Kiedy słuchacz przestaje słuchać Kiedy słuchacz przestaje słuchać
i
zdjęcie: Nguyễn Phương/Unsplash
Marzenia o lepszym świecie

Kiedy słuchacz przestaje słuchać

Marcin Kozłowski
Czyta się 7 minut

Moi rozmówcy, radiowcy z krwi i kości, na własnej skórze przekonali się, że więź ze słuchaczem jest pozytywnym zjawiskiem, ale bywa, że takie relacje miewają też ciemną, a czasem i groźną, stronę. Słuchacz może dziś do radia nie tylko zadzwonić, ale również wysłać maila, wiadomość na portalu społecznościowym, może też rozgłośnię odwiedzić. I z tej ostatniej możliwości niektórzy niezwykle chętnie korzystają.

Poranne audycje Doriana Mreły w Radiu Nakło upodobały sobie szczególnie cztery słuchaczki. A w zasadzie upodobały one sobie… prowadzącego. „Wypytują na Facebooku o moją sytuację rodzinną i materialną, chcą wiedzieć, ile można zarobić w radiu” – wylicza Dorian. Nie ograniczają się one tylko do pytań, same zwierzają się ze swoich problemów zdrowotnych, finansowych, małżeńskich. „Przed chwilą dostałem wiadomość od słuchaczki: »Jeszcze jestem w pracy, potem idę do supermarketu, kupię zapas cytryn, miodu

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Udomowieni Udomowieni
i
„Kobieta i pies przy stole", Pierre Bonnard, 1908 r., Barnes Foundation (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Udomowieni

Ewa Pluta

Piekielna bestia strzegąca zaświatów, duchowy przewodnik, pieseł z memów – pies jest lustrem ludzkich pragnień i lęków.

Sara lubi spędzać poranki na kanapie. Trochę śpi, a trochę czuwa, czasem się przeciąga, by po chwili znowu zapaść się w zielony, miękki plusz. Nie zauważa mnie, gdy wchodzę do pokoju, ale nie mam o to pretensji. Do braku reakcji można się przyzwyczaić. Tym bardziej cieszy okazjonalny dotyk łapy na dłoni, gdy Sara czasem decyduje się na kontakt, zwykle w czasie burzy, której się panicznie boi, lub gdy wyczuwa na moim talerzu łakomy kąsek. Siadam obok niej ostrożnie, by jej nie spłoszyć. Poza tym to nie jest już moja kanapa, prawo własności do niej oddałam sześć lat temu. Jestem na niej tylko gościem, korzystam z prawa łaski do komfortu. Sara podnosi się, siada na tylnych łapach, znowu się przeciąga, kieruje wzrok w stronę okna. Podążam za nim. Magnolia jest tak rozłożysta, że poza nią widok nie pomieści już wiele więcej; na drugim planie są jedynie skrawki nieba i sąsiednia kamienica. W napięciu czekam, czy pojawi się bohaterka poranka, ruda jak Sara, ale znacznie od niej zwinniejsza. Jest! Sara napręża ciało, uporczywie wpatruje się w magnolię, zadziera głowę. Wiewiórka skacze z gałęzi na pień, z pnia na wyższą gałąź, by w końcu zniknąć w koronie drzewa.

Czytaj dalej