Jimmy, bohater tragiczny naszych czasów Jimmy, bohater tragiczny naszych czasów
Opowieści

Jimmy, bohater tragiczny naszych czasów

Kaja Szafrańska
Czyta się 2 minuty

Nie jest sztuką nakręcić dobry spin-off kultowego serialu, ale nakręcić spin-off, który ma szansę go przerosnąć – to już prawdziwy wyczyn. „Better Call Saul” w trzecim sezonie swojej emisji nie wywołuje może takiego entuzjazmu, jak „Breaking Bad” i wciąż pozostaje w jego cieniu, ale pod względem poziomu od dawna depcze mu po piętach. Z uporem godnym lepszej sprawy kreuje bowiem bohatera tak realistycznego i niesamowicie uwikłanego w emocjonalno-etyczne dylematy, że Walter White ze swoim głodem władzy wydać się może pospolitym draniem.

Będąc prequelem „Breaking Bad”, „Better Call Saul” skupia się na osobie Saula Goodmana, prawnika, którego zapamiętaliśmy głównie dzięki „zaczesce” i karykaturalnemu stylowi bycia. Grany przez Boba Odenkirka Saul był co prawda ekscentrykiem, showmanem i człowiekiem od trudnych zadań, nikt nie sądził jednak, że tkwi w nim większy potencjał dramatyczny. Nikt oprócz głównego scenarzysty Vince’a Gilligana, który do perfekcji opanował granie na emocjach widzów. W jego wydaniu Jimmy McGill (bo tak nazywał się Saul, zanim zmienił nazwisko) to bohater tragiczny na miarę naszych czasów: ofiara okoliczności, własnych słabości, intryg i toksycznej relacji ze starszym bratem. Takie proste, smutne i wybitne zarazem.

Czytaj również:

Udomowieni Udomowieni
i
„Kobieta i pies przy stole", Pierre Bonnard, 1908 r., Barnes Foundation (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Udomowieni

Ewa Pluta

Piekielna bestia strzegąca zaświatów, duchowy przewodnik, pieseł z memów – pies jest lustrem ludzkich pragnień i lęków.

Sara lubi spędzać poranki na kanapie. Trochę śpi, a trochę czuwa, czasem się przeciąga, by po chwili znowu zapaść się w zielony, miękki plusz. Nie zauważa mnie, gdy wchodzę do pokoju, ale nie mam o to pretensji. Do braku reakcji można się przyzwyczaić. Tym bardziej cieszy okazjonalny dotyk łapy na dłoni, gdy Sara czasem decyduje się na kontakt, zwykle w czasie burzy, której się panicznie boi, lub gdy wyczuwa na moim talerzu łakomy kąsek. Siadam obok niej ostrożnie, by jej nie spłoszyć. Poza tym to nie jest już moja kanapa, prawo własności do niej oddałam sześć lat temu. Jestem na niej tylko gościem, korzystam z prawa łaski do komfortu. Sara podnosi się, siada na tylnych łapach, znowu się przeciąga, kieruje wzrok w stronę okna. Podążam za nim. Magnolia jest tak rozłożysta, że poza nią widok nie pomieści już wiele więcej; na drugim planie są jedynie skrawki nieba i sąsiednia kamienica. W napięciu czekam, czy pojawi się bohaterka poranka, ruda jak Sara, ale znacznie od niej zwinniejsza. Jest! Sara napręża ciało, uporczywie wpatruje się w magnolię, zadziera głowę. Wiewiórka skacze z gałęzi na pień, z pnia na wyższą gałąź, by w końcu zniknąć w koronie drzewa.

Czytaj dalej