Park nie tylko wolności
i
zdjęcie: Mos.ru (CC BY 4.0)
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Park nie tylko wolności

Michał Murawski
Czyta się 9 minut

Od jesieni 2017 r. mieszkańcy rosyjskiej stolicy mogą się cieszyć wspaniałym „darem” od prezydenta Władimira Putina. To olbrzymi park w sercu starej Moskwy, opodal placu Czerwonego i Kremla. Równie niejednoznaczny jak cała współczesna Rosja.

W Zarjadje zebrano „typy rosyjskiego krajobrazu” – tundrę, tajgę, step i nabrzeżne lasy. Z kolei kuchni ze wszystkich zakątków Rosji i z krajów byłego ZSRR można spróbować (za spore pieniądze) w niezwykle okazałym Centrum Gastronomicznym. Jeszcze więcej jeszcze droższych dań (oraz pozaziemską estetykę) serwuje monumentalna restauracja Woschod, neofuturystyczna, odwołująca się do motywów kosmicznych. Są tam lewitujące doniczki, czerwone goździki w wazonach w kształcie kosmonautów, płaskorzeźby przedstawiające demiurgicznych robotników i kołchoźnice (skrzyżowanie Wiery Muchiny z Michałem Aniołem) oraz żyrandole wzorowane na Układzie Słonecznym. Dach został sklonowany z restauracji Kosmos w hotelu Rosja – ogromnego gmachu, który stał na miejscu dzisiejszego parku – a rurowe sufity, przywodzące na myśl organy, z lotniska Szeremietiewo. Co trochę niepokojące, w menu znalazł się niedawno polski bigos.

Kiedy osoby odwiedzające park

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ruchome miasto przyszłości
i
zdjęcie: Jan Versnel/Fondation Constant
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Ruchome miasto przyszłości

Martyna Nowicka

Założenia były proste: miasto tworzą sami mieszkańcy, wszędzie można się szybko dostać, a każdy element zabudowy łatwo przesunąć w inne miejsce. Ale projekt Constanta Antona Nieuwenhuysa miał być nie tylko awangardowym dziełem urbanistycznym i architektonicznym, lecz także wielkim eksperymentem społecznym.

Nad miastem przyszłości wschodzi słońce: wpada przez kolorowe szyby z pleksiglasu, odbija się w błyszczących metalowych konstrukcjach, rozświetla betonowe powierzchnie dachów i tarasów. Pręty i zawieszone na nich niewielkie rośliny rzucają cień. Dopiero po chwili można zauważyć śpiących w środku ludzi. Na metalowych słupach znajdują się też większe budowle – jednopiętrowy budynek wisi kilka metrów nad ziemią, przymocowany do wsporników jak do pylonów gigantycznego mostu. Gdzieniegdzie wyrastają pojedyncze kapsuły na zgrabnych nóżkach, kształtem przypominające oko, kraj­obraz przecinają wielopiętrowe labirynty ze ścianami w najmniej oczekiwanych miejscach.

Czytaj dalej