Roztańczona aktywistka
i
Josephine Baker, zdjęcie: George Hoyningen-Huene, 1929 r., © George Hoyningen-Huene Estate Archives
Sztuka + Opowieści, Doznania

Roztańczona aktywistka

Stach Szabłowski
Czyta się 14 minut

Josephine Baker wyszła ze slamsów, ale nigdy o nich nie zapomniała – mówiła o tym, stojąc u boku Martina Luthera Kinga podczas marszu na Waszyngton. Kiedyś była oglądana jako „egzotyczna piękność”, dzisiaj jej taniec rozpatrywany jest w kategoriach sztuki zaangażowanej.

Trwająca jeszcze do 1 maja berlińska wystawa poświęcona Josephine Baker ma tytuł Icon in Motion (Ikona w ruchu). Bo naturalnym żywiołem tej wszechstronnej artystki był właśnie gest, performans, taniec, którym rozgorączkowała międzywojenną Europę.

Jednocześnie możemy dostrzec też pokazuje inną, równoległą dynamikę Baker – jej drogę od slumsów do renesansowego zamku, od półnagiej skandalizującej sensacji sezonu do udekorowanej medalami bohaterki wojennej, od ekscentrycznej diwy do działaczki politycznej – i wreszcie od gwiazdy rewiowej do ikony sztuki. 

Dziki taniec

Wchodzimy na wystawę i od razu natykamy się na projekcję archiwalnego filmu. Przenosimy się do paryskiej rewii Folies Bergère w połowie lat 20. XX w. Trwa przedstawienie, dekoracje są imponujące, scena została zamieniona w tropikalną dżunglę. Z jednej z palm schodzi Josephine Baker. Jest właściwie naga, na biodrach ma spódniczkę z 16 gumowych bananów. I zaczyna tańczyć tak, jak wówczas nie tańczył nikt. To dziki, pozornie wychodzący naprzeciw reakcyjnym, kolonialnym stereotypom, ale tak naprawdę nowoczesny i wywrotowy danse sauvage.

Z podobnym repertuarem Josephine Baker w 1926 r. przyjechała po raz pierwszy do Berlina. Wystąpiła w Nelson Theater na Kurfürstendamm w programie La Revue Nègre. „W Berlinie jest wspaniale! – zanotowała po występie – Czysty triumf. Noszą mnie tu na rękach. W żadnym innym mieście nie otrzymałam tylu listów miłosnych, tylu kwiatów i prezentów”.

Rok przed przybyciem do Berlina Baker swoim tańcem wywołała sensację w Paryżu. Cztery lata wcześniej debiutowała na Broadwayu. A jeżeli cofniemy się 20 lat od berlińskiego występu, spotkamy ją w St. Louis w stanie Missouri. Tancerka przychodzi tam na świat w 1906 r. jako córka nastoletniej Carrie McDonald i Eddiego Carsona, perkusisty, który nie odegra w życiu Josephine większej roli; spłodzi jeszcze jej brata, a potem ulotni się, by więcej nie powrócić.

Matka marzyła o karierze tancerki, ale została praczką i sprzątaczką. Kiedy Josephine została

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Hasior i Rycharski w Sopocie
i
Władysław Hasior – Daniel Rycharski, „mogę wam opowiedzieć o sobie o was”; fot. Tomasz Maryks, zdjęcie dzięki uprzejmości PGS
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Hasior i Rycharski w Sopocie

Czyli niewygodny człowiek i bohater naszych czasów
Stach Szabłowski

Do tej wystawy musiało w końcu dojść. Daniel Rycharski prowadzi dialog z twórczością Władysława Hasiora w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki. Ten pierwszy to bohater naszych czasów, drugi nie żyje od 25 lat i jest legendą poprzedniej epoki, a jednak ich głosy co chwila wchodzą w rezonans.

Artystów łączy nie tylko pokrewieństwo wrażliwości wyrastającej z chłopskiego doświadczenia – lecz także wspólny temat. Obaj mówią o przemianach kultury ludowej poddanej ciśnieniu nowoczesności. Władysław Hasior opowiada tę historię w kontekście ekonomiczno-społecznej rewolucji, która dokonała się na wsi w czasach PRL-u. Daniel Rycharski przedstawia ciąg dalszy opowieści, rozgrywający się na tle polskiej transformacji ustrojowej, współczesnego turbokapitalizmu i globalizacji.

Czytaj dalej