TO BE OR NOT TO BE
Bulwieć siadł grzecznie
na strapontenie
i czekoladkę
przełknął z nadzieniem.
Kurtyna wolno
w górę się wznosi.
O, cudowności
teatralności!
Więc jeszcze jedno
połknął nadzienie
i już zaczęło
się przedstawienie.
Przycichła nieco
orkiestra dęta.
Na scenę weszli
duńscy książęta;
chłopy jak byki,
z grzywą na karkach,
przy kordelasach
i przy zegarkach.
Bo po co aktor
płacze i skamle,
że tylko on jest
jedyny Hamlet?
Dobra Dyrekcja,
by te łzy otrzeć,
zadaptowała
sztukę samotrzeć.
Zamiast dwudziestu
pięciu postaci
sami Hamleci
byli w dramacie.
Na diabła Grabarz
z tą Ofeliją!
Chcą grać chłopaki,
niech się wyżyją.
W ten sposób szlagier!
pierwszy raz w świecie!
grali w „Hamlecie”
sami Hamleci.
Ręka na sercu.
Twarze ponure.
„Być albo nie być”
wołali chórem.
Fragment tekstu z nr. 450/1953, s. 12. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum