Spotkałam się kilkakrotnie z uwagą, że autorzy (m.in. i ja) pisują do „Przekroju” zbyt „przekrojowo”.
Jest w tym łut prawdy.
Bóg raczy wiedzieć, co powoduje, że pisząc dla jakiegokolwiek dziennika, np. o wynalazcy nowego pieca kaflowego, wyrażalibyśmy się mniej więcej tak:
„Przewidziane na dzień 20 XII 1965 otwarcie pieca kaflowego X/25 odbyło się 5 dni przed zaplanowanym terminem. Wymiary pieca: wys. – 3 m, szer. – 1,5 m, oszczędność paliwa – 2,52. Wynalazcą jest inż. Fabiszczak, długoletni pracownik P.D.Z.G.F. i O.T.T.”.
Do „Przekroju” natomiast napisalibyśmy o tym samym wydarzeniu prawdopodobnie tak:
„Ten czwartek był wyjątkowy, jakby niebieski. Z samego rana wybraliśmy się z Dudką i Zdzichem na otwarcie tego pieca kaflowego, o którym mówi się już od nie wiem kiedy. Dudka pogryzła z niecierpliwości chusteczkę, taka była ciekawa tego inżyniera. Wreszcie – wszedł! Oczy miał fiołkowe i cały był jakiś nieobecny. Kiedy umieszczał w piecu pierwsze polano, załopotały mu rzęsy, długie jak firanki. Wszyscy troje zrozumieliśmy, że włożył w ten piec całe serce. Ma na imię Franciszek, ale będziemy mu mówili François (34). Żonaty”.
Co powoduje tę zmianę stylu?
Indywidualność tygodnika? Tradycja? Czy to, że do „Przekroju” pisuje się (jednak!) dla przyjemności?…
Przyczepił się do mnie o ten styl jeden z moich przyjaciół (w każdym razie ja się z nim przyjaźnię. Czy on ze mną – nie wiadomo), autor „Benka kwiaciarza” – Marek Nowakowski. Drugi przyczepił się sam Pan Redaktor „Przekroju”, mówiąc: „Tylko niech Pani nie pisze dla mnie tak przekrojowo”…
Fragment tekstu z nr. 1080–1081/1965, s. 12. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.