Gotowi na superbohaterów Gotowi na superbohaterów
i
Creative Commons
Opowieści

Gotowi na superbohaterów

Paweł Drąg
Czyta się 13 minut

Czerwono-niebieski lateks mocno opina moje ciało. Za mocno. Na klacie rysują się napompowane ślady muskulatury godne półzawodowego kulturysty. Gdybym był balonem, żadna igła nie byłaby w stanie mnie przebić. Tak sobie powtarzam. Codziennie. Czerwona peleryna subtelnie podwiewana jest przez wiatr. Lody o smaku szampana kokieteryjnie zdobią kąciki moich ust. Czuję się super. Jestem super. Supermanem jestem. Obok mnie Catwoman w wersji wieczorowej – zamiast lateksu eteryczna, czarna suknia. Na nogach modne tego roku adidasy, które za miesiąc staną się reliktem przeszłości. Najbardziej pasują jej rogi na głowie.

Kroczymy spalonymi jesiennym słońcem ulicami Wrocławia. Czynimy dobro, ponieważ tego wymaga nasza funkcja społeczno-zawodowa. Catwoman obchodzi urodziny. Z tej też okazji z superludzi najszlachetniejszego sortu zmieniliśmy się w superbohaterów, a nasze prawe uczynki z kalibru ludzkiego urosły do pozaziemskiego. Nie mylić z niebiańskim.                                

Do przystanku "Rondo" zbliża się chyboczący na boki tramwaj. Mam wrażenie, jakby miał się zaraz przewrócić, więc kiedy staje, zapieram się całym ciężarem na chodniku i próbuję go utrzymać, choć podobno wygląda to tak, jakbym chciał zrzucić go z torów. Siłuję

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Wszechobecność Wszechobecność
i
„Studium głowy", Ernst Ludwig Kirchner , 1924 r., National Gallery of Art (domena publiczna)
Opowieści

Wszechobecność

Opowiadanie z Archiwum „Przekroju”
Dino Buzzati

Zastanawiam się jeszcze, mam czy też nie mam powiedzieć o tym dyrektorze. Przytrafiła mi się bowiem rzecz niezwykła i okropna.

Zastanawiam się nie dlatego, bym nie miał zaufania do mego dyrektora. Znamy się od tylu lat, wiem że mnie lubi, że nie zrobi mi nigdy żadnego świństwa. Myśl o tym, żeby mnie zgubić, jest od niego daleka. Ale dziennikarstwo to przeklęta namiętność, i jak dwa a dwa cztery, któregoś dnia, narobi mi on kłopotu.

Czytaj dalej