Coś poszło nie tak Coś poszło nie tak
i
Barack Obama wsiada na pokład prezydenckiego samolotu Air Force One w Afganistanie (maj 2012)/ fot. Pete Souza (źródło: Obama White House)
Przemyślenia

Coś poszło nie tak

– czyli jak się fotografuje polityka w Polsce
Joanna Kinowska
Czyta się 6 minut

Fotograf prezydencki działa jak urzędnik. Ma etat, pensję. Pozazdrościć w dzisiejszych czasach. Jest fotoreporterem, fotoedytorem i pracownikiem agencji fotograficznej. Urzędnik i specjalista. Tyle tylko że – oficjalnie – nie ma takiej posady, jak fotograf w Kancelarii Prezydenta RP. Są pracownicy biura prasowego. Kto by się zastanawiał nad takim drobiazgiem?

Może to zbędne, ale przypomnę, że „dla stworzenia właściwego przekazu informacyjnego fotoreporter powinien zachować bezstronność relacji fotograficznej” – głosi kodeks etyczny Stowarzyszenia Fotoreporterów. Z tym że w pracy dla konkretnego urzędu nie do końca można „dbać o rzetelność przekazu i odpowiedni

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Jej portret Jej portret
i
Wszystkie piękne portrety wykonała Zofia Nasierowska. Wizerunki uroczych pań i pana (nie) opublikowano w „Przekroju”, głównie na okładkach.
Opowieści

Jej portret

Ida Świerkocka

Podczas słynnej sesji w Pałacu Buckingham Annie Leibovitz poprosiła Elżbietę II, by zdjęła koronę i stanęła przed obiektywem w naturalnej odsłonie. Zofia Nasierowska w szarej rzeczywistości PRL-u robiła coś odwrotnego: każdemu, kto siadał przed jej aparatem, jakby tę koronę zakładała.

Tę historię można zacząć od anegdoty. Na przykład tej: gdy niedługo przed śmiercią Kalina Jędrusik zamówiła u Zofii Nasierowskiej zdjęcie do paszportu, do aktorki odezwało się biuro paszportowe z prośbą o dostarczenie aktualnej fotografii. „Ależ ja właśnie dla państwa zrobiłam kilka dni temu to zdjęcie” – oznajmiła zaskoczona Jęd­rusik. „No nie, przecież nie może pani teraz tak wyglądać! My wiemy, ile pani ma lat” – usłyszała gwiazda w odpowiedzi. Albo od innej: pewnego razu Nasierowska została poproszona o sfotografowanie nastoletniej córki przyjaciół. Zdjęcie miało trafić nie do prasy, lecz do chirurga, który chciał na jego podstawie zaplanować usunięcie bliz­ny nad brwią dziewczyny. Ale artystka zrobiła to za niego – przyzwyczajona do tuszowania wad (albo, jak kto woli, podkreślenia zalet) urody, za pomocą światłocienia ukryła ślad tak skutecznie, że skalpel okazał się, przynajmniej na ten moment, zbędny.Wiele osób przyznaje, że swoją zawodową drogę zawdzięcza przypadkowi. Ale w życiu Zofii Nasierowskiej trudno mówić o zbiegach okoliczności – jak gdyby los prowadził ją krok po kroku według dawno napisanego scenariusza. Miała zaledwie kilka lat, gdy dostała pierwszy aparat. Nic dziwnego, skoro jej ojciec – Eugeniusz Nasierowski – był znanym fotografikiem, specjalizującym się w pejzażu.Podobno jej debiutanckie prace przed­s­tawiały rodziców bez głów. Wkrótce zaczęła ćwiczyć, zatrzymując w kadrze bliskich i domowe zwierzęta. Szybko nabrała wprawy – już jako nastolatka czasami zastępowała ojca w zakładzie, na przykład podczas jego choroby. Pewna klientka nie była do tego pomysłu przekonana, zamówiła więc tylko trzy odbitki. Gdy jednak przyszła po odbiór i zobaczyła siebie na zdjęciach, natychmiast poprosiła o więcej.

Czytaj dalej