Tag: wiersz

Dominośnik
Sztuka + Opowieści
Doznania

Dominośnik

A gdyby tak zamiast płytek zagrać słowami?
Marcin Orliński
Dżananda
Sztuka + Opowieści
Opowieści

Dżananda

Bolesław Leśmian
Szedł Dżananda tym lasem, gdzie bywać snem mogę,
A miał drogę – na oślep. Wiadomo: miał drogę!
Węże w blask się nicości wśniwały plamiście,
Słoń się wzgórzył w zaroślach, ciemniejąc łbem w liście.
Małpy w żarach niechlujnych pławiły wzrok dziki,
Ogonem nieprzytomne gmatwając storczyki.
Lampart futrem przegrzanym polegał na grzbiecie
I ssał łapę, ślepiami gnuśniejąc w zaświecie,
A mrowiska, skąd mrówki, jak wylew krwi, płyną,
Pachniały młodej mirry chętną wypociną.

Tchu nie stało wieczności! Nie drgnęły upały!
Świat i zaświat tym samym snem nieruchomiały.
Nie bruździły się trawy, nie skrzypiały krzaki,
Nie szumiały mangowce, nie śpiewały ptaki.
Jedna cisza – od nieba, a druga – od lasu –
Cisza ciszy – nie słyszy… Czas nie czuje czasu…

Dżananda, snem trącony, na polanę zboczył
I zaoczył dziewczynę… I znowu zaoczył…
Leżała, dłużąc w trawie swój dreszcz jednolity.
Paw z nią gruchał, a w pawiu tkwił Indra ukryty.
Porzucił praistnienia zjesieniałość górną,
By się nasnuć jej w oczy tak barwno i piórno!
Krył się w ptaku naprędce i krył się nieściśle,
W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle –
I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha,
Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha,
I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy,
Usznymi paluszkami zatykała uszy.
I dyszała do pawia, a paw do niej dyszał,
Lecz tego, co mówili, Dżananda nie słyszał.
Śniadą w twarzy miał zawiść, a w oczach miał drwinę,
Duchem smaglił się w pawia. Już kochał dziewczynę!
I gdy paw zmyślnym dziobem włos sypki roztrząsał,
Łuk pochwycił i strzałę w łeb ptaka nadąsał!

Spłoszył się Bóg, w ptaszęcym ledwo skryty ciele,
I odfrunął z trzepotem w bliskie różnoziele.
Zlękłym piersiom, gdy strzała żer nowy odgadła,
Zbrakło pawiej osłony. Dziewczyna – upadła!

I o ziem cisnął Indra upierzenie ptasie,
Co w świat, warcząc, pomknęło – i pobladł w bezczasie
I zawołał: „Kto zgadnie człowieka i strzałę?
Jam dla ciebie te piersi powcielał w sny białe!
We mnie godził cios wszelki, tym kształtom zadany!” –
I pokazał na biodrze ciąg dalszy jej rany…
A ciąg dalszy był nieco podobny do kwiatu:
Źdźbło nieba na szypułce Bożego szkarłatu.

„Spal te zwłoki na kwiatach, gdzie zeszła się ze mną,
Gdym cię jeszcze przyszłością miłował daremną!
Kto dziewczynę przybłąkał w twych pragnień ustronie?
Kto wypulchnił jej wargi i wyśnieżył dłonie?
W tęcze pawie wbóstwiony szalenizną ducha –
Kto twe imię – twarz twoją wmawiał jej do ucha?
Kto miłości i smutku nauczył zawczasu,
Byś kochany był pierwej, nim wejdziesz do lasu?
Aleś ty – wzgardco pawia – zamyślił grześć w grobie
Tego, co los twój w piórach rozszeptał i w dziobie?
Boga chciałeś zmóc w ptaku? Nikczemny sen karła!
Ptak odleciał! – Bóg żyje! – Dziewczyna umarła!” –

I zezem spojrzał Indra na śmierć i na życie
I zniknął! – I był tylko ten zanik w błękicie!
I wrzask pawia skądinąd – i cisza niezwłoczna…
A kto widział tę ciszę – ten wie, że widoczna.
I popatrzył Dżananda na zwłoki dziewczęce
I pomyślał: „To właśnie – jej usta, jej ręce…”
I pomyślał osobno: „To właśnie – jej ciało.
Gdzie ów czas, który płynął, nim wszystko się stało?
Trzebaż było aż takiej miłości i trwogi,
Bym ją stracił, gdy byłem już do niej w pół drogi?
Trzebaż było aż Boga i strzały, i pawia,
Bym takiego dosięgnął w ciemności bezprawia?

Gdyby Bóg się nie spłoszył, a ptak się nie minął,
Boga tylko bym zabił! Bóg tylko by zginął!
Ale tak się to niebo skiełznęło po niebie,
Że nie wiem, czy za Boga – czy zmarła za siebie?
I tak się poździerzgało istnienie z istnieniem,
Że śmierć stała się błędem, a błąd – przeznaczeniem!”

I nie wiedział Dżananda, czym w mgłach jego winy
Paw się różni od Boga, a Bóg od dziewczyny?
I nie wiedział, kto strwonił pierś, co się wykrwawia?
On – czy paw nie bez Boga? – Czy Bóg nie bez pawia?
I nie wiedział, czyj zamysł ani zbrodnia czyja?
Kto tu kocha – kto ginie – kto kogo zabija?

