Powrót do domu
i
Młoda matka szyje, Mary Cassatt, 1900 r. (ze zbiorów Metropolitan Museum of Art)
Sztuka + Opowieści, Opowieści

Powrót do domu

Anna Rembowska
Czyta się 7 minut

Czas zatacza koło. Pełzająca u progu jesień znów powoli zwija świat. Z zachwytem patrzę na energię dzieci wracających do przedszkola i szkoły. Wiem, że one jednak też potrzebują wieczorami poleżeć pod kocem, utulić swoje przytulanki, zjeść coś słodkiego, popatrzeć w telewizor, pobawić się ogniem, zapalając tealighty. One też czują schyłek roku, nadchodzący wieczorami chłód, coraz wcześniejszą ciemność, schronienie, jakie daje dom, do którego jeszcze niedawno żal było wracać, zanim się ściemni.

Ale dorośli inaczej przeżywają jesienne zmęczenie. Jesienne przemijanie. Z każdym rokiem bardziej oczywiste. Czuję, że moje starzenie postępuje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a im jestem starsza, tym większy wysiłek wkładam w przypominanie sobie, czym było moje dzieciństwo. Jak pachniało, smakowało, jakie widoki miałam przed oczyma, jakbym czuła, że moim losem jest powrót do tej nieistniejącej już czasoprzestrzeni, że to naturalny porządek rzeczy. Widziałam wielokrotnie jak starsi ludzie, w sędziwym wieku, często odcięci od żywej współczesności przez brak możliwości wychodzenia z domu, wycofywali się w swoje dzieciństwo, a związane z nim wspomnienia nabierały

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ucieczka na działki
i
zdjęcie: Jerney, źródło: Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Świat + Ludzie, Marzenia o lepszym świecie

Ucieczka na działki

Anna Rembowska

Jak wiele osób mieszkających w dużym mieście myślę czasami o ucieczce, nawet jeśli lubię swoje mieszkanie i dzielnicę. Od jakichś 10 lat (a zbliżam się do czterdziestki) widzę, że wielu z moich znajomych snuje ciszej lub głośniej marzenia o odskoczni, nawet nie od miasta, a od miejskiej zadaniowości, od tempa i bezrefleksyjności życia.

Żartujemy często, że pokolenie naszych rodziców dojrzewało do pragnienia „daczy” między czterdziestką a pięćdziesiątką, a my, wymaglowani już na starcie dorosłości stresem, pracą, wyścigiem o utrzymanie się na powierzchni i ogólnym niepokojem płynnej nowoczesności, „zestarzeliśmy się” o wiele szybciej, jeśli za objaw starzenia się można wziąć pragnienie spokoju, kontaktu z przyrodniczym konkretem i alternatywną rzeczywistością, którą miałyby oferować nam nasze wymarzone „miejsca ucieczki”. Trudno jednak wychowywać dzieci na odludziu, chcąc dla nich jednocześnie dobrej edukacji i usiłując na nią zarobić. Ciężko stać cztery godziny dziennie w korkach, dojeżdżając do miasta z domku na wsi. Co z tego, że tam koszty życia są mniejsze, skoro czasu starcza tylko na to, by się przespać przy otwartym na ogród oknie? Z kolei na kupno letniego domku gdzieś w Polsce i utrzymywanie go cały rok mało kogo z nas stać.

Czytaj dalej