Balsamowanie czasu Balsamowanie czasu
i
Zofia Rydet, „Świat uczuć i wyobraźni" – cykl „Zagłada", 1975–1979; zdjęcie: dzięki uprzejmości Fundacji im. Zofii Rydet
Doznania

Balsamowanie czasu

Angelika Kuźniak opowiada o Zofii Rydet
Angelika Kuźniak
Czyta się 16 minut

Przez lata przemierzała Polskę z aparatem w dłoni i pytaniem, które nie dawało jej spokoju: jak zatrzymać to, co już prawie odeszło?

Zapach odczynników w mieszkaniu zdradzał, że tego dnia Zofia Rydet pracowała w ciemni. Od dziewiątej rano do wieczora, z krótką przerwą na obiad, stała przy maskownicy.

Poruszać się w tej klitce (półtora metra na trzy) trzeba było ostrożnie. Pod ścianą powiększalnik. Na półkach – plastikowe butelki po odczynnikach. Koreksy do wywoływania negatywów. Stosy książek, czasopism. Kartony, teczki. Jakieś wiadro na podłodze. Dwie kuwety.

To nic, że nie było bieżącej wody ani wentylacji. Że trudno przez to oddychać.

„Bez fotografii nie mogę już żyć – mówiła w filmie dokumentalnym Nieskończoność dalekich dróg. Podsłuchana i podpatrzona Zofia Rydet A.D.1989 w reżyserii Andrzeja Różyckiego. – Ja już niczego więcej nie mam, tylko ją. To jest w tej chwili największa moja pasja, największa moja miłość. Kiedy jestem chora albo źle się czuję, to idę do ciemni i wszystko przechodzi”.

Ja będę przed panem klękała

Podhale. Rok 1978.

Zofia Rydet miała wtedy 67 lat. Od miesięcy – jak mówiła – „wędrowała po chatkach”. Wybierała najstarsze, drewniane, kryte strzechą.

Ludzie pytali: „Czemu pani zamiast odpoczywać, po wsiach chodzi?”.

Ona odpowiadała, że fotografowanie jest dla niej jak narkotyk. „Jak wódka dla alkoholika”.

Szła więc. Niewysoka, lekko zgarbiona (miała chory kręgosłup). Z aparatem w dłoni, cały sprzęt ważył prawie dwa kilogramy. Po drodze fotografowała stodoły, kapliczki. Drogowskazy. Spękany asfalt. Horyzonty. Chciała utrwalić wszystko, co znika. Nazywała to „balsamowaniem czasu”. Powstał z tego cykl Nieskończoność dalekich dróg (1980).

Na podwórko przed chatą wchodziła

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Jej portret Jej portret
i
Wszystkie piękne portrety wykonała Zofia Nasierowska. Wizerunki uroczych pań i pana (nie) opublikowano w „Przekroju”, głównie na okładkach.
Opowieści

Jej portret

Ida Świerkocka

Podczas słynnej sesji w Pałacu Buckingham Annie Leibovitz poprosiła Elżbietę II, by zdjęła koronę i stanęła przed obiektywem w naturalnej odsłonie. Zofia Nasierowska w szarej rzeczywistości PRL-u robiła coś odwrotnego: każdemu, kto siadał przed jej aparatem, jakby tę koronę zakładała.

Tę historię można zacząć od anegdoty. Na przykład tej: gdy niedługo przed śmiercią Kalina Jędrusik zamówiła u Zofii Nasierowskiej zdjęcie do paszportu, do aktorki odezwało się biuro paszportowe z prośbą o dostarczenie aktualnej fotografii. „Ależ ja właśnie dla państwa zrobiłam kilka dni temu to zdjęcie” – oznajmiła zaskoczona Jęd­rusik. „No nie, przecież nie może pani teraz tak wyglądać! My wiemy, ile pani ma lat” – usłyszała gwiazda w odpowiedzi. Albo od innej: pewnego razu Nasierowska została poproszona o sfotografowanie nastoletniej córki przyjaciół. Zdjęcie miało trafić nie do prasy, lecz do chirurga, który chciał na jego podstawie zaplanować usunięcie bliz­ny nad brwią dziewczyny. Ale artystka zrobiła to za niego – przyzwyczajona do tuszowania wad (albo, jak kto woli, podkreślenia zalet) urody, za pomocą światłocienia ukryła ślad tak skutecznie, że skalpel okazał się, przynajmniej na ten moment, zbędny.Wiele osób przyznaje, że swoją zawodową drogę zawdzięcza przypadkowi. Ale w życiu Zofii Nasierowskiej trudno mówić o zbiegach okoliczności – jak gdyby los prowadził ją krok po kroku według dawno napisanego scenariusza. Miała zaledwie kilka lat, gdy dostała pierwszy aparat. Nic dziwnego, skoro jej ojciec – Eugeniusz Nasierowski – był znanym fotografikiem, specjalizującym się w pejzażu.Podobno jej debiutanckie prace przed­s­tawiały rodziców bez głów. Wkrótce zaczęła ćwiczyć, zatrzymując w kadrze bliskich i domowe zwierzęta. Szybko nabrała wprawy – już jako nastolatka czasami zastępowała ojca w zakładzie, na przykład podczas jego choroby. Pewna klientka nie była do tego pomysłu przekonana, zamówiła więc tylko trzy odbitki. Gdy jednak przyszła po odbiór i zobaczyła siebie na zdjęciach, natychmiast poprosiła o więcej.

Czytaj dalej