Piątka z wyspy Piątka z wyspy
i
Widok z krzesła, zdjęcie: Łukasz Kaniewski
Doznania

Piątka z wyspy

Łukasz Kaniewski
Czyta się 25 minut

Na wysepce między Afryką a Kretą mieszka wspólnota pitagorejczyków. Pracują za darmo, kochają dyskusje i wierzą w potęgę liczb. I ja tam byłem, czas kondensowałem, a com widział i słyszał, opisałem tu.

Wyspa Gawdos ma 10 kilometrów długości, w najszerszym miejscu mierzy sześć kilometrów. Na stałe mieszka tu około 50 osób. Jak na miejsce tak niewielkie i nieludne niemało tu legend. To ponoć na Gawdos nimfa Kalipso więziła przez siedem lat Odyseusza, jego towarzyszy zamieniwszy w świnie. Gościł tu też Święty Paweł z Tarsu, a także 100 świątobliwych ojców, z których jeden zasnął, nadużywszy wina, i musiał nazajutrz gonić pozostałych, biegnąc za statkiem po morskiej tafli. Na pamiątkę tego cudu zbudowano cerkiew.

Są też na Gawdos legendy współczesne. Policjant Zibi zesłany tu z Krety za uzależnienie od hazardu i odwiedzanie nielegalnych domów gry. Kiedy czas wygnania się skończył, mieszkańcy wyspy napisali petycję, by zostawiono im Zibiego, bo nie chcą innego policjanta. Zibi został, odebrano mu tylko radiowóz, bo używał go jako taksówki. Jest też Gogo, która kiedyś kierowała domem publicznym gdzieś w Grecji, a teraz prowadzi restaurację w stolicy wyspy – Kastri. Mówi niewiele, ale dużo rozumie i dużo wie, szczególnie o roślinach. Są tacy, którzy nie chodzą do niej bez główki czosnku w kieszeni.

Jest jeszcze jedna współczesna legenda Gawdos. Taka, która mogłaby konkurować z tymi zamierzchłymi. To pitagorejczycy. Wspólnota i szkoła filozoficzna założona przez rosyjskich naukowców. Jeden z nich przyjął podobno śmiertelną dawkę promieniowania podczas katastrofy w Czarnobylu, ale żyje do dziś. Pitagorejczycy są świetnymi budowniczymi i mechanikami, pomagają sąsiadom, nie biorąc od nich pieniędzy, jednak czas najchętniej spędzają na filozoficznych dyskusjach. Rozmawiają o powołaniu człowieka, o języku, gramatyce, a także oczywiście o liczbach – w końcu to pitagorejczycy.

Dziennikarzy niechętnie przyjmują, bo zrazili się do nich. Mam jednak to szczęście, że znam Martę, Polkę, od wielu lat mieszkankę Gawdos. Dzięki jej wstawiennictwu udaje mi się z nimi umówić.

Wsiadam więc w samolot, potem autobusem przejeżdżam przez górzysty interior Krety, jeszcze tylko czterogodzinny rejs promem i jestem. Po trwającej niespełna półtorej doby podróży przez trzy żywioły ląduję pod słońcem Gawdos.

***

– Ta wyspa to jest niezwykłe miejsce – mówi Marta. – Często wydaje mi się, że ma własną wolę i swoje plany. Choćbyś nie wiem jak się starał, to z nią nie wygrasz. Mówimy wtedy: wyspa zadecydowała. Wyspa sama wybiera, kto na nią trafi, a kto nie. Są ludzie, którzy starali się tu dotrzeć wiele razy, ale zawsze coś

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Uciec z duszą na wyspę Uciec z duszą na wyspę
i
zdjęcie: Tzeli Hadjidimitriou, www.odoiporikon.com
Ziemia

Uciec z duszą na wyspę

Renata Lis

W bezliku wysp greckich trzeba sobie znaleźć jedną i zawrzeć z nią duchowy związek. Bo kto by dzisiaj sprostał wszystkim, skoro na każdej czyha inna przygoda?

Grecja to światło – uważa Tzeli Hadjidimitriou, urodzona na wyspie Lesbos fotografka i twórczyni krótkich filmów poetycko-dokumentalnych, która dzisiaj mieszka w Atenach. Wystarczy, że samolot znajdzie się w greckiej przestrzeni powietrznej, a już wszystko staje się wielowymiarowe. W każdym zakątku Grecji światło jest inne i wciąż się zmienia, kiedy przez chmury, po zboczach gór i powierzchni wód ześlizguje się z nieba na ziemię, przekształcając wszystko, czego dotknie. „Być może gdybym urodziła się gdzie indziej, nie zostałabym fotografką” – mówi Hadjidimitriou w rozmowie z „Greek City Times”. Na Lesbos, gdzie dorastała i gdzie jej zdaniem światło jest wyjątkowe nawet jak na Grecję, nie potrafiła oprzeć się jego magii i w wieku 12 lat zaczęła fotografować pejzaż. Temu, kto myśli, że przy takim świetle robienie zdjęć musi być łatwe, proponuję, żeby spróbował swoich sił na plaży w Skala Eresu albo nad zatoką koło mityleńskich term – niech uchwyci kładącą się tam na wodzie ni to słoneczną, ni to księżycową poświatę, co chwila odrobinę inną i przez to wciąż umykającą, i nie wpadnie przy tym w pułapkę pstrykania bez końca. Mnie się nie udało. Hadjidimitriou – tak. Jej zdjęcia z wyspy Safony to wspaniałe portrety miejsc ukazujące zmienną pogodę czasu i przestrzeni.

Czytaj dalej