Słuchać albo nie słuchać – 4/2017
Sztuka + Opowieści, Przemyślenia

Słuchać albo nie słuchać – 4/2017

Jan Błaszczak
Czyta się 3 minuty

Everything Now
Arcade Fire

Kanadyjczykom udała się nie lada sztuka: kampania promocyjna ich nowej płyty była znacznie ciekawsza niż sam album. Gwoli uczciwości – kampania była rzeczywiście niezła.

Anticult
Decapitated

Na rynku krajowym przegrywają jeszcze z lokalną hutą szkła, ale w skali świata Decapitated są najpopularniejszym towarem eksportowym Krosna. Anticult jeszcze ich w tej przewadze umocni, bo deathmetalowy łomot à la Meshuggah znakomicie przeplata thrashem, który jest – tu oddaję głos jednemu z amerykańskich recenzentów – „catchy as fuck”.

I Am Fine
KARI

Nic dodać, nic ująć. Nowy album KARI jest: „w porządku”, „OK”, „na poziomie” i „bez tragedii”. Jeśli więc nagrania Bokki czy Rebeki podobały wam się na tyle, że chcecie więcej, to – cóż – droga wolna.

Flower Boy
Tyler, the Creator

Choć Tyler miał momenty wielkie, jego twórczość była dla mnie hiphopowym odpowiednikiem programu Jackass. Wraz z Flower Boy sytuacja się zmienia: dostajemy wpadające w ucho piosenki z pogranicza rapu i R&B. W bukiecie ułożonym przez Tylera wciąż znajdziemy co prawda belladonę i barszcz Sosnowskiego, ale w tym łagodnym sąsiedztwie one wreszcie porządnie kopią.

Informacja

Z ostatniej chwili! To pierwsza z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Lust for Life
Lana Del Rey

Czytam tu i ówdzie, że Lana Del Rey nie jest już dostarczycielką muzyki do reklam modnych firm odzieżowych, ponieważ recyklinguje popkulturę, a emocje, którymi się dzieli, to starannie wystudiowany koncept. Nie siedzę w marketingu, ale brzmi to jak przepis na udaną reklamę modnej firmy odzieżowej.

Za ostatni grosz
kIRk

To zaledwie 15 minut muzyki, ale warto odnotować ten kwadrans, bo ewoluujący z płyty na płytę kIRk nigdy nie nagrał lepszego. Porywa zwłaszcza utwór tytułowy z niepokojącymi wokalizami Antoniny Nowackiej, nienarzucającą się melodią trąbki i potężnym bitem (skojarzenia od The Bug aż po The Body).

Weather Diaries
Ride

Po latach milczenia Brytyjczycy próbują wymyślić się na nowo. To godne szacunku, ale też niefortunne, bo brzmią naj-lepiej, gdy odnoszą się do swojego psychodelicznego i shoegaze’owego dziedzictwa. Przykra sprawa, ale wygląda na to, że czasem zamiast odcinać się od przeszłości, lepiej odcinać kupony.

Chryste Panie
Chryste Panie

Choć kołobrzeska wytwórnia specjalizuje się w eksperymentalnej elektronice, Chryste Panie grają transową muzykę, w której słychać echa jassu i krautrocka. Hipnotyzujący puls nadają perkusja i baraban, a saksofon i syntezator robią raban. PS Proszę zanotować sobie nazwę wytwórni.

Quazarz: Born on a Gangster Star & Quazarz vs. The Jealous Machines
Shabazz Palaces

Ishmael Butler udanie zaciera granice pomiędzy rapem a free jazzem. Nie sięga przy tym po analogowe instrumentarium. Wystarczają mu głos, samplery i automaty perkusyjne, które chętnie poddają się duchowi improwizacji. Rezultatem bywają potencjalne hity (Shine a Light), ale też – ubrane w kosmiczne metafory – rozważania o współczesnej Ameryce.

Granit
Nagrobki

Parafrazując – nomen omen – „Grabaża”: nikt tak pięknie nie mówił, że nie boi się śmierci. Ostatnia (świetna!) płyta Nagrobków ukazała się co prawda wiosną, ale kiedy słuchać o granicie, urnie i testamencie, jak nie podczas naszej pięknej polskiej jesieni. Na zdrowie!

 

Czytaj również:

Słuchać albo nie słuchać – 1/2018
Sztuka + Opowieści, Przemyślenia

Słuchać albo nie słuchać – 1/2018

Jan Błaszczak

Hitchhiker
Neil Young

„Jesteś gotowy, Briggs?” – Young pyta swojego producenta, a potem zaczyna się niezwykła sesja, podczas której udaje się wszystko. Choć zarejestrowane wówczas utwory ukazywały się na późniejszych płytach, Hitchhiker jest pozycją obowiązkową nie tylko dla fanów Kanadyjczyka. Chodzi bowiem nie o same piosenki, ale też o klimat kalifornijskiego studia lat 70., pachnącego drewnem i marihuaną. Koniecznie!

Złoty krążek
Muzyka Końca Lata

Na nowej płycie Muzyka Końca Lata przekracza kilka granic. Jej urocza naiwność staje się nagle nieznośnym infantylizmem, a dialogujące z bigbitem retro – ciężkostrawną siermięgą. Nie tym razem.

Czytaj dalej