Żyła, jakby miała wieczność
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Żyła, jakby miała wieczność

Paulina Wilk
Czyta się 13 minut

„Jeśli wszystko pójdzie dobrze, następną pocztę nadam z Indii za pół roku. A gdybyście nie mieli żadnych wieści o nas za rok, będzie to właściwy moment, by zacząć się niepokoić”. Tak napisała na pocztówce, którą wysłała do rodziny 29 marca 1935 r. z chińskiej miejscowości Tangar, położonej przy granicy z Tybetem, na wysokości 3000 m n.p.m. Był to ostatni przyczółek cywilizacji i administracji, ostatni troczek rzeczywistości, od której z radością się odłączała. Zmierzała tam, gdzie przestronna ziemia „nie oferuje niczego poza prawdą”. Postać niezwykłej Elli Maillart przybliża Paulina Wilk.

„Radość – poruszać się naprzód, być znów w drodze, zostawić tych toksycznych biurokratów za sobą, być panią samej siebie […]; radość – czuć łagodny wiatr na twarzy, radością był łagodny kolor muła i rytmiczny dźwięk jego kopyt na drodze” – pisała później w Forbidden Journey, najważniejszej i najpoczytniejszej ze swoich 16 książek o podróżach.

W Tangarze miała już za sobą sześć tygodni drogi z Pekinu na zachód. Przebyła ją w pociągach i konno, podziwiając zamarznięte rzeki, otwarte niebo i trumny zgodnie z tradycją wystawiane przez Chińczyków na polach, a także mijając liczne oddziały wojskowe – głównie Kuomintangu. Chiny znajdowały się pod presją Związku Radzieckiego, Japonii i sił wewnętrznych, rozpierających wielokulturowego olbrzyma. Podróżniczka przecinała polityczną zawieruchę i pokonując liczne urzędowe przeszkody, w niewygodzie, zimnie, a czasem i o głodzie, zmierzała do Sinkiangu – tam, gdzie jechać nie wolno i gdzie nie sposób otrzymać wizy. To była jej wymarzona, zakazana wyprawa.

Ona zaś była najbardziej niespodziewaną postacią w pejzażu surowej prowincji, nazywanej chińskim Turkiestanem, położonej pomiędzy górami Tien-szan, Syberią, Pamirem, Hindukuszem, Himalajami i w dużej części wypełnionej pustynią. Ella Maillart miała 32 lata, była panną i pochodziła z ultrakonwencjonalnej grupy społecznej – szwajcarskiej klasy średniej.

Dorastała w zamożnej, prowadzącej wygodne życie rodzinie w Genewie. Ojciec handlował futrami. Matka – wyemancypowana Dunka i entuzjastka sportów – uczyła małą Ellę jeździć na nartach; nikt też nie tłamsił dziewczęcych fascynacji i nie zmuszał jej do czytania map czy książek o podróżach. W starości Maillart wspominała, że rodzice zachęcali ją, by sama znalazła sobie w życiu cel. Tym właśnie zajmowała się na krańcach świata – poszukiwaniem autentycznej treści życia.

Do S

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Ofiary systemu czy prekursorki emancypacji
i
New England Factory Life—"Bell Time", Winslow Homer, opublikowano w Harper's Weekly 25 lipca 1868 r. / Art Institute of Chicago
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Ofiary systemu czy prekursorki emancypacji

Paulina Małochleb

W pracy właśnie kobieta znajdowała się poza ciągłym nadzorem społeczeństwa, co sprawiało, że posądzano ją o nieprzyzwoite działania. Pytano też, po co kobiecie z dobrego domu własne pieniądze. Kobieta z mieszczaństwa czy miejskiej inteligencji powinna przecież znajdować się pod opieką męża, ojca czy brata, a więc zarabianie było dla wielu niezrozumiałą i podejrzaną fanaberią. O XIX-wiecznych robotnicach fabrycznych, ich życiu i emancypacji opowiada Alicja Urbanik-Kopeć, autorka książki „Anioł w domu, mrówka w fabryce”.

Paulina Małochleb: W jaki sposób pod koniec XIX w. kobiety mogły funkcjonować w sferze publicznej?

Czytaj dalej