A co, jeśli w jednym wspólnym Niebie razem urzędują różni bogowie różnych religii? Czy jest to wciąż Niebo, na które liczymy?
Dusze zmarłych zmierzały na sąd, wznosiły się ku Wrotom Niebios, a dusza świata napierała na nie zewsząd, tak jak ciśnienie atmosfery napiera na unoszące się bańki mydlane, chciała je pokonać, rozerwać cienką powłokę osobowości i wchłonąć indywidualne cnoty. Dusze jednak stawiały opór, pamiętając swój chwalebny, osobny żywot na ziemi i licząc na podobną osobność w życiu pośmiertnym.
Wśród nich wznosiła się dusza pana Andrewsa, który po życiu przykładnym i pożytecznym zgasł niedawno w swoim domu w mieście. Andrews wiedział, że jest człowiekiem dobrym i prawym, oddanym Bogu, i choć zmierzał na sąd pełen uniżonej pokory, nie miał wątpliwości co do werdyktu. Bóg nie był już Bogiem zazdrosnym. Nie odmówi zbawienia tylko dlatego, że człowiek się go spodziewa. Sprawiedliwa dusza często ma świadomość własnej sprawiedliwości – i tak właśnie było w tym wypadku.
– Dr