nawet trzy tygodnie temu sąsiadka przyszła do mnie na chwilę porozmawiać. Poczułam się wyjątkowo. A jeśli chodzi o znajomych? To początkowo byli to koledzy i koleżanki mojego męża, który jest Finem, niemniej wejście w życie i znalezienie swoich własnych zajęło mi kilka lat. Chociaż nie mogę powiedzieć, że mam wielu fińskich przyjaciół. To raczej kilka osób, ale takich, na których mogę polegać.

Frustrowało cię to kiedykolwiek?

W zasadzie zawsze miałam ludzi dookoła siebie, choć to byli głównie inni obcokrajowcy, z którymi poznałam się na kursach językowych. Z Finami i Finkami było trudniej. Faktycznie miałam też takie momenty, że zastanawiałam się, co ja tutaj w ogóle robię. Teraz już się to zmieniło, mieszkam tu już 12 lat.

Ale ze znalezieniem pracy też nie było ci tak łatwo, jak mogłoby się wydawać przybyszowi z Polski. Piszesz, że dopiero dodanie fińskiego nazwiska zwiększyło Twoje szanse na rynku pracy.

To prawda, absolutnie. Podejście do mnie jako potencjalnego pracownika zaczęło

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Liberalnie i purytańsko
i
ilustracja: Karyna Piwowarska
Promienne zdrowie

Liberalnie i purytańsko

Katarzyna Tubylewicz

Nagość w Szwecji nie jest już taka prosta, jak bywało. Dla jednych to nadal oczywista zdrowa norma, dla innych – zgroza, grzech i dyshonor. Bo nie ma już jednej Szwecji i nie ma typowych Szwedów.

Szwecja kojarzy nam się powszechnie ze swobodnym stosunkiem do nagości. Na światowych plażach typowego Szweda da się poznać nie tylko po blond czuprynie, ale także po tym, że zmienia kąpielówki bez ręcznika. W szatni mojego studia jogi w Sztokholmie kobiety nie śpieszą się z przebieraniem i nie chowają się w szlafrokach. Nago prowadzą rozmowy z koleżankami, nago przeglądają się w lustrze albo siedzą w saunie, za oszklonymi drzwiami. Żadnego problemu nie stanowi staranne wysmarowanie całego ciała balsamem na środku przebieralni.

Czytaj dalej