Śmierć niczego nie kończy, zmienia tylko formę naszego istnienia – takie przekonanie jest obecne w wielu kulturach. Zachodni filozofowie wyjaśniają, dlaczego akurat w naszej nie.
W religiach teistycznych dusze wędrują do zaświatów: nieba, piekła, Hadesu, Walhalli czy Tlalocanu – religioznawcze słowniki i opracowania dotyczące mitycznych krain potrafią liczyć sobie setki stron. Dusze mogą również pozostawać w naszym świecie i wcielać się w nowe ciała – wierzono w to nie tylko w Indiach, lecz także w starożytnej Grecji. W tradycjach animistycznych zmarli pozostają w pobliżu żywych, trwają jako siły przyrody albo duchy przodków, czasem nawiedzają i szkodzą. Na tym tle uderza oryginalność zachodniego światopoglądu materialistycznego i ateistycznego. W tej świeckiej perspektywie przetrwanie pojedynczej ludzkiej tożsamości wydaje się trudne do wyobrażenia, nieprzekonujące – przede wszystkim z tego powodu, że zakładamy, iż to mózg jest źródłem i podstawą świadomości; wraz z jego rozpadem kończy się zatem nasze życie umysłowe.Ponad siedem dekad temu Aldous Huxley zaproponował zarówno inne rozumienie świadomości, jak i oryginalne wyjaśnienie upadku dawnych wyobrażeń. Jego koncepcja nie wychodziła od założeń teologicznych i mieściła się w ramach naukowej tezy; nie prowadziła jednak do jednoznacznych ateistycznych wniosków. Według niego metafizyczno-religijne przekonania o istnieniu „innego świata” zawsze były raczej kwestią naszego doświadczenia, nie zaś rozumowania czy wierzeń, a przyczyny współczesnego kryzysu wiary w nieśmiertelność należy szukać w tym, że zaczęliśmy żyć w zupełnie nowym dla naszych mózgów środowisku. W wysoce stechnicyzowanym świecie niezwykle rzadkie są wszelkie odmienne stany świadomości, a to właśnie one umożliwiają bezpośrednie, empiryczne wręcz potwierdzenie istnienia transcendentnych realności.
Raj i klejnoty
Współczesny materialistyczny światopogląd Huxley wyjaśnia materialistycznie. Koncepcja tego słynnego angielskiego intelektualisty opierała się na jego doznaniach związanych z zażyciem meskaliny. W głośnym eseju Drzwi percepcji z 1954 r. opisał doświadczenia intensywnego światła, które widzialne było zarówno przy zamkniętych, jak i otwartych oczach – światła opisywanego przez mistyków wszelkich epok; towarzyszyła mu cudowna, euforyczna intensyfikacja kolorów. W odczuciu Huxleya nie była to kreacja jego umysłu, on ją jedynie „odkrywał”; dostrzegał to, czego nie widać w normalnych warunkach; uświadamiał sobie coś, co nazwał „odległymi terytoriami umysłu”, zaludnionymi przez fantastyczną faunę i florę. Całość wrażeń przenikało głębokie znaczenie, kosmos stawał się sensowną jednością: to, co przygodne, stawało się absolutne.
Huxley stwierdził, że tego rodzaju doświadczenia są prawdopodobnie prototypem wszelkich wizji raju (czy innej boskiej siedziby) znanych z religii oraz folkloru. Fantastyczne stworzenia, kraina nieopisywalnego piękna, wieczna szczęśliwość, a także duchy zwierząt i roślin, anioły czy daimoniony mające autonomiczne życie (z czego, zdaniem autora Nowego, wspaniałego świata, wynika, iż nie są to archetypy Junga, jeśli te ostatnie rozumiemy jako powiązane z naszym tradycyjnie pojmowanym światem) – wszystkie te wątki powracają w wielu opisach doświadczeń psychodelicznych. W eseju Doświadczenie wizyjne z 1962 r. Huxley przekonywał, że powszechny podziw, jakim darzymy kryształy – on sam był zafascynowany ich strukturą i światłem – nie ma innego wyjaśnienia niż to, że wiążą się one z naszym podświadomym przeczuciem „innego świata”. Olśniewają nas; sądzimy, że mają „nadnaturalną” barwę; uznajemy je za nadzwyczajne. Czy wszelkie wizje nieba wypełnionego klejnotami można wytłumaczyć jedynie tym, że cenimy je na tym świecie? Według myśliciela jest raczej na odwrót. Ludzie poświęcają tak wiele czasu, pracy i środków na zdobywanie ich, bo kojarzą je z „odległymi terytoriami umysłu”. Podobnie interpretuje powszechną estymę dla kwiatów, obecną w religijnych rytuałach wszelkich kultur.
Sztuka również przekonuje, że „inny świat” jest faktem. Przykładem mogą być dzieła wielkich wizjonerów, choćby Williama Blake’a, od którego Huxley zaczerpnął tytuł Drzwi percepcji. Istnieje bowiem coś takiego jak „magiczna odmiana piękna”, która pozwala nam przenosić się umysłem w mistyczne, wizyjne rejony rzeczywistości.
Mózg a transcendencja
Zgodnie z przewrotną hipotezą wyłożoną w Drzwiach percepcji mózg to „redukujący zawór”, który filtruje doświadczenia, dopuszczając do świadomości tylko te związane z przetrwaniem. Gdyby tego nie robił, ilość oraz intensywność wrażeń by nas przygniotły, uniemożliwijając sprawne funkcjonowanie w świecie. Jesteśmy bytami biologicznymi i mamy pewne obowiązki związane z przetrwaniem gatunku, tymczasem doświadczenia porażających wizji są z punktu widzenia ewolucji bezużyteczne. Dlatego powstała nasza wąska świadomość zorientowana na cele praktyczne, którą czasem błędnie uważamy za jedyną. Nasz mózg blokuje poznanie absolutu.
Ten „redukujący zawór” częściowo wyłączają psychodeliki: meskalina, LSD czy psylocybina. Poza tym, zdaniem Huxleya, te same procesy w mózgu mogą wystąpić podczas choroby albo osłabienia organizmu, np. spowodowanego głodówką. Niedożywienie mózgu może sprawić, że przestaniemy normalnie odbierać czas i przestrzeń; nasze ja ulegnie rozmyciu, a rzeczywistość zaczną przenikać nowe znaczenia. Z tych rozważań wynika zatem, że nie tylko psychodeliki mogą otworzyć drzwi percepcji – może to zrobić także śmierć mózgu, czyli po prostu śmierć.
Ponadto niektórzy ludzie z jakichś powodów rodzą się z „wadliwym” redukującym zaworem – być może to przypadek wszelkich mistyków i mistyczek, twórców i twórczyń wizjonerskiej sztuki oraz poezji. Również u schizofreników – sądzi Huxley – szwankuje ten filtr percepcji, ale jest to przypadek nieszczęśliwy, chorzy nie są bowiem zdolni do życia z „inną rzeczywistością” i nie umieją schronić się przed jej nadmiarem. Według Anglika doświadczają wizji jako groźnego piekła, podczas gdy człowiek pod wpływem meskaliny zna głównie mentalne raje.
W swoich rozważaniach Huxley sięgał po ideę, która już pojawiła się w historii filozofii. Koncepcję o filtrującej, ograniczającej aktywności mózgu sformułował wcześniej wielki myśliciel francuski Henri Bergson, łącząc teorię ewolucji z metafizycznymi spekulacjami. Szczególnie tutaj ważne jest to, co miał do powiedzenia w książce Materia i pamięć. Pod wpływem swoich studiów nad afazją stwierdził, że istnieją dwa rodzaje pamięci: jedna miała być związana z ciałem i układem nerwowym, druga zaś – niezależna od struktury biologicznej, niezapisana w neuronach, niematerialna. Według Bergsona mózg nie przechowuje wszystkich wspomnień, lecz je organizuje; wybiera tylko te, które są potrzebne do działania. A jako że mózg jest biologicznym narzędziem, może się uszkodzić – wtedy mamy problem z językową ekspresją wspomnień, choć same wspomnienia nadal istnieją.
Z punktu widzenia trwania gatunku niepotrzebne czy nawet niewskazane jest percypowanie pełni rzeczywistości oraz zapamiętywanie wszystkiego, czego się doświadczyło; musimy działać w danym nam świecie. A jednak w naszym życiu nieustannie zdarzają się przebłyski tej niepraktycznej pamięci – choćby wtedy, gdy nagle powracają do nas obrazy z dzieciństwa. Poprzez tę nieużyteczną pamięć Bergson pośrednio docierał do idei niematerialnej duszy mogącej przetrwać śmierć ciała.
Mimo że filozof nie rozważał nigdy swojej teorii w kontekście LSD czy psylocybiny, współcześnie jego rola w myśleniu o psychodelikach jest znacząca. W dziele pt. Dwa źródła moralności i religii wypowiedział się jedynie o starożytnych religijnych uniesieniach wywołanych spożyciem alkoholu – zasugerował, że są rodzajem zatrucia, które umożliwia zniesienie „materialnej przeszkody”, dzięki czemu dochodzi do uświadomienia nowych duchowych treści. Tak też można zinterpretować psychodeliki w perspektywie Huxleya: to nie cudowne substancje, ale rodzaj trucizny, która umożliwia chwilowy i częściowy wgląd w śmierć mózgu.
Chemiczna historia religii
W eseju Niebo i piekło Huxley ukazał, jak osłabienie pracy mózgu mogło wpłynąć na religijną historię Zachodu. W dawnej Europie nieraz panował głód; poza tym w klasztorach, czyli centrach średniowiecznego życia duchowego, często stosowano skrajnie ubogą dietę, a przecież niedożywienie – o czym była już mowa – wpływa także na układ nerwowy. Może prowadzić do stanów lękowych czy depresyjnych, jak również otwierać na doświadczenie wizyjne poprzez osłabienie filtrującej funkcji „zaworu redukującego”.
Trudne warunki egzystencji w przednowoczesnej Europie doprowadziły do tego, że wizje piekielne pojawiały się częściej niż wizje raju – był to rezultat powszechności metafizycznych wyobrażeń o karze za grzechy. Jednak euforyczne, niebiańskie wizje także się zdarzały. Jak zauważa Huxley, średniowieczne i nowożytne dokumenty opisują stany depresji, ale też wszelkiego rodzaju nawiedzenia, widzenia oraz mistyczne wglądy w ukrytą naturę wszechświata czy Boga.
Po długiej zimie i towarzyszącej jej głodówce następowała kulturowo ugruntowana abstynencja wielkopostna: najistotniejszy pod względem religijnym czas wiązał się z niedoborami jedzenia, co wywoływało intensywne i barwne życie wizyjno-mistyczne.
Uwagi Huxleya rzucają również światło na wszelkie praktyki ascetyczne. Umartwianie się i posty, znane z chrześcijańskiej hagiografii, stają się bardziej zrozumiałe. Pisarz rozważał też przypadek biczowania – silny ból wyzwalał znaczące ilości adrenaliny, która już sama może wywoływać halucynacje, a nawet dawać objawy zbliżone do schizofrenii. Ponadto rany goiły się w znacznie gorszych niż współczesne warunkach sanitarnych, przez co do organizmu wnikały toksyczne substancje, które podobnie jak meskalina mogły zaburzać pracę mózgu. Te biochemiczne procesy rzucają światło na świadectwa ascetów, którzy w samobiczowaniu dostrzegali działanie Boga lub łaskę. Paradoksalnie umartwianie się było nie tylko formą ukarania siebie za popełnione grzechy, lecz także próbą doświadczenia wizji, wejścia do raju i doznawania rozkoszy wynikających z obcowania z absolutem.
Huxley zwracał uwagę na to, że w świecie przednowoczesnym ludzie nieustannie żyli wśród rozmaitych ognisk zakażeń osłabiających „zawór redukujący”. Krytykował tym samym mu współczesnych, których gorszyło stosowanie psychodelików i traktowali je jako oświecenie dostępne „za darmo” – pigułki oferujące rzekomo autentyczne doświadczenie religijne czy „syntetycznego Boga”. Zdaniem angielskiego myśliciela krytycy psychodelików ulegali popularnemu złudzeniu, że w ogóle istnieją czyste doświadczenia duchowe. Uważał, że wszelkie tradycyjne praktyki rejestrowane w historii religii – poszczenie, medytacja, joga, ćwiczenia ascetyczne, począwszy od modlenia się w niewygodnej pozycji po intencjonalną deprywację snu – polegają na modyfikowaniu układu nerwowego i zmieniają biochemię organizmu. Przykładowo jogini, praktykując ćwiczenia oddechowe, zwiększają poziom dwutlenku węgla we krwi, co może prowadzić do odmiennych stanów świadomości (nawet długie śpiewy religijne w wiejskim kościele mogą wywołać podobny skutek).
Według Huxleya zaletą syntetycznych psychodelików jest to, że zapewniają osłabienie biologicznej sprawności mózgu bez jednoczesnego zwiększania ryzyka trwałego uszkodzenia ciała, np. w wyniku biczowania czy głodówki. Sądził zresztą, że to, co ujawniają doświadczenia związane z substancjami psychodelicznymi, jest zbyt silne i doniosłe, by przegrać z jakąkolwiek filozoficzną czy teologiczną krytyką, i doprowadzi do przełomu w historii religii, którego nie da się w żaden sposób powstrzymać.
Wiry w oceanie
Idee Bergsona i Huxleya o filtrującej roli mózgu, chociaż powstały już dobrych kilka dekad temu, wciąż nie należą do muzealnych eksponatów filozofii i nauki. Współcześnie pogląd ten fascynująco rozwija – na podstawie najnowszych badań nauk szczegółowych, m.in. neurologii czy fizyki kwantowej – holenderski filozof i naukowiec Bernardo Kastrup. Jako zdecydowany krytyk materializmu dowodzi, że podstawową strukturą wszelkiego istnienia jest świadomość; to jedyna rzeczywistość, którą naprawdę znamy. Wyłącznie poprzez świadomość możemy poznawać materię, dysponujemy zaledwie jej modelem w naszych umysłach: „materia” to tylko pewne wzorce w polu mentalnym.
Często używaną przez Kastrupa metaforą kosmicznej, uniwersalnej świadomości czy też umysłu jest ocean. Pojedynczy człowiek jest niczym wir wodny – chwilowo wyizolowane, lokalne skoncentrowanie tej świadomości; substancjalnie wciąż jednak jest tym samym, z czego składa się ocean.
Również przez Kastrupa mózg jest kojarzony z czynnikiem ograniczającym świadomość. Naukowiec tłumaczy wszelkie doświadczenia transcendencji – osiągane poprzez ascezę czy praktyki religijne – jako wyraz osłabienia pracy filtrów mózgu i przejaw umysłu uniwersalnego. Wszelkie „dziwne” zjawiska, których nie potrafią przekonująco wytłumaczyć dzisiejsze popularne modele naukowe, mają – zdaniem filozofa – wyjaśnienie w jego koncepcji. Zauważa on, że podczas medytacji, której mogą towarzyszyć wizje, spada aktywność mózgu. Przygląda się także zagadkowym doświadczeniom bliskim śmierci (NDE – near-death experience) – to graniczne przeżycia często opisywane jako przechodzenie przez tunel, poczucie oderwania od ciała itp. Literatura dotycząca tego zjawiska jest już bardzo bogata, wciąż też rośnie liczba opisów zdumiewających przeżyć i wizji, których doświadczali pacjenci z całego świata po przeżyciu śmierci klinicznej (aparatura pomiarowa w niektórych przypadkach wskazywała wręcz na trudną do uchwycenia aktywność mózgu).
W książce The Idea of the World: A Multi-Disciplinary Argument for the Mental Nature of Reality (Idea świata. Multidyscyplinarny argument za mentalną naturą rzeczywistości) Kastrup rozwija swoje idee również na podstawie najnowszych badań z użyciem neuroobrazowania ludzkich mózgów po spożyciu psychodelików. Powołuje się na badania Robina Carharta-Harrisa z lat 2012–2016 nad psylocybiną i LSD, który użył magnetoencefalografii i rezonansu magnetycznego. Okazało się, że po zażyciu tych substancji spadała aktywność sieci domyślnej mózgu (DMN – default mode network) – odpowiedzialnej za podstawowe funkcje związane z myśleniem o ja, poczuciem tożsamości, planowaniem przyszłości itd. – w tym aktywność kory przedczołowej i tylnego zakrętu obręczy (PCC – posterior cingulate cortex), współodpowiedzialnego za przetwarzanie wspomnień, introspekcję oraz świadomość siebie.
Kastrup komentuje te odkrycia w kontekście filozoficznym. Spożycie psychodelicznych substancji wywołuje stan często interpretowany jako moment duchowego przebudzenia – albo po prostu jako jedno z najniezwyklejszych doświadczeń w życiu, któremu towarzyszą euforia i ekstaza. Jeśli więc mózg byłby źródłem świadomości, to należałoby oczekiwać, że gdy badani doświadczają nadzwyczajnego bogactwa wrażeń, nowoczesne techniki obrazowania wykażą zwiększoną, a nie zmniejszoną aktywność wyżej wymienionych jego części. Tymczasem jest odwrotnie. Mózg „odpuszcza kontrolę”, przez co powstają duchowe wglądy (być może tutaj należy też szukać wyjaśnienia dla psychoterapeutycznych nadziei wiązanych z tymi substancjami – wraz ze spadkiem tych mózgowych sieci słabną wcześniejsze przekonania czy kompleksy psychiczne, które unieszczęśliwiają jednostkę).
