Piekielna bestia strzegąca zaświatów, duchowy przewodnik, pieseł z memów – pies jest lustrem ludzkich pragnień i lęków.
Sara lubi spędzać poranki na kanapie. Trochę śpi, a trochę czuwa, czasem się przeciąga, by po chwili znowu zapaść się w zielony, miękki plusz. Nie zauważa mnie, gdy wchodzę do pokoju, ale nie mam o to pretensji. Do braku reakcji można się przyzwyczaić. Tym bardziej cieszy okazjonalny dotyk łapy na dłoni, gdy Sara czasem decyduje się na kontakt, zwykle w czasie burzy, której się panicznie boi, lub gdy wyczuwa na moim talerzu łakomy kąsek. Siadam obok niej ostrożnie, by jej nie spłoszyć. Poza tym to nie jest już moja kanapa, prawo własności do niej oddałam sześć lat temu. Jestem na niej tylko gościem, korzystam z prawa łaski do komfortu. Sara podnosi się, siada na tylnych łapach, znowu się przeciąga, kieruje wzrok w stronę okna. Podążam za nim. Magnolia jest tak rozłożysta, że poza nią widok nie pomieści już wiele więcej; na drugim planie są jedynie skrawki nieba i sąsiednia kamienica. W napięciu czekam, czy pojawi się bohaterka poranka, ruda jak Sara, ale znacznie od niej zwinniejsza. Jest! Sara napręża ciało, uporczywie wpatruje się w magnolię, zadziera głowę. Wiewiórka skacze z gałęzi na pień, z pnia na wyższą gałąź, by w końcu zniknąć w koronie drzewa.
Spektakl trwa minutę, może chwilę dłużej, po czym Sara znowu osuwa się w miękką zieleń, a ja odchodzę do swoich spraw. Podczas wspólnych poranków zastanawiam się czasem, co nas łączy i czy można nazwać to relacją. Kim dla siebie