W naszym trójwymiarowym świecie jest całkiem przestronnie, bo każdy obiekt ma długość, szerokość i wysokość. W odróżnieniu na przykład od płaszczyzny, gdzie ta ostatnia to nieosiągalny luksus. Gołym okiem widać, że różnowymiarowe światy dzieli przepaść, a jednak pewien matematyk pokazał, że to co najwyżej wąska szczelina. Przez moment zdawało się nawet, że i ona jest tylko iluzją.
Potęgę miłości trudno wyrazić słowami. Maria, bohaterka filmu o takim właśnie tytule, nie wypowiada ani jednego. W tym niemym obrazie z 1922 r. Maria własnym ciałem osłania ukochanego przed bezszelestną kulą, gdy na jego życie dybie niejaki Don Alvarez. Historia jakich wiele, również w kinematografii. Ta jednak miała w sobie nową, zaskakującą głębię – i nie chodziło tu o artystyczny kunszt. Potęga miłości była pierwszym w historii filmem nakręconym w 3D.
Właściwie czemu nie? Skoro rzeźba przełamuje płaskość malowideł, a film to tylko ruchome obrazki, to dlaczego nie ruchome rzeźby? Pokusa, by nadać obrazowi dodatkowy wymiar, zdaje się obsesją ludzkości. Stworzyła kina i drukarki 3D, holograficzne projekcje, obecne w co drugim filmie science fiction, a i tak ciągle jej mało. Bohater powstałego w 1993 r. teledysku Amazing zespołu Aerosmith zakłada pokraczne okulary, by zanurzyć się w trójwymiarowej rzeczywistości wirtualnej, wiedziony przynętą miłości, która – jak widać – nie znosi płaskości jak dziecko brukselki.
Cały ten technologiczny wysiłek skupiony jest na przejściu od dwóch do trzech wymiarów, jakby dwa i trzy to były jedyne liczby, które istnieją. A dlaczego nie dziewięć? Fakt, że do budowy całego świata zużyto zaledwie trzy wymiary, wskazuje na jakąś przewrotną oszczędność; można by powiedzieć: skąpstwo natury. A przecież mogło być gorzej.
Wszyscy tu staliśmy
Głównym bohaterem książki Edwina Abbotta Flatlandia, czyli Kraina Płaszczaków. Powieść o wielu wymiarach (1884) jest Kwadrat, który na co dzień boryka się z ponurymi realiami życia