Zeszyt z rysunkami Berty Grünberg
i
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
Doznania

Zeszyt z rysunkami Berty Grünberg

Zbigniew Libera

Krakowskie Muzeum Narodowe ma w swoich zbiorach oprócz częściej lub rzadziej pokazywanych obrazów, rzeźb, rysunków i grafik także takie, których nie pokazuje się nigdy. Przypuszczam, że trochę nie wiadomo, jak te rzeczy wystawiać, ale brakuje też inicjatywy, która stworzyłaby odpowiedni pretekst do ich prezentacji. Przykładem niech będzie zeszyt z rysunkami Berty Grünberg. Mogę o nim opowiedzieć, bo dzięki uprzejmości dyrekcji oraz kuratorów, korzystając ze specjalnych praw, miałem okazję go przeglądać (własnoręcznie, w rękawiczkach).

Oto zatem zeszyt w twardej, czarnej oprawie, w górnym lewym rogu przyklejona kartka z napisem „Berta Grünberg”. Format zbliżony do A4, jednak trochę mniejszy, około 80 kartek. Typowy uczniowski zeszyt z lat 30. XX w. Na wewnętrznej stronie okładki autorka umieściła bardziej konkretną informację: „Kraków 1936”.

zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko
zdjęcie: kadr z nagrania Aleksandry Panisko

„Noszenie się z grubymi szkicownikami było w tamtych czasach modą na Akademii – pisał już w latach 50. Kornel Filipowicz – było jakąś specjalną formą protestu, było konieczną potrzebą, wynikającą z postawy wobec świata”. Od początku lat 30. na krakowskiej ASP istniało środowisko młodych malarzy i rzeźbiarzy, których łączyła pasja do tworzenia sztuki oraz radykalna

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Spiralna Kolumna Meret Oppenheim w Bernie
Doznania

Spiralna Kolumna Meret Oppenheim w Bernie

Joanna Rajkowska

W jakiś dla mnie samej niewytłumaczalny sposób jestem związana emocjonalnie ze Szwajcarią. Może dlatego, że we wczesnych latach 90., jako studentka, jeździłam tam często i oglądałam kolekcje we wszystkich zakątkach tego niewielkiego kraju. Przeżyłam tam pierwsze olśnienia młodej artystki. Podziwiałam (zimno) prace minimalistów i (ze wzruszeniem) – surrealistów i dadaistów. Rysowałam namiętnie horyzont, doliny i wzgórza czarną farbą drukarską, wcierając ją mocno w gruby papier. Krakowska Akademia Sztuk Pięknych, mimo mojej niesłabnącej fascynacji profesorem Nowosielskim, była potwornie nudnym miejscem. Szwajcaria nie była nudna wcale. Była dla mnie oknem na świat.

Kiedy w 2008 roku dostałam zaproszenie fundacji Pro Helvetia na trzymiesięczną rezydencję w Bernie, wzięłam swoją starą toyotę zwaną Krokodylem, wsadziłam psa Butelkę na tylne siedzenie i z przyjemnością tam pojechałam. Wiedziałam, gdzie jadę. Żałowałam tylko, że będzie za zimno, żeby popływać w szmaragdowej rzece Aare. Było przedwiośnie 2009 roku.

Czytaj dalej