Siła płynie z ziemi – rozmowa z Małgorzatą Lebdą
i
Żeleźnikowa Wielka, zdjęcie: Małgorzata Lebda
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Siła płynie z ziemi – rozmowa z Małgorzatą Lebdą

Paulina Małochleb
Czyta się 16 minut

Mieliśmy piękne, a zarazem straszne dzieciństwo, które nie byłoby takie, gdyby nie bliskość lasu, intensywność pracy, czy cień ubojni – o życie na wsi, potrzebę kontaktu z naturą i wysokogórskie maratony Małgorzatę Lebdę pyta Paulina Małochleb.

Paulina Małochleb: Skąd się bierze siła?

Małgorzata Lebda: Ja biorę ją z natury i tego, co organiczne. To mocno związane z moim dzieciństwem, w którym ziemia rozumiana bardzo fizycznie była głównym punktem odniesienia. Pochodzę z rolniczej rodziny, ziemia nas definiowała, ziemia uczyła nas życia, ziemia pozwalała żyć. Stąd też wypływa źródło mojej siły.

Jak się dorasta na wsi?

Uważnie. W pewnym napięciu, które – tak sobie to wyobrażam – musi odczuwać zwierzę poruszające się po lesie. Moje dzieciństwo upływało też w dużym skupieniu na zdrowiu, byłam chorowitym dzieckiem, przy porodzie ważyłam około sześciuset gramów, a moja siostra bliźniaczka około trzech kilogramów. Dorastanie to było nieustanne hartowanie, intensywna praca przy ziemi, przy zwierzętach.

W jaki sposób hartuje się dziecko?

Głównie za pomocą pracy fizycznej. Wraz z rodzeństwem już w wieku sześciu, siedmiu lat siadaliśmy za kierownicą traktora, albo wyprowadzaliśmy świtem stado krów w pola za potokiem, albo za lasem. Las był dla nas takim poligonem doświadczalnym, ważnym elementem w hartowaniu do życia, ale stanowił też azyl. Potrafiliśmy spędzać w nim całe dnie.

Wyprowadzałaś krowy i zaraz potem szłaś do szkoły?

Tak. Niedawno znalazłam swój zeszyt wychowawczy z czasów podstawówki, a w nim prośby rodziców do nauczycielki, takie jak ta: „Uprzejmie proszę o zwolnienie córek z ostatniej lekcji, ponieważ kopiemy ziemniaki”.

Z tych słów wynika, że była to codzienność zrozumiała dla wszystkich we wsi?

Owszem. Większość z moich kolegów i koleżanek pochodziła z rolniczych rodzin. Stanowiliśmy jakąś wspólnotę ziemi, tak bym to teraz po latach nazwała. Sama innej codzienności nie miałam. I tu bardzo ważna jest postać mojego ojca, który był silnym mężczyzną, potrafił wszystko w gospodarstwie zrobić samodzielnie. Do dzisiaj stanowi dla mnie punkt odniesienia, inspirację, źródło siły.

Co masz na myśli, gdy mówisz o ziemi?

Kawał pola, miejsce, w którym rodzi się życie, stanowiące źródło utrzymania dla całej rodziny. Kiedy mówię o ziemi, to myślę o wilgotnej glebie, z której wyciągam ziemniaki, myślę o sadzie, w którym teraz po latach

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Zuzanna Samoistna
i
Zuzanna Ginczanka, fot. Wikipedia.pl, autor nieznany
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Zuzanna Samoistna

O Zuzannie Ginczance rozmowa z Jarosławem Mikołajewskim
Paulina Małochleb

O poszukiwaniu śladów Zuzanny Ginczanki, mechanizmach pamięci i sposobach zawłaszczania legendy z Jarosławem Mikołajewskim, autorem książki Cień w cień. W poszukiwaniu Zuzanny Ginczanki rozmawia Paulina Małochleb

Paulina Małochleb: Wymyśliłeś, że Ginczankę można uchwycić tylko odwróconą, w biegu. Sprawdziłam to: słowo „ucieczka” w tekście pojawia się 20 razy, a słowo „nogi” – 16. Nie ma sposobu, by zobaczyć Ginczankę?

Czytaj dalej