Przeczytanie tego artykułu zajmie Ci około 13 minut. To czas, w którym Twoje serce wykona blisko tysiąc uderzeń, miliony komórek skóry ulegną wymianie, a na planecie Millera minie zaledwie chwila.
Jedna scena z filmu Christophera Nolana Interstellar zawsze przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Kosmiczni podróżnicy lądują na planecie orbitującej wokół potężnej czarnej dziury. Dokoła nich rozpościera się bezkresne morze. Na horyzoncie majaczą góry. „To nie góry, to fale” – mówi Cooper. W tle słychać nieustępliwe tyknięcia niewidzialnego metronomu.
Bohaterowie filmu oczywiście ich nie słyszą – to tylko upiorna ścieżka dźwiękowa, dyskretne przypomnienie praw teorii względności, w której pułapce znaleźli się astronauci. Nie wiedzą więc, że każda odmierzana owymi tyknięciami sekunda to tygodnie i miesiące upływające na pozostawionej za nimi Ziemi.
„Myślałam, że jestem na to gotowa. Znałam przecież teorię… rzeczywistość jest inna…” – powie później po powrocie na pokład ich statku dr Brand. To zdanie, wypowiedziane przez badaczkę wstrząśniętą bezwzględnością upływu czasu, można by przypisać każdemu z nas. Wszyscy przecież teoretycznie wiemy, że życie toczy się według rytmów i tyknięć niewidzialnych i niesłyszalnych zegarów, że nasze ciała mają swoje ciche, nieustępliwe czasomierze. Ich uparty bieg zauważamy dopiero wtedy, gdy odmierzonych sekund cofnąć się nie da, a ceną zapłaconą za ich upływ jest nieustanne starzenie się naszej biologii.
Wyścig z czasem
Każdy z nas – właściwie każdy organizm na Ziemi – żyje w labiryncie zegarów. Jeden tyka w naszym mózgu, zsynchronizowany przeplatającymi się ze sobą dniami i nocami. Inny pulsuje w wątrobie, w rytm przyśpieszającego i zwalniającego metabolizmu. Jeszcze inny w sercu, odmierzając skurcze mięśnia, od którego zależy nasze życie. Są też zegary nienależące do nas, a mimo to mające na nas wpływ: zegary sezonowe, które odmierzają czas pór roku, i zegary ewolucji, mierzące czas trwania całych gatunków. Jak bohaterowie filmu Interstellar zanurzeni je