 
Wiersz z tomu Poezje wybrane Bolesława Leśmiana, wyd. Zakład Narodowy Ossolińskich, Wrocław 1991.
Czytaj dalej Czytaj mniej
Wyraki
Sztuka + Opowieści
Doznania

Wyraki

Małe nocne zwierzątka, wyraki. Niezauważalne, dostrzeżone przez poezję. Prezentujemy kolejny odcinek Wierszówki.
Ludwik Filip Czech
Gramatyka
Sztuka + Opowieści
Doznania

Gramatyka

Zuzanna Ginczanka
(– a wrosnąć w słowa tak radośnie,
a pokochać słowa tak łatwo –
trzeba tylko wziąć je do ręki i oglądnąć jak burgund pod światło).

Przymiotniki przeciągają się jak koty
i jak koty są stworzone do pieszczot
miękkie koty ciepłe i potulne mruczą tkliwość andante i maesto.
Miękkie koty mają w oczach jeziora i ziel-topiel wodorostną na dnie.
Słodko patrzeć przymiotnikom w źrenice
t a j e m n i c z e  i  n a j c i c h s z e  i  z d r a d n e –

Zaś przysłówek to nagły cud
niespodzianka potartych krzesiw –
było coś – nie wiadomo jak
a już styl ma żywy jak trzeźwość –
było coś – nie wiadomo jak,
a już teraz jest w  s k o s  i  w  p o p r z e k
i  o b u r ą c z  oplata myśl
i jest  p e w n i e,  r z e w n i e  i  d o b r z e. –

Oto jest bryła i kształt, oto jest treść nieodzowna,
konkretność istoty rzeczy, materia wkuta w rzeczownik,
i nieruchomość świata i spokój martwot i stałość,
coś, co trwa wciąż i jest, bo prawdą z pustki się stało –
Oto są proste  s t o ł y  i twarde drewniane  ł a w y,
oto są drżące i wątłe z tkanek roślinnych  t r a w y,
oto jest  k o ś c i ó ł  z cegieł, co w Bogu gotykiem sterczy,
i oto jest ludzkie żywotne, żylne, tętnicze  s e r c e. –

A czasownik, pal go czart:
prężnych sprężyn rzutny hart.
Gdy wytryska w nagły ruch,
ściera rzewność w pył i puch;
nie ma miejsca na zmrok lila,
bez do okien się nie schyla –
jeśli ból, to twardy ból,
nie smętnica żalnych pól.
Gdy o szczęście  w a l c z y ć  mam,
zerwę, zburzę opór tam:
żywy mięsień, żywa pięść
może  z d o b y ć  tkliwość szczęść –
Wszystkie smętki, precz do diaska! –
stoi słowo, koniem parska,
staje dęba, wpada w szał –
tylko  s i ą ś ć  i  p ę d z i ć  w cwał

A zaimki to malutkie pokoiczki,
gdzie na oknach rosną małe doniczki.
Każdy kącik – to pamiątka po dawniej
a są tylko  d l a   C i e b i e  i  d l a  m n i e.
Tu tajemną abrakadabrą
kwitną prawa miłosnych algebr:
j a  –  t o  t y,  t y  –  t o  j a (równanie)
ja  b e z  c i e b i e  –  t y  b e z e  m n i e  to zero.
My lubimy otuleni zmierzchami
w małych słowach jak w szufladkach szperać.
J a  t o  t y  –  t y  t o  j a.  Równanie.
A zaimki są tak tajne jak kwiaty,
jak malutkie, malutkie pokoiczki,
w których mieszkasz w tajemnicy przed światem.



Fragment wiersza Gramatyka z tomu Zuzanna Ginczanka. Poezje zebrane (1931–1944), wyd. Marginesy, Warszawa 2019.
Czytaj dalej Czytaj mniej
Jesteś światłem
Sztuka + Opowieści
Doznania

Jesteś światłem

Wiersz z tomu „Hulanki & Swawole” wraz z komentarzem autora specjalnie dla czytelników „Przekroju”.
Tomasz Różycki
Dokąd odlatują kawki
Sztuka + Opowieści
Opowieści

Dokąd odlatują kawki

Proces wewnętrznej przemiany wywołuje zarówno ból, jak i wzrost – polecamy wiersz na dziś.
Aglaja Janczak
list do Mikołaja
Sztuka + Opowieści
Opowieści

list do Mikołaja

Wiersz o tym, co najważniejsze, wybrał do „Wierszówki” Marcin Orliński.
Iryna Mularczuk
Odkrycie
Sztuka + Opowieści
Doznania

Odkrycie

Wiersz o tym, że warto dać szansę nadziei.
Aglaja Janczak
Śmierć
Sztuka + Opowieści
Opowieści

Śmierć

Wiersz na jesienną zadumę wybrał w ramach cyklu „Wierszówka” Marcin Orliński.
Aleksander Wierny
Jaśmin
Sztuka + Opowieści
Opowieści

Jaśmin

Wiersz o domu, jego utracie i ludziach, którzy kiedyś w nim mieszkali.
Marzanna Bogumiła Kielar