Piasek już przed wojną był utrapieniem ludzkości. Z ohydnym skrzypieniem mięsił się pod stopami plażowiczów Juraty, niczym zmielona na pył stłuczka szklana obrzydliwie rozdrabniał zużyte muszle zdechłych małży i cuchnące wodorosty. Komisarz Maciejewski stąpał po nim z obrzydzeniem i czuł się godny pogardy, bo w samych kąpielówkach nie przypominał oficera policji, byłego boksera też tylko od torsu w górę.
– Uważaj, chłopczyku! – krzyknął na bachora, który wpadł mu pod nogi. – Złamiesz nóżkę i będziesz cierpiał.
– Nie strasz dziecka, bo będzie miało kompleksy – poprosiła cicho Róża, narzeczona komisarza.
– Za moich czasów dzieci siedziały grzecznie rządkiem, a teraz