Subtelne zestrojenie Subtelne zestrojenie
i
Ellen Harding Baker's “Solar System” Quilt (1876–ca. 1883), domena publiczna via Public Domain Review
Kosmos

Subtelne zestrojenie

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 16 minut

Czy to możliwe, że tak piękny i uporządkowany Wszechświat powstał przez zupełny przypadek? Wystarczyłyby przecież nieco inne warunki fizyczne, a życie w ogóle nie mogłoby się narodzić. Czy na tej podstawie można wnioskować o istnieniu jakiegoś Projektanta? Oto jak w drugiej połowie XX w. odżył klasyczny spór filozoficzny.

W latach 70. XX w. w sporze o istnienie Boga pojawił się argument z pogranicza filozofii oraz fizyki teoretycznej, znany jako teoria subtelnego zestrojenia (ang. fine-tuning argument). Idea jest taka: Wszechświat ma idealne własności, by mogło w nim powstać życie. Istnieją pewne stałe fizyczne, np. prędkość światła, siła grawitacji, silne i słabe oddziaływanie jądrowe czy stała Plancka, i wystarczyłyby bardzo drobne odchylenia w każdej z nich, a świat nie mógłby zaistnieć w obecnej postaci. Brytyjski astronom Martin Rees w pracy Tylko sześć liczb wymienia sześć innych dopasowanych stałych kosmicznych, bez których nie powstałyby galaktyki wraz z gwiazdami, planetami oraz innymi ciałami niebieskimi.

Już same rekonstrukcje procesu stworzenia Wszechświata ujawniają tego typu zbieżności. W erze Plancka – początkowej, niewyobrażalnie krótkiej fazie rozwoju Wszechświata, trwającej od Wielkiego Wybuchu do 10-43 sekundy – bardzo misternie dostroiły się warunki początkowe: pojawiła się idealna równowaga między grawitacyjnym zapadaniem się materii a skutkami ekspansji po wybuchu. Gdyby równowaga ta została zaburzona na rzecz sił ekspansji, Wszechświat stałby się zbyt „rozrzedzony”, abyśmy mogli powstać; gdyby zaś zwyciężyła grawitacja, cała materia zapadłaby się w siebie. Jak wskazywał Stephen Hawking, wystarczyłoby nieco większe początkowe tempo rozszerzania się Wszechświata po Wielkim Wybuchu, a nie powstałyby gwiazdy i w związku z tym ciężkie pierwiastki, niezbędne do życia.

Nieco większa grawitacja sprawiłaby, że gwiazdy świeciłyby jasno i krótko, stając się częściej błękitnymi olbrzymami, z kolei mniejsza grawitacja prowadziłaby do większej liczby czerwonych karłów. Jak niektórzy twierdzą, zestrojenie tak wielu czynników, niemal idealne ich dopasowanie, może więc wskazywać na istnienie jakiegoś Umysłu, Superintelektu, Projektora czy – po prostu – Boga, który celowo właśnie w taki sposób skonstruował Wszechświat.

Informacja

Z ostatniej chwili! To druga z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Analiza dotychczasowych osiągnięć nauki skłoniła angielskiego filozofa Antony’ego Flew do porzucenia materialistycznego ateizmu, którego krzewicielem był przez kilkadziesiąt lat. Na temat argumentu z subtelnego zestrojenia wypowiadali się też najbardziej znani i cenieni filozofowie teistyczni, np. Richard Swinburne czy Alvin Plantinga, a także tacy ateiści jak Richard Dawkins.

Piękno i porządek

Argument z subtelnego zestrojenia przypomina inny argument za istnieniem Boga – zaproponowany przez starożytnych i średniowiecznych filozofów zachodnich argument teleologiczny (od gr. telos – cel), zwany również argumentem z celowości czy projektu. Rozumowanie przebiega tutaj tak: obserwując strukturę świata, jego ład i piękno, trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieje jego Stwórca. W świecie można dostrzec porządek, podobny do porządku w świecie stworzonym przez człowieka. Jeśli go dostrzegamy, domyślamy się istnienia umysłu podobnego do ludzkiego, tyle że znacznie od niego potężniejszego. W Księdze Rodzaju Bóg miał stworzyć człowieka na swoje podobieństwo; w działaniach jednego i drugiego można się zaś dopatrzyć „intencjonalnych działań”.

Argument teleologiczny zyskał szczególną popularność w XVIII wieku. Jego zwolennikiem był choćby Isaac Newton, który w Matematycznych zasadach filozofii naturalnej stwierdził, że w „najpiękniejszym systemie Słońca, planet i komet” trudno nie dostrzec działania „rozumnej i potężnej istoty”, „Pana wszystkiego”.

Filozoficzna krytyka tego argumentu, której dokonali David Hume oraz Immanuel Kant, osłabiła jego popularność. Według Hume’a analogia między światem a wytworami człowieka jest bardzo mglista. Co więcej, jeśli dostrzegamy w naturze porządek, niekoniecznie powinniśmy wyprowadzać wniosek o istnieniu doskonałego Stwórcy; równie dobrze możemy twierdzić, że to wynik procesu biologicznego albo działalność innych istot nadprzyrodzonych, np. hipotetycznego wielkiego pająka, który tka uporządkowany świat.

Prawdziwie niszczący cios dla argumentu teleologicznego przyszedł w XIX w. wraz z odkryciami Karola Darwina i jego dziełem O powstawaniu gatunków. Stało się jasne, że zdumiewający porządek w świecie organizmów żywych można wyjaśnić w inny sposób niż za pomocą pojęcia celowości – był to rezultat doboru naturalnego, efekt milionów lat prób i błędów, ewolucyjnych poszukiwań na oślep.

Teoria subtelnego zestrojenia wprowadza nowe elementy do klasycznego argumentu z celowości na rzecz istnienia Boga, a tym samym przynajmniej częściowo omija jego dawną krytykę. Jej nowatorstwo polega nie tylko na tym, że koincydencja warunków we Wszechświecie, reprezentowanych przez wymienione wartości fizyczne, nie mogła być znana w XVIII czy XIX stuleciu. Wspomniani filozofowie teistyczni – Plantinga i Swinburne – analizując teorię subtelnego zestrojenia, posługują się pojęciem prawdopodobieństwa. Jak argumentuje Swinburne, z perspektywy ateistycznej jest ogromnie nieprawdopodobne, że Wszechświat został zestrojony przez przypadek.

Jeśli bowiem istnieje Bóg – ten z religii monoteistycznych – to musiał chcieć stworzyć świat, w którym istnieje życie. W tym ujęciu pytanie o prawdopodobieństwo powstania takiego świata nie przysparza wielkich problemów – to prawdopodobne, że Bóg chciał, aby taki świat powstał. Żeby zaś kosmos mógł powstać, Bóg musiał odpowiednio dopasować parametry fizyczne.

W artykule Argument from the Fine-Tuning of the Universe (Argument z subtelnego zestrojenia Wszechświata, 1990) Swinburne stwierdza, że ludzie jako inteligentne istoty potrzebują solidnych ciał i czujnych na bodźce zmysłów, a także przestrzeni umożliwiającej działanie; zauważa, że życie oparte na związkach węgla jest szczególnie korzystne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę budowę szkieletu czy DNA; żeby życie mogło się rozwijać, potrzebna jest również odpowiednia planeta ze sprzyjającymi warunkami, takimi jak choćby właściwa temperatura. Krótko mówiąc, zdaniem Swinburne’a, dobór naturalny nie jest w stanie wyjaśnić uporządkowania i celowości Wszechświata, a teizm oferuje najbardziej zadowalające wyjaśnienie wszystkiego, co wiemy i co mówi nauka.

W naszej skomputeryzowanej erze są tacy, którzy rozważają jeszcze inną możliwość: żyjemy w symulacji stworzonej przez jakąś wyższą technologię, a ustalone prawa kosmosu to rodzaj algorytmu zdefiniowanego przez inteligentnych programistów. Czy nie jest to jednak ta sama idea, tyle że ubrana w nowe pojęcia? Można argumentować, że ten żargon nie wprowadza do dyskusji niczego nowego. Jeśli programista jest na tyle potężny, by stworzyć tak spektakularną symulację, równie dobrze możemy go nazwać Bogiem.

Równowaga urojona

W przypadku teorii subtelnego zestrojenia wszystko sprowadza się do pytania: czy własności Wszechświata powstały przypadkowo, czy są efektem celowego działania? Standardowa krytyka tej teorii jako argumentu na rzecz istnienia Stwórcy zwraca uwagę, że gdybyśmy my sami nie istnieli, nie moglibyśmy dostrzec tych – pozornie tylko zdumiewających – perfekcyjnie dopasowanych parametrów rzeczywistości.

Tego rodzaju krytyka podąża za sposobem myślenia wyznaczonym przez odkrycia Darwina. Przykładem może być książka Bóg urojony Richarda Dawkinsa. Biolog i ewolucjonista w charakterystyczny dla siebie sposób wyśmiewa wszystkich zwolenników teistycznej interpretacji subtelnego zestrojenia, ale sam podaje zaledwie kilka kontrargumentów.

Według niego istnienie takiej istoty jest po prostu ekstremalnie mało prawdopodobne (chociaż jak Anglik obliczył to prawdopodobieństwo, nie wiadomo). Dawkins zauważa, że teoria subtelnego zestrojenia w najmniejszym stopniu nie dowodzi istnienia samego Boga. Pod tym względem ma rację, ale zwolennik teizmu mógłby odpowiedzieć, że przecież w ogóle nie na tym ta teoria polega – ma ona jedynie wyjaśniać istnienie świata w danej formie, a nie dowodzić istnienia jego Stwórcy.

Znacznie ciekawsza jest część, w której Dawkins omawia „zasadę antropiczną”. Zgodnie z doborem naturalnym, który nie był procesem kontrolowanym, życie samo dopasowuje się do panujących we Wszechświecie warunków. Fakt, że potrafimy je postrzegać, jest czymś zrozumiałym, bo właśnie przez nie zostaliśmy ukształtowani. Nie ma niczego sensacyjnego w tych fizycznych wartościach – tak naprawdę nam, istotom żyjącym, Wszechświat nie może się jawić inaczej, a postrzeganie ich „od środka” jako zaskakująco zespolonych to złudzenie. Dostrzegamy cel i dopasowanie w świecie przyrody, ale to efekt trwającego przez miliony lat procesu, którego nie jesteśmy świadomi. To raczej istoty żywe dopasowały się do istniejących warunków i błędem jest sądzić, że celem Wszechświata było życie w obecnej formie.

Wieloświat

Kolejny ciekawy kontrargument, nieprowadzący do konkluzji teistycznej, polega na postulowaniu istnienia innych wszechświatów, w których pojawiają się zupełnie odmienne konfiguracje praw fizycznych – wszechświatów bez subtelnego zestrojenia. Co więcej, nie musiałyby one istnieć równolegle w czasie, tylko następować po sobie: jeden cykl kosmiczny się kończy, zaczyna się kolejny. Traf sprawił, że żyjemy akurat w tym, w którym życie jest możliwe.

Filozof John L. Mackie w książce Cud teizmu, szeroko komentowanym dziele na temat racjonalnych argumentów za istnieniem Boga, twierdzi, że jako istoty ukształtowane przez określone warunki panujące we Wszechświecie nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak mógłby on wyglądać w innych okolicznościach, a skoro tego nie wiemy, nie możemy również wiedzieć, w jakim kierunku ewoluowałyby inne formy kosmiczne. Trudno też bronić tezy, że wyłącznie w naszym Wszechświecie mogło powstać życie, a tym samym twierdzić, że nasz świat jest szczególny i że my jesteśmy wyjątkowi.

Można by odpowiedzieć pytaniem: czy argument skonstruowany w oparciu o to, czego nie wiemy, może być przekonujący? Oczywiście niewykluczone, że nasz świat nie jest wyjątkowy i że istnieją inne, np. tkane przez wielkiego pająka Hume’a, ale my znamy tylko ten, a on jawi nam się jako wyjątkowy, co trudno zignorować.

Gdy filozofowie przeprowadzają eksperymenty myślowe na temat światów możliwych, rozważają takie światy, które można sobie wyobrazić, ale które nie istnieją. A nawet gdyby istniały, nie odegrałyby żadnej szczególnej roli w argumentacji. W kontekście analizy teorii subtelnego zestrojenia tego rodzaju zabiegi nie są zbyt przekonujące: postulowanie nieistniejących światów w celu wykazania przypadkowości reguł obowiązujących w naszym, może się jawić jako sofistyczny wybieg.

Swinburne zauważał, że nie wiadomo, czym inne wszechświaty miałyby w ogóle być; według niego mogą to być jedynie „podświaty” Wszechświata, który znamy. Nie znamy innego świata, dlatego powinniśmy wypowiadać się jedynie o nim i zastanawiać się, dlaczego jest subtelnie zestrojony.

Na podobnym stanowisku stoją niektórzy fizycy. Paul Davies w książce Bóg i nowa fizyka zauważył, że żaden ludzki obserwator nie jest w stanie wyobrazić sobie czy empirycznie zbadać innego wszechświata. Jak więc koncepcja wielu światów może wyjaśniać subtelne zestrojenie tego, który znamy?

Niektórzy starają się obalić argument z subtelnego zestrojenia za pomocą innych eksperymentów myślowych. Przykładowo, gdybym badał ameby, korzystając jedynie z mikroskopu, który obejmuje wąski wachlarz wartości, nie zorientowałbym się, że istnieją ameby o innych rozmiarach, innej wadze itd. Błędnie doszedłbym do wniosku, że wszystkie ameby mają takie a takie własności, co wynikałoby z moich ograniczonych możliwości technicznych.

Według Plantingi stosowanie tego rodzaju analogii jest w tym kontekście czymś zupełnie chybionym. Powinniśmy się raczej zastanawiać, czy wszystkie możliwe światy są subtelnie zestrojone. Jednak nie mamy przecież jakiejkolwiek wiedzy na ten temat. My nie zastanawiamy się nad własnościami różnych światów (tak jakbyśmy badali różne ameby); szukamy wyjaśnienia dla faktu, że świat, w którym żyjemy, jest subtelnie zestrojony.

Dlatego filozofowie teistyczni mogą wciąż się upierać, że argument z wielu światów niczego nie zmienia w przypadku sporu o istnienie Boga. Nawet jeśli istnieją inne wszechświaty (jakiekolwiek by były), to – ich zdaniem – prawdopodobieństwo, że nasz Wszechświat jest zestrojony bez udziału Stwórcy, wciąż wydaje się ogromnie niskie.

Jak konkluduje Davies, być może wszystko sprowadza się do tego, że komuś łatwiej sobie wyobrazić nieskończenie wiele różnych wszechświatów niż nieskończonego Boga, ale w obu przypadkach w gruncie rzeczy kwestia sprowadza się do indywidualnych preferencji.

Co ciekawe, Plantinga wyciąga zupełnie inne wnioski z teorii wielu światów niż ateiści. Według niego przy założeniu istnienia Stwórcy należy przypuszczać, że w innych światach także istnieje życie. Tym samym prawdopodobieństwo (rozpisywane przez filozofa w równaniach), że inne światy też są subtelnie zestrojone, jest większe. A zatem założenie, że istnieją inne wszechświaty, nie tylko nie kłóci się w tym wypadku z teorią subtelnego zestrojenia, ale wręcz wzmacnia argumentację na rzecz istnienia Boga-Stwórcy.

Prawdopodobieństwo

Jak wspomniałem, zgodnie z nauczaniem religii monoteistycznych wszechmocny Bóg chciał stworzyć świat oraz istniejące w nim życie, co w tej perspektywie oznacza, że prawdopodobieństwo powstania takiego świata jest duże. Racjonalnie jest więc oczekiwać powstania takiego świata, w którym istnieje życie.

Jak jednak rozumieć kluczowe w omawianym kontekście pojęcie prawdopodobieństwa? Gdy rozważamy prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia, bierzemy pod uwagę kontekst, jakim jest grupa innych podobnych zdarzeń. W jaki sposób w tej sytuacji mówić o prawdopodobieństwie powstania takiego a takiego świata, skoro znamy tylko jeden Wszechświat?

Plantinga operuje logiczno-formalnym pojęciem prawdopodobieństwa: ocenia wyłącznie stopień uzasadnienia dla danego przekonania. Przyznaje jednak, że pod tym względem dyskusja nad subtelnym zestrojeniem jest dość problematyczna. Wszystko sprowadza się bowiem do wartości początkowych i założeń, które przyjmujemy w wyjściowym „obliczaniu” prawdopodobieństwa. Jeśli teista w punkcie wyjścia zakłada, że istnieje Bóg, który chce, by powstało życie, to zestrojenie świata jest czymś prawdopodobnym. Jeśli zaś ateista na początku zakłada, że nie ma takiej istoty jak Bóg, ale że na przykład świat sam w sobie ma pewien impuls do stworzenia życia, to zestrojenie świata również okazuje się czymś prawdopodobnym.

Dla teisty, powiada Plantinga, prawdopodobieństwo istnienia Boga wynosi jeden; dla ateisty – zero. W naszej dyskusji niezależnie więc od tego, jak wiele racji będziemy przedkładać i uwzględniać przy ostatecznym szacowaniu prawdopodobieństwa, dla ateisty prawdopodobieństwo istnienia Stwórcy zawsze będzie wynosiło zero.

Plantinga stwierdza ostatecznie, że argument z subtelnego zestrojenia tylko w nieznacznym stopniu może wspierać teizm.

* * *

Wymienieni wyżej współcześni filozofowie religii nie kwestionują naukowego sposobu wyjaśniania świata i życia; poprzez analizę zdobyczy naukowych raczej starają się dostrzec jej głębsze znaczenie. Historia nauki uczy nas jednak, że teorie rozwijają się i zmieniają. Jeśli argumentacja teistyczna powstaje w oparciu o pewną teorię czy odkrycie, uzależnia się od nich i może zniknąć wraz z powstaniem nowego obrazu kosmosu.

Leszek Kołakowski twierdził, że dowody teleologiczne na istnienie Boga obarczone są pewnym błędem: celowość, o której traktują, nie jest logicznie wywiedziona ze świata, lecz na niego nałożona, bez żadnego rozumowania. Zdaniem polskiego filozofa w fizyce nie ma zarazem niczego, co przeszkadzałoby naukowcom wierzyć w Boga, a ich praca, polegająca na studiowaniu zdumiewającej złożoności Wszechświata, może stanowić inspirację i podbudowę dla ich teistycznych przekonań. Wciąż jednak na gruncie astronomii oraz fizyki nie można udowodnić istnienia Boga.

Już Kant w swojej krytyce rozumowania z „celowości” zauważył, że nawet gdyby było ono poprawne, dowodziłoby jedynie istnienia jakiegoś „budowniczego świata”. Z tego powodu według niektórych zwolenników chrześcijańskiego wyobrażenia Boga teoria subtelnego zestrojenia nie tylko nie wspiera ich przekonań, ale wręcz jest dla nich szkodliwa. John Polkinghorne – brytyjski fizyk teoretyczny, uczeń Paula Diraca, który został anglikańskim księdzem – twierdził, że teoria ta nie wspiera idei Boga, który miałby być przede wszystkim „osobą”, troskliwie zainteresowaną światem i ludzkim życiem. W najlepszym razie jest to argument na rzecz deizmu, czyli koncepcji filozoficznej, która mówi, że Bóg stworzył świat, ustalił jego prawa, ale potem go porzucił.

Czytaj również:

Księga wiecznych powrotów Księga wiecznych powrotów
i
„Ziemia, Droga Mleczna i księżyc”, 1918 r., W. T. Bendy. Wikimedia Commons (domena publiczna)
Kosmos

Księga wiecznych powrotów

Z Archiwum „Przekroju”
Aleksander Gorbowski

„Księga hipotez” znanego radzieckiego pisarza Aleksandra Gorbowskiego wywołała duże zainteresowanie nie tylko w ZSRR, ale także w Polsce („P.” drukował poszczególne jej rozdziały). Na liczne prośby czytelników prasa radziecka publikuje dalsze fragmenty tej pasjonującej książki, która niebawem ukaże się w Związku Radzieckim. Proponujemy lekturę jednego z fragmentów, traktującego o rzeczach, które mogą wydawać się wręcz niewiarygodne.

Narodziny wszechświata

Ile lat liczy sobie nasz wszechświat? „Około 20 miliardów” — odpowiada dzisiejsza nauka. Dopóki człowiek nie znał tej liczby, nie powstawało, rzecz jasna, pytanie: „No dobrze, a co było przedtem?”.

Czytaj dalej