Po pierwsze: gwiazdy składają się głównie z wodoru. Po drugie: jeśli wierzysz, że masz rację, broń swojego zdania z całych sił. Tych dwóch rzeczy uczy nas Cecilia Payne-Gaposchkin.
Choć z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się to co najmniej dziwne, sto lat temu astronomowie byli przekonani, że Słońce składa się z podobnych pierwiastków co Ziemia, w niemal identycznych proporcjach. Ponieważ wiedza o ewolucji gwiazd dopiero raczkowała, jednolity skład materii we wszechświecie uchodził za naturalny i niezmienny. Tezę tę zdawały się potwierdzać badania z widm rejestrowanych spektrografem – urządzeniem pozwalającym ustalić zawartość pierwiastków na podstawie światła emitowanego przez obiekt.Taki właśnie naukowy konsensus zastała 23-letnia Cecilia Payne (wówczas jeszcze bez drugiego nazwiska), gdy w 1923 r. zaczęła pracę nad doktoratem. Astronomka przeprowadziła szczegółową analizę widm ponad stu gwiazd. Wyniki wskazywały, że krzem, węgiel i kilka metali rzeczywiście występują w tych obiektach w zbliżonych proporcjach co w skorupie ziemskiej. Badania pozornie potwierdzały więc powszechne wówczas mniemanie dotyczące składu gwiazd.
Przekreślony wniosek
Cecilii Payne udało się jednak sięgnąć poza pozory. Skorzystała z wyników dociekań Meghnada Sahy, indyjskiego astrofizyka, który opracował wzór matematyczny pozwalający określić, jak wyniki