Współczesna nauka potwierdza to, co znano od starożytności: spokój można ćwiczyć. Najpierw ciało, potem emocje, na końcu umysł – tak wygląda fizjologiczna ścieżka relaksu. Prosty schemat, a zmienia jakość życia.
Rozumienie stresu i jego przyczyn znacznie zmieniło się na przestrzeni lat. Dziś już wiadomo, że kluczową rolę odgrywa nie sam bodziec, czyli zdarzenie, lecz subiektywne przekonanie o zdolności poradzenia sobie z nim. Metody niwelowania napięć pozostają jednak zaskakująco niezmienne. To, co współcześnie określamy „zarządzaniem stresem”, praktykowane było już ponad 4 tys. lat temu pod nazwą „joga”. Profesor Janusz Szopa, twórca jogi akademickiej, czyli współczesnej praktyki opartej na naukowych dowodach, objaśnia, jakie techniki relaksacyjne są najskuteczniejsze.
Agnieszka Rostkowska: „Twoja siła jest proporcjonalna do umiejętności relaksowania się” – czy David Allen, ekspert w dziedzinie produktywności i zarządzania sobą w czasie, który wypowiedział te słowa, ma rację?
Janusz Szopa: Tak, ten cytat przytaczam swoim studentom na AWF-ie. Allen to czołowy amerykański specjalista zajmujący się wydajnością pracy. W Stanach Zjednoczonych stopień zestresowania pracownika mierzy się właśnie poprzez ocenę jego produktywności. Stąd też m.in. mnogość technik relaksacyjnych, które obecnie zyskują na popularności, również w Polsce.
Czy to prawda, że rozwój technik relaksacyjnych miał związek z wojną w Wietnamie?
Amerykańscy weterani cierpieli na dolegliwości, które dziś są już dobrze znane jako PTSD, zespół stresu pourazowego. Wówczas jednak nie potrafiono jeszcze ich zdiagnozować. Wielu młodych żołnierzy po powrocie z Wietnamu popełniało samobójstwa. To dało początek badaniom nad tym, jak