Kastrup w swoich rozważaniach idzie jeszcze dalej. Przyznaje, że oczywiście nikt nie może twierdzić, że wie, jak wygląda życie po śmierci, wolno jednak snuć pewne przypuszczenia. Umieranie możemy wyobrażać sobie właśnie na wzór doświadczenia psychodelicznego. Jest czymś w rodzaju przebudzenia ze snu. Wraz z zanikiem ego „przypominamy” sobie wszystko, co zawsze wiedzieliśmy, i zaczynamy utożsamiać się ze wszechświatem, którego natura jest świadomością – uniwersalnym umysłem. Niekoniecznie jest tak, że „rozpuszczamy się” wówczas w jednym wielkim oceanie świadomości; Kastrup nie wyklucza, że pod naszym ego znajduje się jeszcze inna struktura psychiczna. Jego zdaniem właśnie to sugerują doświadczenia NDE. Holenderski filozof uważa, że może to oznaczać, iż coś z „nas” – jakiś byt psychiczny zachowujący własną tożsamość – jest w stanie przetrwać po śmierci.
Poprzez usunięcie ego śmierć może przywrócić nam stłumione wspomnienia, wszystko, co przeżyliśmy, a nawet wszystko, co prześniliśmy. Z drugiej strony – wraz z ego może znikać zdolność do krytycznego, scentralizowanego myślenia o tych wspomnieniach. To życie, jakie tu mamy, z wyizolowanym, lokalnym centrum świadomości, umożliwia nam myślenie o sobie, świecie i jego strukturze. Samoświadomość po śmierci – konkluduje holenderski badacz – jest być może niemożliwa.
Ucieczka z piekła
Według Kastrupa to nie w rzekomej wyższości intelektualnej Europejczyków należy doszukiwać się źródeł materialistycznego sposobu myślenia. Formułuje ciekawą hipotezą historyczną: rodzący się w XIX w. materializm miał być reakcją na strach przed piekłem. Co z tego, że istnieje niebo, skoro grzesznicy, czyli my wszyscy, mamy tak małą szansę, aby do niego trafić? Tworzący się przez stulecia obraz wiecznej kary, niekończącego się pośmiertnego cierpienia – ważny i zapomniany składnik kultury europejskiej – był jedną z przyczyn odrzucenia idei nieśmiertelności. Chrześcijaństwo stworzyło wyobrażenie psychologicznie zbyt trudne do udźwignięcia. Materialistyczny obraz świata przyjęto z ulgą.
Kastrup, podobnie jak Huxley, argumentuje, że przyczyn odrzucenia tradycyjnych wierzeń można szukać również w przemianach cywilizacyjnych. Zmieniły się nie tylko nasza dieta, lecz także bezpieczeństwo i komfort życia. Warto zwrócić uwagę na to, że Europejczycy jeszcze stosunkowo do niedawna – wszędzie tam, gdzie nastąpił postęp technologiczny – wierzyli w elfy, demony, wróżki czy anioły albo w sekretne przejścia do innych światów. Kulturowa różnica między XIX-wiecznym miastem a wsią nie polegała jedynie na jakimś „zacofaniu” mentalnym. Nasze współczesne umysły doszły do wniosku, że wszelkie zjawiska „paranormalne” są – właśnie – paranormalne, a więc z definicji rzadkie, i że należy je traktować jako anomalie. W tradycyjnych kulturach ekstatyczne widzenia były doświadczane powszechnie; członkowie danych społeczności potwierdzali je poprzez wzajemne wizje i wglądy. Można domniemywać, że tak oto powstawały owe kultury oraz ich światopoglądy. Wyobrażenia zaświatów nie rodziły się jako „przesądy”, lecz wiedza empiryczna; były częścią wspólnego doświadczenia.
Zdaniem Kastrupa to uderzające, że inne niż zachodnie społeczeństwa prawie nigdy nie są materialistyczne. Filozof formułuje tutaj pytanie: jak to możliwe, że wszelkie znane nam kultury, stworzone przez człowieka anatomicznie – a zatem materialnie – takiego samego jak my, opierały się na iluzjach, które nie miały żadnego zakotwiczenia w rzeczywistości? Teoria o pozamózgowym źródle świadomości jest sprzeczna ze współczesnymi zachodnimi wyobrażeniami. Jednak czy równie kontrowersyjne nie jest założenie, że przez kilkadziesiąt tysięcy lat ludzkość tak drastycznie myliła się w swoich przekonaniach o naturze świata? Jak ewolucja mogła stworzyć istoty formułujące poglądy tak radykalnie niezgodne z rzeczywistością? I wreszcie: dlaczego materialne mózgi miałyby wszędzie poza Zachodem upierać się, że są niematerialne?