Zaćmienie na górze czarownic Zaćmienie na górze czarownic
i
zdjęcie: Elżbieta i Andrzej Lisowscy, archiwum nr 2827/1999
Żywioły

Zaćmienie na górze czarownic

Z Archiwum „Przekroju”
Czyta się 2 minuty

Ponadtysiącmetrowa góra Kulm w austriackiej Styrii. Jedna z trzech związanych z kultem religijnym Celtów. Tutaj, według dawnych przekazów, miało być lądowisko czarownic i miejsce ich spotkań z diabłem. I właśnie tutaj czekamy na chwilę pełnego zaćmienia Słońca.

Niegdyś Chińczycy bili w bębny i strzelali z łuków w niebo, by odstraszyć złego smoka i uratować Słońce. Mieszkańcy Tahiti widzieli w zaćmieniu zaloty Słońca i Księżyca…

Tutaj nie ma przypadkowych turystów. Są tylko okoliczni mieszkańcy świadomi niezwykłych właściwości energetycznych góry Kulm. W pejzaż z dominującym na wierzchołku krzyżem, figurą Matki Boskiej i dwoma końmi wtapiają się rzędy fotograficznych statywów i pulpitów. Na obiektywach srebrne folie, na oczach specjalne okulary. Niektórzy montują świeżo kupione lornety i teleskopy. Ktoś przegląda podręczniki astronomiczne, inny pisze na kartce jakieś życzenia i pozdrowienia. Uduchowiony młody człowiek zapala świeczki i kadzidła, a potem dmie w dijeridoo – rodzaj prostej drewnianej trąby australijskich aborygenów…

Tuż przed godziną 12.45 spokojne dotąd konie wpadają w dziwną nerwowość, tarzają się z kopytami zwróconymi ku niebu. Nerwowość zebranych potęgują nadciągające chmury. W punkcie kulminacyjnym niemal całkowicie przykrywają one Słońce, ale i tak nie hamuje to oklasków, zaklęć, modlitw i… toastów szampanem. Zapadają ciemności, nagle robi się zimno – temperatura obniża się o kilka stopni. A kiedy Księżyc ciut, ciut odsłania Słońce, cały horyzont dookoła naszej góry zaczyna żyć wszelkimi odmianami różu i pomarańczy. Wszystkich opanowuje szaleńcza radość. Biegają raz nad jedną krawędź góry, raz nad drugą. Zaraz potem robi się cieplej i jaśniej.

Następne pełne zaćmienie w tym miejscu, w Styrii, dopiero za 150 lat, w Polsce – w roku 2075. Ale w Kenii już za dwa lata…

Tekst i zdjęcia: Elżbieta i Andrzej Lisowscy

Tekst pochodzi z numeru 2827/1999 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

Czytaj również:

Przedostatnie, ostatnie Przedostatnie, ostatnie
i
„Śmierć Marii”, Albrecht Dürer, Cleveland Museum of Art, Rawpixel (domena publiczna)
Doznania

Przedostatnie, ostatnie

Z Archiwum „Przekroju”
Ewa Kossak

Tradycja przekazuje licznie przedśmiertne, ostatnie słowa wyrzeczone przez znane postacie tuż przed zgonem, które to zwroty – w wielu przypadkach – przytaczane są w codziennym języku niemal przysłowiowo.

Niemała liczba tych ostatnich słów nie jest potwierdzona źródłami historycznymi; co do innych można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście były one ostatnimi słowami, czy zostały właściwie zrozumiane, czy wreszcie – z różnych względów – nie zostały poprawione i upiększone w intencji stworzenia odpowiedniej legendy.

Czytaj dalej