Najlepszy trening w myśleniu algorytmicznym przechodzą… gospodynie domowe. Każda z nich – wyjąwszy obecne dwudziestolatki, którym gotują ich chłopcy i mężowie – posługuje się książką kucharską lub też ma ją we własnej głowie. Książka kucharska jest właśnie zbiorem algorytmów. Algorytmów gotowania i przyrządzania potraw, ponieważ algorytm to nic innego jak po prostu przepis na wykonanie pewnych czynności w dokładnie określonej kolejności, po to, by za każdym razem, gdy je wykonamy, osiągnąć pożądany rezultat. Nic więcej.
Wykładowcy kursów programowania najchętniej posługują się przykładem przepisu dla przekraczania jezdni na skrzyżowaniu. Ja wolę książkę kucharską, bo na tym przykładzie najłatwiej zademonstrować, jak blisko naszego życia codziennego jest myślenie algorytmiczne.
Na dobitek przepisy kucharskie spełniają idealnie bardzo istotną cechę algorytmu: są powtarzalne, bo żeby uzyskać efekt założony przepisem, pączki czy też zupę rybną, wystarczy realizować przepis bez żadnych dodatkowych rozważań i mędrkowania. Ten sam przepis na pączki obowiązuje w Polsce i ten sam na biegunie północnym, gdyby ktoś miał tam warunki do ich smażenia. Pisanie programów dla komputera nie jest niczym innym niż pisaniem przepisów kucharskich dla kucharki, która nie umie nic poza dokładnym wykonaniem przepisu. Dla tępej kucharki, ponieważ każda pani domu dodaje do przepisu coś od siebie, nie licząc własnej inteligencji, natomiast komputer robi dokładnie to i tylko to, co mu przepisano.
Fragment tekstu z nr. 1550–1551/1974, s. 31. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.