Pan Andrews Pan Andrews
i
„Drugi dzień Stworzenia: Bóg, zawieszony w chmurach, oddziela niebo od wód", rycina T. de Leu według M. de Vosa, Wellcome Collection. (domena publiczna)
Opowieści

Pan Andrews

E.M. Forster
Czyta się 16 minut

A co, jeśli w jednym wspólnym Niebie razem urzędują różni bogowie różnych religii? Czy jest to wciąż Niebo, na które liczymy?

Dusze zmarłych zmierzały na sąd, wznosiły się ku Wrotom Niebios, a dusza świata napierała na nie zewsząd, tak jak ciś­nienie atmosfery napiera na unoszące się bańki mydlane, chciała je pokonać, rozerwać cienką powłokę osobowości i wchłonąć indywidualne cnoty. Dusze jednak stawiały opór, pamiętając swój chwalebny, osobny żywot na ziemi i licząc na podobną osobność w życiu pośmiertnym.

Wśród nich wznosiła się dusza pana Andrewsa, który po życiu przykładnym i pożytecznym zgasł niedawno w swoim domu w mieście. Andrews wiedział, że jest człowiekiem dobrym i prawym, oddanym Bogu, i choć zmierzał na sąd pełen uniżonej pokory, nie miał wątpliwości co do werdyktu. Bóg nie był już Bogiem zazdrosnym. Nie odmówi zbawienia tylko dlatego, że człowiek się go spodziewa. Sprawiedliwa dusza często ma świadomość własnej sprawiedliwości – i tak właśnie było w tym wypadku.

– Dr

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Śmierć na Kubie Śmierć na Kubie
i
Hieronim Bosch, „Wizje Sądu Ostatecznego” (fragment poliptyku), 1500-1504; zdjęcie: domena publiczna
Żywioły

Śmierć na Kubie

Tomasz Pindel

Na Antylach nawet duchy mają temperament – zamiast straszyć, pomagają żywym za cygaro i filiżankę kawy. Z afrykańskich wierzeń, katolickich świętych i karaibskiego słońca powstała religia, w której magia jest częścią codzienności.

Przez kolejne stulecia sprowadzono na Karaiby miliony czarnoskórych niewolników. Było to zjawisko na niespotykaną nigdy wcześniej ani później skalę, przerażający proceder, który wyniszczył prawie cały kontynent, spustoszył narody, odebrał lub zniszczył życie niepoliczalnym rzeszom czarnoskórych, wzbogacając nieprzytomnie garstkę innych – białych. Bezdyskusyjnie jest to jedna z największych tragedii w dziejach ludzkości. Ale zarazem początek nowej kultury i tożsamości, tego wszystkiego, co określamy mianem „afroamerykańskie”.
Czytaj dalej