Przeciw obojętności
i
Zdjęcie z planu "Trzy kolory: Czerwony", dzięki uprzejmości Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Piotra Jaxy
Przemyślenia

Przeciw obojętności

Mateusz Demski
Czyta się 7 minut

Festiwal Hommage à Kieślowski jest niepodobny do niczego, co zaznaczyłem sobie w kalendarzu imprez filmowych.

Atmosfera Sokołowska to zaprzeczenie niespokojnej gonitwy przez nakładające się na siebie projekcje i wydarzenia, to ucieczka od wieczornych bankietów, wrzawy, zgiełku w miejsce, gdzie życie ludzi zatrzymało się w innym świecie, o którym czytałem kiedyś w Czarodziejskiej górze. To niby mała przygraniczna mieścina i mała impreza – jeden kinoteatr, który pamięta dwa poprzednie stulecia. Po drugiej stronie ulicy jedna mała kawiarenka obok drugiej. Festiwal nie stara się przyciągać magią wielkich, najgorętszych nazwisk. Wyjątkowość Sokołowska i środek jego ciężkości leżą gdzie indziej. Widzowie zyskują tam wrażenia, doznania i przemyślenia zupełnie innego formatu.

Kim jesteśmy, czego chcemy

Mieściło się tutaj pierwsze w Europie sanatorium dla gruźlików, ekskluzywne, założone w drugiej połowie XIX w. przez doktora Brehmera. Przyjeżdżali tam kuracjusze z całego świata. Wśród nich był m.in. ojciec Krzysztofa Kieślowskiego. Rodzina osiedliła się w Sokołowsku – późniejszy reżyser uczył się w tamtejszej szkole podstawowej, matka prowadziła dział socjalny ośrodków

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Sanatorium efemeryczne
i
fot. Stach Szabłowski
Przemyślenia

Sanatorium efemeryczne

Stach Szabłowski

Na dobre i złe, festiwal Konteksty w Sokołowsku jest niepodobny do niczego, co dzieje się na scenie artystycznej. Właściwie jest niepodobny do niczego, co dzieje się gdziekolwiek. Konteksty są jak podróż w przeszłość, do czasów kiedy sztuka nie zdążyła  jeszcze zmienić się w przemysł artystyczny. Wyjazd na ten festiwal jest także wyprawą pod czarodziejską górę, do innego świata, który jest trochę z rzeczywistości fin de siecle’owch uzdrowisk, trochę z PRL-owskich wczasów, a trochę z postmodernistycznej ekstrawagancji.

Wkraczamy w alternatywną czasoprzestrzeń.

Czytaj dalej