Na wsi nucono zawsze. Przy pracy, przy stole, przy umieraniu. Śpiew łączył ludzi mocniej niż religia i prawo – pieśniami opisywano świat, łagodzono niedolę, celebrowano szczęście i budowano wspólnotę.
Jeszcze była panną, gdy zapadł nieodwołalny werdykt. Były we Frampolu na jarmarku: ona, siostra i dwie dziewuchy. Romka się uczepiła – musi położyć im karty. Będzie wróżyć. Jednej wywróżyła, że pójdzie za mąż, urodzi czterech synów. I tak było – same chłopaki, ani jednej córki. A bardzo chciała mieć dziewczynkę. Siostrze nie powiedziała niczego dobitnie. Coś zobaczyła w kartach nie takiego, ale nie chciała nazywać wprost, tylko się zarzekała, że wszystko będzie dobrze. Siostra wnet zmarła. Popatrzyła na nią i westchnęła: „Wyjdziesz za mąż. Ciężkie będziesz miała życie, oj, ciężkie… Ale na starość to będziesz gwiazda!”. Jak powiedziała, tak się spełniło. Przed ołtarz poszła, jednak mąż był zdrowy tylko siedem lat. Kolejnych 27 chorował. Chory mąż, gospodarka na głowie, pięcioro dzieci, z których dwoje zmarło. Potem jeszcze jeden syn zginął w lesie, drzewo go zabiło.
Ale nieważne, czy bieda, czy żałoba, niezależnie od trudów i wyzwań śpiewanie zawsze jej się trzymało. I tak trzyma się do dziś. Już 95 lat i pół roku. „Nogi nie chcą chodzić, ale gęba to nie przestaje!” – mówi z uśmiechem. Na występach wołają za nią „gwiazda z gorajskiej gminy”. Gdy tak mówią, to się odgraża, że nie wyjdzie na scenę i nie będzie śpiewać. Jednak Romka