Normalny zespół Normalny zespół
i
Tobiasz Papuczys/ Instytut Grotowskiego
Przemyślenia

Normalny zespół

Kamil Bałuk
Czyta się 3 minuty

Nie istnieją ludzie całkowicie sprawni. Każdy ma jakąś ułomność, tylko niektórzy bardziej widoczną.

„Fajne masz włosy, też takie chcę” – dotyka mojej głowy Adam, a ja nawet się nie dziwię. Wystarczająco udzieliła mi się niepoważna atmosfera panująca w piwnicy dawnej siedziby PZPR w Pile. To tu zespół Na Górze ma próby, a Adam to ich wokalista. Za chwilę zacznie wykrzykiwać słowa najnowszej piosenki: „Król! Król!/Ma prezydenta/ma parlament/ma telewizję/ma w dupie nas/Król!/Król!/Po co nam król?”.

Salka prób liczy 4 × 5 m. Pięcioosobowa kapela dzieli ją z Grabażem i zespołem Strachy Na Lachy. Na ścianach: kalendarz z roznegliżowanymi kobietami, plakat z hiszpańskiego festiwalu, powiększona do posterowych rozmiarów okładka kultowej płyty Joy Division Closer. Pełen rock and roll. I chociaż z fotografem grzecznie pijemy herbatę i chrupiemy ciasteczka, to piwo już się chłodzi. No bo jak to – próba zespołu rockowego bez piwa? Wypiją dopiero wtedy, gdy wybrzmi ostatnia piosenka – kiedy pili podczas prób, kończyło się tak, że nie trzymali rytmu. Bywało, że któryś zanadto gwiazdorzył.

„Ja grałem sobie, a on sobie, przestawaliśmy być zespołem” – śmieje się Krzysztof Nowicki „Kris”, klawiszowiec.

Kris ma przed sobą 61 klawiszy i sześć pokręteł syntezatora Roland z przyklejonym na przodzie logo zespołu. Na klawiszach, nieco z boku, położył papierową ściągę z tytułami piosenek: Znowu przyszłaSerceChorobaDebil. Klawiszy dotyka w pełnym skupieniu, z wyczuciem. Niestety, tylko jedną ręką, lewa nie nadąża mu za prawą, nie potrafił jej wyćwiczyć i z dwojga złego lepiej, by zwisała swobodnie.

Robert Wasiak, zwany „Małym”, perkusista, ma z kolei problemy z mówieniem. Opracował własny język migowy, który przydaje mu się na zagranicznych występach.

„Bo kto się dogaduje na migi, temu chętniej polewają” – żartuje kolega z zespołu.

Kiedy trzeba się z kimś dogadać, koledzy delegują Roberta – mimo że na próbach odpowiada im zwykle pojedynczymi słowami i okrzykami.

Adam Kwiatkowski, wokalista, w teksty wczuwa się jak nikt, ale ich nie pisze. Zresztą w ogóle nie umie pisać ani czytać.

Taki właśnie mają styl.

„Wszystko byłoby dobrze, proszę księdza – powiedziała organizatorowi chrześcijańskiego festiwalu jedna ze słuchaczek – gdyby oni grali na trzeźwo!”

„Ależ, proszę pani, oni nie są pijani – odpowiedział ksiądz. – Oni są niepełnosprawni”.

Krasnoludków nie będzie

Może to ten jeden, przypadkowo odebrany telefon wszystko zmienił?

W 1991 r. w Domu Kultury w Chodzieży odebrał go młody, długowłosy Wojtek Retz. Już od szkoły średniej chodził

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Jak rozmawiać z ludźmi Jak rozmawiać z ludźmi
i
"Rozmowa", 1872 r., Enoch Wood Perry/MET
Złap oddech

Jak rozmawiać z ludźmi

Mateusz Kołczinger

Dziś zajmiemy się kwestią pomijaną, kłopotliwą, żeby nie powiedzieć wstydliwą, czyli innymi ludźmi i ich notorycznym istnieniem. Każdy adept już od początku wejścia na właściwą ścieżkę zauważa, jak wielką przeszkodę dla samorozwoju stanowią osoby wokół. Kiedy ta nieładna prawda dotrze do świadomości, automatycznie zadajemy sobie pytania: jak to możliwe, że dotąd mogłem/mog­łam żyć wśród tych wszystkich upo­rczywców? Jak mam ich wszystkich traktować? Jak z nimi rozmawiać?

Wielu adeptów próbuje rozwiązać ten problem w duchu Nieuważności: rozpuścić go jak gdyby, czyli dogłębnie przejmować się tym, co mówią i robią inni, i lekceważyć to zupełnie – na przemian, w chaotycznych, nieregularnych cyklach – aż te dwie skrajności zleją się w jedną pańsko-niewolniczą, spójno-niespójną postawę. Jest to metoda często intuicyjnie wybierana nawet przez osoby, które na ścieżkę nieuważnego samorozwoju nie weszły. I jest to metoda niezła. Ale można zaproponować lepszą.

Czytaj dalej